poniedziałek, 10 maja 2021

Księżniczka, grzyby na drzewie, storczyki czyli wiosna, wiosna ...

Wreszcie przyszedł czas na prace przy tunelu foliowym. Ponieważ folia z zeszłego roku już podarła się w strzępy, zakupiliśmy nową, a sam stelaż z plastikowych rurek zrobił się jakiś niestabilny. Wymyśliłam, że może włożymy w rurki metalowe druty, to je jakoś usztywni. Ale przyszedł budowlaniec, zerknął fachowym okiem, tu podnieść, tu podłożyć, spiąć dół metalowymi śledziami, bo podstawa rozlazła się i całość od razu odzyskała fason. Do tego folia ściągana z obydwu stron sznurkami, solidnie napięta jak membrana na bębenku i przysypana ziemią, wszystko to sprawiło, że tunel posłuży nam jeszcze kilka lat:-) Kilka kursów taczkami z ładunkiem rozsad i pomidory, i papryki wreszcie znalazły się w przyjaznym, ciepłym środowisku, zimno sprawiło, że marnie rosły, za to bryłę korzeniową rozbudowały pięknie. Wysiałam jeszcze na paletki jakieś jednoroczne floksy, dodane mi w zestawie w ramach promocji chyba, bo nie zamawiałam ich:-) Rozsady na noc są jeszcze w tunelu przykrywane podwójną warstwą agrowłókniny, poprzedniej nocy był jeszcze przymrozek, trawa zaszroniła się w dolince za grządkami, choć przy chatce temperatura była dodatnia. Paliłam dodatkowo wkłady do zniczy, w nocy tunel wyglądał jak zjawa:-) O drugiej w nocy popatrzyłam do sadu, jakoś było mi za jasno pod folią, może pali się obudowa któregoś z wkładów, żeby nie zajęła się agrowłóknina, albo w końcu cały tunel ... cóż było robić. Aby uspokoić niepokój w sercu, wdziałam filcaki mężowskie, jakiś kabat na grzbiet, latarkę do ręki i poszłam zobaczyć, czy wszystko w porządku. Towarzyszyła mi Mima, zawsze to raźniej ... sad w nocy, zwłaszcza kiedy wreszcie zaświeciły gwiazdy jest baśniowy:-)

Między doniczkami przy murze tarasu znalazła sobie miejsce niezbyt urodziwa księżniczka, ponura jakaś. Mówię do męża, że może warto pocałować ... może nieziemskiej urody, może majętna ... eee! jeszcze te purchle przejdą na mnie, wolę nie ryzykować:-) Posiedziała do wieczora, rankiem już jej nie było, życiowa okazja stracona:-)

Czas na Pogórzu byłby czasem straconym, gdyby nie było chociaż malutkiej wycieczki w teren. Ostatnio zwłaszcza, kiedy skumulowały się prace wiosenne w obejściu, są to wyjazdy przy okazji zakupów spożywczych. Na ostrym zakręcie w Koniuszy spotkaliśmy grupę rowerzystów, z jukami, prosto z tego zakrętu skierowali się w błotnistą drogę w stronę Kopystańki ... oj, oj, ciężko im będzie po ostatnich ulewnych deszczach. Potem my pętelką objazd na wzgórze kalwaryjskie, zjazd w dolinę Wiaru, potem w stronę Arłamowa w Górach Sanocko-Turczańskich i powrót urokliwą doliną Jamninki. Na łąkach znalazłam pierwsze storczyki, to storczyk samiczy, samczy czy jak go tam nazywają:-) 





Ciekawa nazwa, samczy, samiczy ... w necie wszystko można znaleźć:-)


Otóż bulwki tegoż storczyka mogą kojarzyć się z męskimi klejnotami:-)
A wracając do naszej objazdówki, spotkaliśmy po drodze w dolinie Jamninki wiele aut z obcymi rejestracjami. Podejrzewam, że młodzi ludzie jechali na wsparcie protestującej grupy w sprawie Parku Turnickiego, którzy dzielnie trwają w bardzo trudnych warunkach. Pogoda paskudna, lało prawie cały czas, bardzo zimno, a oni od 26 chyba kwietnia, dziś mamy 10 maja.
Zawsze wolniutko przejeżdżamy te ponad 10 km urokliwą drogą, patrzymy na zwierzynę, na rozlewiska bobrowe ...


... a tym razem przywiozłam stamtąd zdobycze, z obumarłych pni czarnego bzu zebrałam grzyby, uszaki:-)


Będzie kurczak w chińszczyźnie, w końcu używam podobnej mieszanki gotowej ze sklepu, teraz zrobię ją sama. Niezwykłe doznanie dotykowe, mimo że grzyb ma trochę odstraszający wygląd, jest delikatny, aksamitny w dotyku, aż byłam zaskoczona.
Uwędziłam też sery dla całej rodziny, przy okazji powiesiłam w wędzarni pętko zwykłej kiełbasy ze sklepu ... nabrała zapachu prawdziwego dymu, obsuszyła się i mąż orzekł, że jest świetna ... ja to tak nie przepadam za mięsem:-) Usiedliśmy chwilę pod chatką po powrocie, a tam łąkami "zapotocznymi" jakaś grupa ludzi, zawsze patrzymy przez lornetkę, kto zacz? okazało się, że to nasi spotkani rankiem rowerzyści, już na powrocie z Kopystańki usiłują dostać się do  asfaltu, który zresztą niedaleko. Zmokli po drodze, na pewno zmęczyli się nieziemsko w tym błocie, ale i pewnie byli szczęśliwi po takich surviwalowych warunkach:-) w mieście tego nie uświadczą.
W cieple słonecznym pszczółki szaleją, tyle pożytku wokół i wreszcie ciepło.


