Wcale nie jest głęboka, tylko na 5 kręgów, w czasie deszczów wody jest równo z ziemią, a podczas suszy - 3 kręgi. Od momentu wykopania troszkę po macoszemu ją potraktowaliśmy, tylko wylewanie wody, a dno było paskudne, gliniaste i woda zaczęła zajeżdżać mułem.
Sprężyliśmy się w sobotę i zrobiliśmy wszystko, jak należy ...
,... woda została wypompowana ...
,... na początku leciała czyściutka ...
,.. a potem z dna mocno mulista, trzeba było co chwilę odpompowywać, bo napływała nowa, nieładnie wygląda to dno ...
,... samo błocko.
Potem mąż zszedł do otchłani po drabinie ...
,... wyłożył dno włókniną, taką przepuszczającą wodę, a izolującą muły denne, potem na to warstwa płaskich kamieni, a jeszcze na to warstwa żwiru filtrującego, myślimy, że teraz będzie dobrze.
Zapytałam: - Jak tam jest na dole?
- Zimno!
No i tradycyjnie odwiedziło nas stado dzików, podwórze przewrócone do góry nogami, ale jakoś tak się potem dzieje, że teren sam się równa i na wiosnę nie ma śladu ich działalności.
Rośliny na grządce wydają ostatnie plony, całkiem przyzwoite, cały koszyk szparagówki zebrałam, dynia spomarańczowiała, przetrwały pomidorki koktajlowe, a ogórki przypominają kule ...
,... to jest pietruszka naciowa, o kędzierzawych listkach, wieloletnia, już została oszczypana i przywieziona do domu, a to dary ziemi, patrząc na ten koszyk odczuwam radość ...
Po południu wybraliśmy się do lasu, grzybów szukać ...
Niedaleko naszej drogi, na stary modrzewiu wielkie gniazdo, to orliki krzykliwe, słyszę ich głosy, jak są młode, potem uczą się latać, a jeszcze potem usiłują żałosnym krzykiem zmusić rodziców do przyniesienia im jakiejś zdobyczy, a stare ptaki skrzydła za pas, uciekają nad potok i radźcie sobie same!
Droga do grzybowego lasu schodzi cały czas w dół, przy zarośniętej ścieżce sosna, nazywamy ją "drzewem wisielców" ...
A w lesie sucho, pusto, żeby chociaż muchomora spotkać, nic! Obeszliśmy strome polanki, Bigos nałapał mnóstwo nasion przytulii w swój kosmaty pysk, Maks z racji, że słabiutki, noszony był na rękach w miejscach trudniejszych, a potem do potoku, do wodopoju ...
Nie ma Maksio długiego życia przed sobą, z tym chorym sercem od kilu miesięcy do roku, smutne to ...
A potem poszliśmy zobaczyć, czy woda w studni ładnie przybiera i przy okazji na pola ...
Daleko na łące siano poskładane w kopki ...
... rudzieją jesiennie drzewa ...
... delikatne zimowity zapanowały na wykoszonych łąkach ...
A tę górę w tle poznajecie?
Wypłowiały trawy, pod wieczór świerszcze wygrywają jak oszalałe, nawet nie wiem, do której w nocy trwają te koncerty, tym razem towarzyszł im inny dźwięk. To z doliny niósł się głos ryczącego jelenia, tak, tak, już zaczynają się rykowiska ...
Bardzo lubię niebo o wschodzie słońca, słońce schowane jeszcze za górą, ale już oświetla chmurki ...
Daleki widok z naszej drogi we wsi, zatrzymaliśmy się na chwilkę, zarżał koń, pewnie do nas ...
A nieco dalej takie widoki ...
... słońce ledwo wzeszło i ukośnie oświetla góry ...
A dla tego widoku pojechaliśmy na wzgórze kalwaryjskie ...
To Ukraina, mobilizujemy się, idziemy robić zdjęcia i paszporty, może by jeszcze na Huculszczyznę przed śniegami zdążyć? to blisko nas ...
Zadymiliśmy w niedzielne przedpołudnie, zapachniało śliwkowym dymem, będą przypiekane smakowitości ...
