Niewiele pamietam.
Padało ulewnie całą niedzielę, było zimno ... w tym deszczu mama usadziła mnie między sobą a ojcem na wuefemce i pojechaliśmy do odległej o 7 kilometrów parafii.
Potem w przedsionku kościoła, tam gdzie wchodzi się na chór, przebrała mnie w pożyczoną sukienczynę komunijną z cygańską drogą na dole i rękawach ... na obciete po chłopięcemu włosy włożyła skromniutki wianuszek ... byłam chucherkowata, włosy jak strzecha Gacowa, jak mawiała moja mama ...
Potem był poczęstunek na plebanii, wielki kubek kakao, do tego jakieś brązowe ciastko ... sięgnęłam po to ciastko, szerokim rękawem zahaczyłam o pełny kubek ... rozlało się na mnie, na sukienkę komunijną, ciastko rozmokło ... od proboszcza, starego, grubego i łysego, dostałam jeszcze parę szturchańców w plecy ... Oj, ty ty, niezdaro!
Jak mi było wstyd! ... przy obcych dzieciach, zebranych z całej parafii, przy rodzicach, siostrach zakonnych ...
Nie było żadnych "białych tygodni", rocznic, stresujących egzaminów ... nie było wizyt u kosmetyczki, fryzjerki, malowania paznokci, pienistych koronek i diademów, tortów i wystawnych przyjęć, komunijne stroje krążyły z domu do domu, pożyczane od starszych dla młodszych, ... wszyscy byliśmy jednakowi, raczej biedni, bez stresu przyjmowaliśmy Pierwszą Komunię, nawet nie pamiętam, czy dostałam jakiś upominek, a może nie było go wcale? kto myślał wtedy o prezentach? ...
A dziś? pewnie na pytanie, z czym kojarzy się Pierwsza Komunia, wiele dzieci odpowiedziałoby, że z prezentami ... dokąd to zmierza i kiedy się zatrzyma? czy w ogóle się zatrzyma?
Kiedy oglądam zdjęcia z tamtych czasów, widzę siebie malutką, chudziutką, ze sterczącymi włosami, moich młodych rodziców ... kiedy to minęło? ... dawne to czasy, zacierają się wspomnienia ...
Moje ukochane Pogórze leży odłogiem, zdążyłam w ostatnią niedzielę, przez kilka godzin pobytu, zebrać ostatnie kwiaty mniszka ... od powyższych sąsiadów rozlegała się głośna piosenka, śpiewana przez Olę, taka zwracająca uwagę, a wśród słów rozróżniłam ... to dla pani Marysi ...
- Ola, Ola, przyjdź do mnie - zawołałam ...
- Julka, Julka, chodźmy, pani Marysia nas woła ...
To moje młode, urocze i wesołe sąsiadeczki, przy ich wybitnej pomocy odało mi się uskubać 4 litry płatków, to jest sporo ... piłyśmy herbatę, słuchałyśmy beczenia kózek, opowiadałyśmy sobie, co słychać ...
Psy spały pod stołem, chłodząc się od chłodnej, kamiennej posadzki ...
Kwitną łany dąbrówek i bodziszków, wśród nich bordowe kwiatuszki storczyków ...
Niech kwitną, zdążą wydać nasiona, bo przy moim braku czasu nieprędko je skoszę, a pociechę będą miały też pszczoły ...
Nasza chatka skryła się w zielonościach, w kwitnącej aronii i złotolistnym jaśminie, w drewnianych ścianach przyjemny chłodek ... murarki zasiedliły wszystkie trzcinki, z roku na rok jest ich coraz więcej ... Bubisa zrobiła eksperyment z różnymi, pustymi łodygami ... które będą cieszyć się największym powodzeniem u murarek, chętnie poczytam o jego wynikach i wykorzystam za pozwoleniem.
Na ziołowym tarasie wyginęła cała mięta płożąca, trzeba mi będzie odnowić nasadzenia, za to macierzanki mają się dobrze ...
... szałwia trzyma się dobrze ... ile tej szałwii rośnie dziko, na pastwiskach rumuńskich ...
... czosnek niedźwiedzi już przekwita, za chwilę listki stwardnieją i nie będą nadawały się do spożycia, nic nie zdążyłam z nimi zrobić.