Pogórze kwitnie, to zdjęcia z niedzielnego ranka.






Szkoda wracać do domu ... a w lesie już rozkwitł groszek wiosenny i łany niezapominajek.




Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, zdrowia życzę, pa!


P.s. Kurczak po chińsku już gotowy ... chyba przesadziłam z ostrymi papryczkami, pali jak w piekle:-)




wtorek, 4 maja 2021

Miodunkowe łąki ... protest w Górach Sanocko-Turczańskich ...

 W drodze na majówkowe zakupy dostałam telefon, że można przyjechać po zamówione osłony na taras. Spokojnie, pracują do 15-tej, więc nie ma co się gorączkować. W ulewnym deszczu kupiłam rozsady, potem resztę spożywczego i wybierając ładne drogi, pojechaliśmy do Czerteża. 

Ostatni dzwonek na zakup wkrętów, podkładek, listew, ludzi wszędzie mnóstwo, wszak jutro święto 1 Maja. Obsprawieni w potrzebne rzeczy wróciliśmy do chatki, przestało padać, więc czas zamontować przywiezione osłony. No i zaczęło się! każdy wymiar inny, bo taki mamy taras, więc trzeba odpowiednio przypasować. Żeby to jeszcze równe było, a tu za mało, a tu wystaje, a tu robi się balon ... po zamontowaniu pierwszej złapaliśmy wreszcie patent. Tak nam się zdawało, a tu do trzeciej osłony trzeba inaczej podejść, bo coś kiedyś przy robocie z lekka dach nam uciekł. Co się namęczyliśmy, nawkurzaliśmy, o mało do rozwodu nie doszło, ale wreszcie pod wieczór usiedliśmy na tarasie w zaciszu ... widzisz, jak tam wieje, już uciekalibyśmy do domu ... zobacz, ani wiaterek tu nie dochodzi ... chwaliliśmy się jedno przed drugim.


Może nie jest to szczyt naszych marzeń, jeśli chodzi o wyciszenie przeciągu na tarasie, bo zawsze to folia, ale światła nie zabiera, estetycznie i solidnie zrobiona, chroni przed przeciągiem trzema płaszczyznami, a w lecie, kiedy będą upały, zostanie zwinięta i podpięta u góry na ładnych zapięciach. Aha, jeszcze na dole ma taki fartuch, który wystaje poza posadzkę i deszcz nie zalewa, co już sprawdziliśmy podczas majówkowych ulew, nawet z huraganem. Na zewnątrz armagedon, a my sobie siedzimy i patrzymy:-) Nawet sadzonki stoją sobie na tarasie i ostatni przymrozek im niestraszny.
Oprócz rozlicznych zajęć pojechaliśmy też na wycieczkę objazdową, ale na świat patrzyliśmy zza szyb auta, bo deszcz nie pozwolił na spacer. A tu, w naszym lesie turnickim wyrosło miasteczko, nieustraszeni młodzi ludzie przyjechali protestować przeciwko wycince drzew, polowaniom, walczą o powstanie Turnickiego Parku Narodowego. 








Z drugiej strony, u wyjazdu z Makowej pojazd straży leśnej i baner innej treści.


Wszyscy widzimy, co dzieje się w lasach całej Polski, nie tylko u nas, za chwilę lasów nie będzie. Nie tak dawno szliśmy przez Roztoczański Park, tam też, w jego sercu pozyskuje się drzewo, z dala od ludzkich oczu. 

Na osłodę poszliśmy na nasze łąki, miodunkowe łąki, brzęczące od pszczół. To ci dopiero widok, całe niebieskie połacie, niektóre kwiaty intensywnie różowe, inne niebieskie aż oczy rwie.





Do nich dołączył następny pierwiosnek, lekarski, bo pierwiosnków wyniosłych całe zatrzęsienie.



Nad nami krążył nasz wiejski bocian, przysiadał niedaleko, ale Mima go przeganiała. Amik już nam nie towarzyszy na spacerach po łąkach, przysypia większość czasu, stary, słaby, z arytmią serca, z chorymi nerkami. Niech sobie dożyje przy nas swoich dni, których coraz mniej.



Pod chatką kwitnie krzew porzeczki. To nie jest zwykła porzeczka, została zakupiona jako krwista, okazało się, że nią nie jest. Może to złocista, może alpejska, ale teraz ładnie pachnie, cytrynowo, a przyciąga mnóstwo pszczół, zwłaszcza murarek i jakichś różnych bzygowatych.



Na grządkach zaczynają zielenić się pierwsze nowalijki, a także trawa na ścieżkach, o, tak, trawa ma się najlepiej:-)  Dziś trochę motyczkowałam, jeszcze zostało na jutro, a nieprzyzwyczajone ręce bolą. 


I jeszcze coś takiego mi urosło, nie wiem, co to jest, pewnie jakieś zielsko, ale ma ładne listki i ciekawy kwiatek, niby-kwiatek.


I storczyki wyglądają już na świat, a co się naszukałam nasięźrzała, w zeszłym roku było ich mnóstwo, w tym znalazłam jeden mizerny listek, pewnie już wzrok niedomaga:-) To ten na drugim zdjęciu.



W lesie zatrzymaliśmy się przy rozlewisku z kaczeńcami, dla mnie to żadna knieć, tylko zawsze kaczeńce:-)





To uroczysko, bagno, w lusterkach wody przeglądają się nimfy, a na nieostrożnych wędrowców czyhają utopce:-)
W dolinie Sanu kwitną tarniny ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!