Obserwowaliśmy z okna kuchennego, jak w sadzie biegała niepłoszona przez nikogo kuna, o ciemnobrązowym futerku, skoki w trawie, wyskok na starego orzecha, na drugiego, owijała się wokół pnia, strasznie zwinne zwierzę, a potem w krzaki sąsiedzkie i tyle ją widzieliśmy ...
Krzyżak utkał sieć, jak zwykle w drzwiach przybudówki ...
... dopadł muszkę ...
... okręcił pajęczyną w kokon ...
I to koniec pajęczej historii ... i muszki też.
My też już musieliśmy wracać, zapakowaliśmy drzewo do przyczepki i w drogę, i po drodze jeszcze lody w Krasiczynie, bo było upalnie.
A pod domem już jesienie ...
... w miejsce uschniętych bratków posadziłam biedronkowe wrzosy, corocznie zapominam o ich przechowaniu przez zimę i powtarzam sadzenie, w tym roku obiecałam sobie okryć je włókniną i gałęziami, może przetrwają ..
A ta "halloweenowa" dynia to też klamociarniany nabytek, ceramiczna ...
W słoiku moczy się nalewka rozgrzewająca, cytrynowo-miodowa, od Mony ...
Jeszcze chciałam napisać Wam, że na moim przedmieściu-wsi przebywa szwedzkie małżeństwo, rozbili namiot niedaleko nas, z osiołkami pokonują Europę, jak z drogi zobaczyłam pasące się osiołki, to pomyślałam, co to? rumuńskie osiołki? Stanowią lokalną atrakcję, ale myślę, że źle się z tym czują, każdy potrzebuje spokoju, dlatego nie zrobiłam im zdjęcia, nawet z ukrycia.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za ciepłe słowa, miłego tygodnia, w szkole, w pracy i w domu, pa.
Uraczę Was jeszcze pogórzańskimi cukieraskami ...
poniedziałek, 12 września 2011
środa, 7 września 2011
Przyrodnicze podglądajki pogórzańskie ...
Z ostatniego chatkowego wyjazdu zostało mi parę zdjęć.
Przylatują do nas na taras różne ptaki, jedne szukają noclegu, jedne myszkują w psiej misce, a jeszcze inne z ciekawości. Te, które szukają noclegu, fruną na barierkę i siedzą zdziwione, że ktoś zajął ich miejsce, znaczą swoje miejsce pobytu białymi śladami.
Obserwowaliśmy ostatnio kowalika, zupełnie niepłochliwy, ciekawski i łakomy ...
,.. upodobał sobie suche chrupki psie ...
,.. jednym okiem zagląda ...
,... drugim okiem zagląda, porywa granulkę i w nogi, znaczy w skrzydła ...
Ponieważ bardzo denerwował Maksa i pies gonił za nim, sypnęłam mu garść na blat od wędzarni, od razu spatrzył, że to dla niego ...
Odlatywał na pień śliwki, wbijał chrupkę w korę i dziobem rozbijał na kawałki i wcinał, albo między kamienie pieca chlebowego ...
,... a po pniu śliwki, odrobinę poniżej dzięcioł wystukiwał robaki spod kory, zdjęcie ukosem, bo ptak jest płochliwy, a ja tylko wysunęłam obiektyw spomiędzy wiszących, roboczych rzeczy.
Ponieważ była piękna pogoda, nad doliną szybowały jastrzębie, nawoływały się swoim tęsknym, ptasim zawołaniem, naliczyłam ich pięc sztuk, ale razem ciężko było uchwycić je w obiektyw ...
... najpierw jeden, duży, to chyba rodzic ...
... a tu tylko dwa.
Niedaleko, w lesie za drogą mają na modrzewiu swoje gniazdo, widzę je, jak idę do grzybowego lasu, i słyszę nawoływania młodych, kiedy przylatują stare ptaki z pokarmem.
W sadzie stare jabłonie wykruszają się powoli ...
... przycinamy te uschłe gałęzie, trochę wypuszczają młodych odrostów, które potem owocują, ale pnie w środku są chyba puste, no i jemioła robi swoje.