A w domu prace szczęśliwie dobiegają końca, jeszcze gipsowanie, malowanie i układanie wybitych płytek w łazience ... ciężka to orka spróbować kupić coś podobnego lub z tej samej serii ... albo zakończono produkcję 4 lata temu, albo z nowych wzorów wymiar nie ten, głupie 2-3 mm różnicy ... dostaliśmy wreszcie zwykłą płytkę z Opoczna, która dobrze ma się w całym domu, a której już nie produkują od 4 lat; na ścianę, znaleźli ją nam gdzieś w starych zasobach ... kupił ją i przywiózł akwizytor za własne pieniądze, to dzięki zaprzyjaźnionej firmie ... ludzie jednak pomagają zupełnie bezinteresownie; gorzej z podłogą, wychodzi 3mm różnica, spoiny mijają się ... a, niech będzie, za to wannę obudujemy sobie drewnem, za którym cały czas tęsknię, i w kuchni, i w łazience.
Byłam przed chwilą na targowisku sadzonek papryki kupić, ludzie noszą tatarak, wszak jutro Zielone Świątki ... a z tataraku można zrobić nalewkę kresową, o bardzo oryginalnym i "pachnącym" smaku.
Pod domem, w zeszłorocznych liściach zamieszkała urodziwa panienka ...
Widuję ją codziennie, bo znajduje się tam wąż z wodą, kwiaty w doniczkach trzeba podlewać, w oczku uzupełniać.
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowa, dobrych dni życzę, pa!
sobota, 18 maja 2013
sobota, 11 maja 2013
Bo w mym domu rośnie pnącze ...
Chyba tymi słowami można określić mój dom i ogród.
Dom schował się w zieleni, tej chcianej i niechcianej ... bo dopiero co pozdejmowałam suche , szorstkie pędy chmielu, zerwałam brutalnie dzikie wino, a one, nie patrząc na to, rosną sobie dalej w najlepsze.
Powojnik rozkwitłymi dzwonkami przykrywa wstydliwie spróchniałą nagość starego pnia wierzby ...
Śmiem twierdzić, że gdyby nie jego pędy, już dawno rozleciałby się na kawałki.
Jest bardzo gorąco, sucho, ziemia aż dyszy, zeszłotygodniowy deszcz nie nawilżył jej dostatecznie.
Byłam w piątek na Pogórzu, ale bardzo krótko, myślałam, że wysadzę pomidory ... ziemia jak popiół, trzeba by ją zmoczyć na noc, a potem sadzić, no i potem podlewać ... na razie nie ma na to warunków, przywiozłam sadzonki z powrotem, a syn mówi, że to najbardziej mobilne pomidory na świecie, wożone tam i z powrotem ...
Przy okazji z synem zrobiliśmy inwentaryzację starej, przedwojennej szkoły w naszej wioseczce, cały obmiar, zdjęcia, bo może gmina sypnie grosikiem i zrobi się jakiś maleńki, zabezpieczający remont ... a dokumentacja bedzie naszym udziałem społecznym w tym przedsięwzięciu, bo bardzo popieramy wszelkie inicjatywy na rzecz wsi.
Z prawej strony była klasa, z lewej mieszkała pani uczycielka, potem, po wojnie pan uczyciel, który po lekcjach otwierał dodatkowe okienko i ze spiżarni sprzedawał towar jako z maleńkiego sklepiku ... potem był tu sklep, ale nie przetrwał przy tak małej ilości mieszkańców.
Teraz w klasie jest świetlica wiejska na zebrania, posiedzenia, czasami jakieś andrzejkowe zabawy, mikołajki, ale stan techniczny opłakany i konieczny jest remont.
Wyrwana na kilka godzin z remontowego młynu po wielokroć odczułam ciszę i spokój naszej chatki, ukrytej w starych śliwach, aż żal mi było, że nie mogę zostać.
A nie mogę, bo wczoraj przyleciał z wyspy syn na weekend, trzeba się nim nacieszyć, zajęć w domu od grzmota, brygada RR nie może zakończyć pomyślnie remontu, bo coś im kapie bez przerwy.
Już myślałam, że pożegnałam ich na zawsze, ale skąd! wczoraj o północy obudziło nas coś jakby wybuch kotła, to puściła jakaś złączka, pewnie przyszło w nocy większe ciśnienie wody i rozwaliło w słabym punkcie ... o, matko! woda tryskała w łazience jak z sikawki, znowu zalało ... dobrze, że nie zdążyłam tego zamurowć, dziś rozkułam w murze rurki głębiej, bo w poniedziałek znowu poprawka; prawdę mówiąc, mam ich już trochę dość, chciałabym zacząć porządkować dom i zacząć żyć normalnie, a tu dalej na tobołkach.
W zamian ogród pociesza mnie jak może, dzikie gołębie grzywacze zbudowały sobie gniazdo na mizernej sośnie ...
... pani gołebiowa wysiaduje już, a na ciernistej glediczji jakiś maleńki śpiewak raduje mnie od rana do nocy swoimi trelami ...
... nie wiem, kto zacz? jaśniutki, seledynowy brzuszek, maleńkiej postury, a tyle pary w gardziołku.
Kwitnie już i pachnie kłokoczka południowa, kwiaty zebrane w grona wabią pszczoły ...
... zaczynają kwitnąć azalie, ale tylko dwa rodzaje, reszta poszła w liść i łodygę ...
W tyle ogrodu zielony parawan, miał to być żywopłot, za późno pomyślałam o przycięciu, bo niech jeszcze rośnie, bo małe ... i poszło wszystko w niebo ...
... ściana z leszczyn, grabów, buków i brzozy, świetnie chroni przed wiatrem, ostoja dla ptactwa, nawet wilgi w tym roku zawitały tutaj, nawołując melodyjnie na deszcz, który jakoś nie nadchodzi, i nawet grzyby zaczynają rosnąć w takim leśnym sąsiedztwie.
Futrzaki zaczynają żyć pod wieczór, kiedy trochę chłodniej, obawiałam się, jak Amik przywita syna, przecież wcale się nie znają ... poszczekał z zaciekawieniem, a zaraz potem przyszedł na głaskanie, nie było źle, robi się z niego fajny pies.
A ja nazbierałam pół kosza szyszek z sosny czarnej, marzy mi się z nich wieniec, albo drzewko, są takie dekoracyjne ... i czekają na moje natchnienie ...
Z ogrodu pachnie skoszoną trawą, to dzieło Agnieszki, lubi kosić trawę, a dla mnie to wielka wyręka.
Właśnie zbierają się moi synkowie do burzenia kawałka ściany między pokojami na górze, ojciec nadzoruje, żebyśmy mieli jeszcze w czym mieszkać.
Coś ucierpi przez ten remont, najpewniej moje grządki, i pogórzańska trawa urośnie bujnie, ale przecież takie przedsięwzięcia kiedyś się kończą, i tym się pocieszam.
Pozdrawiam Was serdecznie w ten sobotni przedwieczór, dziękuję za odwiedziny, trzymajcie się zdrowo, pa!
Dom schował się w zieleni, tej chcianej i niechcianej ... bo dopiero co pozdejmowałam suche , szorstkie pędy chmielu, zerwałam brutalnie dzikie wino, a one, nie patrząc na to, rosną sobie dalej w najlepsze.
Powojnik rozkwitłymi dzwonkami przykrywa wstydliwie spróchniałą nagość starego pnia wierzby ...
Śmiem twierdzić, że gdyby nie jego pędy, już dawno rozleciałby się na kawałki.
Jest bardzo gorąco, sucho, ziemia aż dyszy, zeszłotygodniowy deszcz nie nawilżył jej dostatecznie.
Byłam w piątek na Pogórzu, ale bardzo krótko, myślałam, że wysadzę pomidory ... ziemia jak popiół, trzeba by ją zmoczyć na noc, a potem sadzić, no i potem podlewać ... na razie nie ma na to warunków, przywiozłam sadzonki z powrotem, a syn mówi, że to najbardziej mobilne pomidory na świecie, wożone tam i z powrotem ...
Przy okazji z synem zrobiliśmy inwentaryzację starej, przedwojennej szkoły w naszej wioseczce, cały obmiar, zdjęcia, bo może gmina sypnie grosikiem i zrobi się jakiś maleńki, zabezpieczający remont ... a dokumentacja bedzie naszym udziałem społecznym w tym przedsięwzięciu, bo bardzo popieramy wszelkie inicjatywy na rzecz wsi.
Z prawej strony była klasa, z lewej mieszkała pani uczycielka, potem, po wojnie pan uczyciel, który po lekcjach otwierał dodatkowe okienko i ze spiżarni sprzedawał towar jako z maleńkiego sklepiku ... potem był tu sklep, ale nie przetrwał przy tak małej ilości mieszkańców.