Tak samo śliwki, wysokie korony usychają, łatwo burze je wyłamują, ale jeszcze ze spróchniałego pnia wybijają odrosty ...
... które całkiem przyzwoicie owocują.
Na pewno dawno nie pisałam o kamiennym tarasie, sam już dba o siebie i żyje swoim życiem, ostatnio zauważyłam młodziutkie sieweczki tymianku ...
... no i oczywiście zdjęcie postawione nie tak, przy mojej niezgrabocie komputerowej nie poradzę ...
... i szałwia wysiała swoje nasionka.
Myślę, że teraz wszystko pójdzie swoim naturalym torem, a ja będę tylko zielsko usuwać ...
Hyzop szaleje, pachnie, wabi trzmiele i motyle ...
... a mięta schodzi już w dół, przyrzekam, że nie napiszę już o niej do zimy, ale tak mnie to cieszy, chodzę, zaglądam, liczę, głaszczę te zioła dla zapachu...
Taką żabkę ceramiczną na liściu kiedyś w klamociarni zakupiłam, bo są czasami osoby palące, ale ona znalazła swoje miejsce jako przykrywka do szklanki z napojem przed osami ...
Przewracała się po chatce taka półeczka drewniana, właściwie nie było co z nią zrobić, ręcznik papierowy też przeszkadzał na blacie, a teraz tworzą doskonałą parę ...
... dekorki drewniane nawet przykleiłam, dla ozdobności, pewnie dziewczyny zaraz by coś z tym zrobiły, pobieliły, nawoskowały, zabejcowały, a moja wisi taka "saute"...
Kiedy wiosną prosiłam panią handlującą roślinami o coś wybitnie wytrzymałego na suszę, poleciła mi te begonie, rzeczywiście, wytrzymują czasami 2-tygodniowe niepodlewanie i kwitną cały czas, a stoją na tarasie pod dachem ...
Kamień nad Wiarem, wklęsły jak miseczka, ciekawe, służył do czegoś czy tylko tak czas go ukształtował?
A z takich ceramicznych cudactw, to mamy jeszcze dwa kubki, Helmut i Helga, o maleńkich znamionach płci, stoją na półce nad oknem i zaśmiewamy się z nich, jak wzrok tam poleci, on ma jakieś przerażenie w oku ...
Pisałam wcześniej o tej kobiecie, która zbierała zioła, centurię o różowych kwiatkach, Magdalena od razu wiedziała, że to ziele tysiącznika, pomocne na wszelkie niestrawności, roślina pod ochroną, pozyskują ją z upraw. No, ale co? jak ktoś cierpi, to chyba można trochę zerwać w naturze, nie dla zysku, a dla pomocy. Wydaje mi się, że widziałam coś takiego, a może mi się tylko wydaje, rośliny są podobne do siebie.
Obiecałam również przepis na forszmak, wykorzystuję ten z jakiegoś forum "optymalnego", bardzo nam smakuje ...
FORSZMAK
1kg surowego boczku
60dkg kiełbasy podwawelskiej
60 dkg karkówki
60 dkg kurczaka /używam piersi kurzych/
30 dkg cebuli
50 dkg kiszonych ogórków
smalec
200 ml śmietany pełnej
1 łyżka musztardy i koncentratu pomidorowego
sól, pieprz,ziele, liść, odrobinę ostrej papryki i co tam kto lubi
1 litr wywaru kolagenowego
Ten wywar kolagenowy, to taki rosół jak z galarety, wygotowany z kości, nóżek, odrobiny skórek, myślę, że może być też esencjonalny rosół, nie używam żadnych kostek rosołowych, vegety, bo to psuje smak, same naturalne przyprawy.
Boczek pokroić w słupki, obsmażyć, i po kolei, karkówkę, kiełbasę /obraną z osłonki/ i wrzucamy do gotującego się rosołu.
Cebulę kroimy w półplasterki, szklimy i też do gara, ogórki w słupki /nie obieram/, też obsmażyć, a na końcu kurczaka, bo najbardziej mięso miękkie, a na koniec pozostałe rzeczy, i tak to "mruga" na małym ogniu z 1,5 godziny, od czasu do czasu zamieszać, jeśli jest za rzadkie, można dodać łyżkę mąki.