Teraz w klasie jest świetlica wiejska na zebrania, posiedzenia, czasami jakieś andrzejkowe zabawy, mikołajki, ale stan techniczny opłakany i konieczny jest remont.
Wyrwana na kilka godzin z remontowego młynu po wielokroć odczułam ciszę i spokój naszej chatki, ukrytej w starych śliwach, aż żal mi było, że nie mogę zostać.
A nie mogę, bo wczoraj przyleciał z wyspy syn na weekend, trzeba się nim nacieszyć, zajęć w domu od grzmota, brygada RR nie może zakończyć pomyślnie remontu, bo coś im kapie bez przerwy.
Już myślałam, że pożegnałam ich na zawsze, ale skąd! wczoraj o północy obudziło nas coś jakby wybuch kotła, to puściła jakaś złączka, pewnie przyszło w nocy większe ciśnienie wody i rozwaliło w słabym punkcie ... o, matko! woda tryskała w łazience jak z sikawki, znowu zalało ... dobrze, że nie zdążyłam tego zamurowć, dziś rozkułam w murze rurki głębiej, bo w poniedziałek znowu poprawka; prawdę mówiąc, mam ich już trochę dość, chciałabym zacząć porządkować dom i zacząć żyć normalnie, a tu dalej na tobołkach.
W zamian ogród pociesza mnie jak może, dzikie gołębie grzywacze zbudowały sobie gniazdo na mizernej sośnie ...
... pani gołebiowa wysiaduje już, a na ciernistej glediczji jakiś maleńki śpiewak raduje mnie od rana do nocy swoimi trelami ...
... nie wiem, kto zacz? jaśniutki, seledynowy brzuszek, maleńkiej postury, a tyle pary w gardziołku.
Kwitnie już i pachnie kłokoczka południowa, kwiaty zebrane w grona wabią pszczoły ...
... zaczynają kwitnąć azalie, ale tylko dwa rodzaje, reszta poszła w liść i łodygę ...
W tyle ogrodu zielony parawan, miał to być żywopłot, za późno pomyślałam o przycięciu, bo niech jeszcze rośnie, bo małe ... i poszło wszystko w niebo ...
... ściana z leszczyn, grabów, buków i brzozy, świetnie chroni przed wiatrem, ostoja dla ptactwa, nawet wilgi w tym roku zawitały tutaj, nawołując melodyjnie na deszcz, który jakoś nie nadchodzi, i nawet grzyby zaczynają rosnąć w takim leśnym sąsiedztwie.
Futrzaki zaczynają żyć pod wieczór, kiedy trochę chłodniej, obawiałam się, jak Amik przywita syna, przecież wcale się nie znają ... poszczekał z zaciekawieniem, a zaraz potem przyszedł na głaskanie, nie było źle, robi się z niego fajny pies.
A ja nazbierałam pół kosza szyszek z sosny czarnej, marzy mi się z nich wieniec, albo drzewko, są takie dekoracyjne ... i czekają na moje natchnienie ...
Z ogrodu pachnie skoszoną trawą, to dzieło Agnieszki, lubi kosić trawę, a dla mnie to wielka wyręka.
Właśnie zbierają się moi synkowie do burzenia kawałka ściany między pokojami na górze, ojciec nadzoruje, żebyśmy mieli jeszcze w czym mieszkać.
Coś ucierpi przez ten remont, najpewniej moje grządki, i pogórzańska trawa urośnie bujnie, ale przecież takie przedsięwzięcia kiedyś się kończą, i tym się pocieszam.
Pozdrawiam Was serdecznie w ten sobotni przedwieczór, dziękuję za odwiedziny, trzymajcie się zdrowo, pa!
środa, 8 maja 2013
Pod Kopcem ...
W majówkowy czas nie tylko pracowaliśmy, należało się też coś dla ducha.
Odwieźliśmy w sobotę psy do domu, a sami z powrotem do Przemyśla, gdzie pod Kopcem Tatarskim odbywał się doroczny Podkarpacki Jarmark Turystyczny w połączeniu z festiwalem piosenki turystycznej pod patronatem radia Rzeszów, a w szczególności audycji "Mikroklimat", prowadzonej przez Jerzego Krużela oraz otwarcie sezonu turystycznego.
Nas interesowały koncerty popołudniowe, trochę pozwiedzaliśmy też kramy z rękodziełem ... było zimno po piątkowej ulewie, bardzo mało ludzi ... dobrze, że ubrałam ciepłą kurtkę i buty.
O, i obronę twierdzy można spotkać, tu z przewodniczką Stasią ...
Jako pierwszy wystąpił zespół CARYNA ...
... cudowne głosy męskie, a w szczególności bałkańskie pieśni, śpiewane przez tego siedzącego chłopaka, i nie tylko ... nuciliśmy razem z nimi, bo co niektóre były nam znane ... i bardzo podobało nam się Hallelujah Cohena, zaśpiewane po polsku przez innego wykonawcę.
Teraz kolej na grupę R, stare, turystyczne piosenki z lat 70-80... Buty rajdowe, Pocztówka z Beskidu ... ludzie zjeżdżają się z całej Polski, aby spotkać się tak daleko, zagrać i zaśpiewać wspólnie ... jakoś te stare piosenki łatwiej wpadają w ucho ... hm! ale mówią, że w pewnym wieku pamięta się lepiej lata młodości ...
Pomiędzy nimi Jerzy Krużel, człowiek bardzo sympatyczny, o miłym głosie ... słyszymy go co niedzielę w audycji "Mikroklimat", to tu poznajemy nowe zespoły, nowe piosenki, właśnie za jego sprawą.
Potem BIEGUNI ... osoby, które bywają na podobnych koncertach, znają te zespoły ...
... grają ballady, folkowe, śpiewają poezję ... a dziewczyna ma bardzo ciekawy instrument: siedzi na skrzyni z mikrofonem i uderza leciutko metalowymi pędzlami, wybijając rytm.
Po nich kolej na Dom o Zielonych Progach ... często bywamy na ich koncertach ...
I teraz rarytasik, spotkanie w Klubie Artystycznym "Pod Niedźwiadkiem", i nocne śpiewy znanych szlagierów ze szlaku ... o pólnocy wróciliśmy do chatki, aby w niedzielę znowu wyruszyć pod Tatarski.
A w niedzielę pogoda dopisała, było cieplutko, mnóstwo ludzi, i występującym zespołom było raźniej, kiedy widownia pełniejsza ... i mnóstwo przyjaciół ze szlaku spotkałam, niektórych dawno nie widzianych ...
... to FOK - Formacja Opowieści Kameralnych ... kiedy po koncercie poszłam kupić ich płytkę, byli mokrzy od potu ... pod namiotem, słońce prosto w oczy, i do tego reflektory ... sauna ... a potem poszli zobaczyć miasto.
... BEZ JACKA ... popłynęły dźwięki Polsko-ruskiej Madonny, Wiewiórki, Rycerza ... i wielu innych, znanych nam ... nie są to proste piosenki, które łatwo wpadają w ucho, trzeba wsłuchać się w słowa, skupić ...
I z wielką ciekawością czekaliśmy na koncert U STUDNI ... zespół znanych muzyków z SDM-u, towarzyszy im Ola Kiełb ... odnaleźli się po rozwodzie z Krzysztofem Myszkowskim, koncertują ... widziałam, że co niektórzy z widowni byli mocno zdezorientowani, nie każdy śledzi losy zespołu ... a gdzie Myszkowski?
I zrobiło się bardzo kameralnie, swojsko, nastrojowo ... w późne, niedzielne popołudnie zostali ci, których to naprawdę interesowało ... bardzo przyjemnie odebrałam nowy-stary zespół, zdobyłam ich nową płytkę z autografami ...
Pełni muzycznych wrażeń wróciliśmy do domu, bo przecież poniedziałek zbliża się szybkimi krokami, a wraz z nim brygada remotująca ...
W bólach skończyli walkę z instalacją c.o., coś źle podpięli, zalali kawał domu, potem płaszcz wodny nie chciał grzać wody w zasobniku, tylko zagotował wodę w rurach ... palimy w kominku, palimy, gorąco w domu jak w piekle, woda nadal zimna, jeszcze tylko jakaś przepinka, spinka ...no wreszcie ... popłynęła gorąca woda ... wczoraj skończyli robotę.
Fajne to jest, w zimie kominek z płaszczem wodnym grzeje cały dom i wodę w zasobniku, w razie potrzeby przełącza się na piec gazowy, gdyby nas nie było w domu; a w lecie grzeje wodę tylko piec gazowy ...
A dzisiaj lepiłam gipsem dziury po ich borowaniach ścian, gipsem budowlanym, który strasznie szybko wiąże ... parę szpachelek i już trzeba mieszać nowy ... przyszedł mąż z pracy, to mówię, że biegam i biegam w zawody z czasem, żeby zdążyć wylepić masę gipsową przed związaniem .... aaaaa! to trzeba dodać odrobinę mleka, żeby spowolnić! ... no, rychło w czas się o tym dowiedziałam.