Mięso, mimo długiego gotowania nie rozpada się, bo jest obsmażone, każdy kawałek osobno, smaki przegryzą się i jest bardzo dużo pożywnej potrawy. Jadamy to potem na zmianę z ryżem, pieczywem, do makaronu, placków ziemniaczanych, z czym kto chce, i wcale nam się nie przejada.
Proporcje można sobie zmniejszyć, bo naprawdę wychodzi pół potężnego rondla, a całą robotę robią różne mięcha. Smaczności!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, udanego tygodnia, dzięki za ciepłe słowa.
Zapowiadają ładną pogodę na weekend, pewnie będziemy wypompowywać studnię, trzeba dobrze odszlamować dno, wyścielić włókniną, a na to żwir, mąż tam polezie po drabinie, bo ja bojąca jestem, pa.
Przylatują do nas na taras różne ptaki, jedne szukają noclegu, jedne myszkują w psiej misce, a jeszcze inne z ciekawości. Te, które szukają noclegu, fruną na barierkę i siedzą zdziwione, że ktoś zajął ich miejsce, znaczą swoje miejsce pobytu białymi śladami.
Obserwowaliśmy ostatnio kowalika, zupełnie niepłochliwy, ciekawski i łakomy ...
,.. upodobał sobie suche chrupki psie ...
,.. jednym okiem zagląda ...
,... drugim okiem zagląda, porywa granulkę i w nogi, znaczy w skrzydła ...
Ponieważ bardzo denerwował Maksa i pies gonił za nim, sypnęłam mu garść na blat od wędzarni, od razu spatrzył, że to dla niego ...
Odlatywał na pień śliwki, wbijał chrupkę w korę i dziobem rozbijał na kawałki i wcinał, albo między kamienie pieca chlebowego ...
,... a po pniu śliwki, odrobinę poniżej dzięcioł wystukiwał robaki spod kory, zdjęcie ukosem, bo ptak jest płochliwy, a ja tylko wysunęłam obiektyw spomiędzy wiszących, roboczych rzeczy.
Ponieważ była piękna pogoda, nad doliną szybowały jastrzębie, nawoływały się swoim tęsknym, ptasim zawołaniem, naliczyłam ich pięc sztuk, ale razem ciężko było uchwycić je w obiektyw ...
... najpierw jeden, duży, to chyba rodzic ...
... a tu tylko dwa.
Niedaleko, w lesie za drogą mają na modrzewiu swoje gniazdo, widzę je, jak idę do grzybowego lasu, i słyszę nawoływania młodych, kiedy przylatują stare ptaki z pokarmem.
W sadzie stare jabłonie wykruszają się powoli ...
... przycinamy te uschłe gałęzie, trochę wypuszczają młodych odrostów, które potem owocują, ale pnie w środku są chyba puste, no i jemioła robi swoje.
Tak samo śliwki, wysokie korony usychają, łatwo burze je wyłamują, ale jeszcze ze spróchniałego pnia wybijają odrosty ...
... które całkiem przyzwoicie owocują.
Na pewno dawno nie pisałam o kamiennym tarasie, sam już dba o siebie i żyje swoim życiem, ostatnio zauważyłam młodziutkie sieweczki tymianku ...
... no i oczywiście zdjęcie postawione nie tak, przy mojej niezgrabocie komputerowej nie poradzę ...
... i szałwia wysiała swoje nasionka.
Myślę, że teraz wszystko pójdzie swoim naturalym torem, a ja będę tylko zielsko usuwać ...
Hyzop szaleje, pachnie, wabi trzmiele i motyle ...
... a mięta schodzi już w dół, przyrzekam, że nie napiszę już o niej do zimy, ale tak mnie to cieszy, chodzę, zaglądam, liczę, głaszczę te zioła dla zapachu...
Taką żabkę ceramiczną na liściu kiedyś w klamociarni zakupiłam, bo są czasami osoby palące, ale ona znalazła swoje miejsce jako przykrywka do szklanki z napojem przed osami ...
Przewracała się po chatce taka półeczka drewniana, właściwie nie było co z nią zrobić, ręcznik papierowy też przeszkadzał na blacie, a teraz tworzą doskonałą parę ...
... dekorki drewniane nawet przykleiłam, dla ozdobności, pewnie dziewczyny zaraz by coś z tym zrobiły, pobieliły, nawoskowały, zabejcowały, a moja wisi taka "saute"...
Kiedy wiosną prosiłam panią handlującą roślinami o coś wybitnie wytrzymałego na suszę, poleciła mi te begonie, rzeczywiście, wytrzymują czasami 2-tygodniowe niepodlewanie i kwitną cały czas, a stoją na tarasie pod dachem ...
Kamień nad Wiarem, wklęsły jak miseczka, ciekawe, służył do czegoś czy tylko tak czas go ukształtował?
A z takich ceramicznych cudactw, to mamy jeszcze dwa kubki, Helmut i Helga, o maleńkich znamionach płci, stoją na półce nad oknem i zaśmiewamy się z nich, jak wzrok tam poleci, on ma jakieś przerażenie w oku ...
Pisałam wcześniej o tej kobiecie, która zbierała zioła, centurię o różowych kwiatkach, Magdalena od razu wiedziała, że to ziele tysiącznika, pomocne na wszelkie niestrawności, roślina pod ochroną, pozyskują ją z upraw. No, ale co? jak ktoś cierpi, to chyba można trochę zerwać w naturze, nie dla zysku, a dla pomocy. Wydaje mi się, że widziałam coś takiego, a może mi się tylko wydaje, rośliny są podobne do siebie.
Obiecałam również przepis na forszmak, wykorzystuję ten z jakiegoś forum "optymalnego", bardzo nam smakuje ...
FORSZMAK
1kg surowego boczku
60dkg kiełbasy podwawelskiej
60 dkg karkówki
60 dkg kurczaka /używam piersi kurzych/
30 dkg cebuli
50 dkg kiszonych ogórków
smalec
200 ml śmietany pełnej
1 łyżka musztardy i koncentratu pomidorowego
sól, pieprz,ziele, liść, odrobinę ostrej papryki i co tam kto lubi
1 litr wywaru kolagenowego
Ten wywar kolagenowy, to taki rosół jak z galarety, wygotowany z kości, nóżek, odrobiny skórek, myślę, że może być też esencjonalny rosół, nie używam żadnych kostek rosołowych, vegety, bo to psuje smak, same naturalne przyprawy.
Boczek pokroić w słupki, obsmażyć, i po kolei, karkówkę, kiełbasę /obraną z osłonki/ i wrzucamy do gotującego się rosołu.
Cebulę kroimy w półplasterki, szklimy i też do gara, ogórki w słupki /nie obieram/, też obsmażyć, a na końcu kurczaka, bo najbardziej mięso miękkie, a na koniec pozostałe rzeczy, i tak to "mruga" na małym ogniu z 1,5 godziny, od czasu do czasu zamieszać, jeśli jest za rzadkie, można dodać łyżkę mąki.
Mięso, mimo długiego gotowania nie rozpada się, bo jest obsmażone, każdy kawałek osobno, smaki przegryzą się i jest bardzo dużo pożywnej potrawy. Jadamy to potem na zmianę z ryżem, pieczywem, do makaronu, placków ziemniaczanych, z czym kto chce, i wcale nam się nie przejada.
Proporcje można sobie zmniejszyć, bo naprawdę wychodzi pół potężnego rondla, a całą robotę robią różne mięcha. Smaczności!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, udanego tygodnia, dzięki za ciepłe słowa.
Zapowiadają ładną pogodę na weekend, pewnie będziemy wypompowywać studnię, trzeba dobrze odszlamować dno, wyścielić włókniną, a na to żwir, mąż tam polezie po drabinie, bo ja bojąca jestem, pa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































