Jutro będę zamurowywać dziury w łazience ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, pa!
Odwieźliśmy w sobotę psy do domu, a sami z powrotem do Przemyśla, gdzie pod Kopcem Tatarskim odbywał się doroczny Podkarpacki Jarmark Turystyczny w połączeniu z festiwalem piosenki turystycznej pod patronatem radia Rzeszów, a w szczególności audycji "Mikroklimat", prowadzonej przez Jerzego Krużela oraz otwarcie sezonu turystycznego.
Nas interesowały koncerty popołudniowe, trochę pozwiedzaliśmy też kramy z rękodziełem ... było zimno po piątkowej ulewie, bardzo mało ludzi ... dobrze, że ubrałam ciepłą kurtkę i buty.
O, i obronę twierdzy można spotkać, tu z przewodniczką Stasią ...
Jako pierwszy wystąpił zespół CARYNA ...
... cudowne głosy męskie, a w szczególności bałkańskie pieśni, śpiewane przez tego siedzącego chłopaka, i nie tylko ... nuciliśmy razem z nimi, bo co niektóre były nam znane ... i bardzo podobało nam się Hallelujah Cohena, zaśpiewane po polsku przez innego wykonawcę.
Teraz kolej na grupę R, stare, turystyczne piosenki z lat 70-80... Buty rajdowe, Pocztówka z Beskidu ... ludzie zjeżdżają się z całej Polski, aby spotkać się tak daleko, zagrać i zaśpiewać wspólnie ... jakoś te stare piosenki łatwiej wpadają w ucho ... hm! ale mówią, że w pewnym wieku pamięta się lepiej lata młodości ...
Pomiędzy nimi Jerzy Krużel, człowiek bardzo sympatyczny, o miłym głosie ... słyszymy go co niedzielę w audycji "Mikroklimat", to tu poznajemy nowe zespoły, nowe piosenki, właśnie za jego sprawą.
Potem BIEGUNI ... osoby, które bywają na podobnych koncertach, znają te zespoły ...
... grają ballady, folkowe, śpiewają poezję ... a dziewczyna ma bardzo ciekawy instrument: siedzi na skrzyni z mikrofonem i uderza leciutko metalowymi pędzlami, wybijając rytm.
Po nich kolej na Dom o Zielonych Progach ... często bywamy na ich koncertach ...
I teraz rarytasik, spotkanie w Klubie Artystycznym "Pod Niedźwiadkiem", i nocne śpiewy znanych szlagierów ze szlaku ... o pólnocy wróciliśmy do chatki, aby w niedzielę znowu wyruszyć pod Tatarski.
A w niedzielę pogoda dopisała, było cieplutko, mnóstwo ludzi, i występującym zespołom było raźniej, kiedy widownia pełniejsza ... i mnóstwo przyjaciół ze szlaku spotkałam, niektórych dawno nie widzianych ...
... to FOK - Formacja Opowieści Kameralnych ... kiedy po koncercie poszłam kupić ich płytkę, byli mokrzy od potu ... pod namiotem, słońce prosto w oczy, i do tego reflektory ... sauna ... a potem poszli zobaczyć miasto.
... BEZ JACKA ... popłynęły dźwięki Polsko-ruskiej Madonny, Wiewiórki, Rycerza ... i wielu innych, znanych nam ... nie są to proste piosenki, które łatwo wpadają w ucho, trzeba wsłuchać się w słowa, skupić ...
I z wielką ciekawością czekaliśmy na koncert U STUDNI ... zespół znanych muzyków z SDM-u, towarzyszy im Ola Kiełb ... odnaleźli się po rozwodzie z Krzysztofem Myszkowskim, koncertują ... widziałam, że co niektórzy z widowni byli mocno zdezorientowani, nie każdy śledzi losy zespołu ... a gdzie Myszkowski?
I zrobiło się bardzo kameralnie, swojsko, nastrojowo ... w późne, niedzielne popołudnie zostali ci, których to naprawdę interesowało ... bardzo przyjemnie odebrałam nowy-stary zespół, zdobyłam ich nową płytkę z autografami ...
Pełni muzycznych wrażeń wróciliśmy do domu, bo przecież poniedziałek zbliża się szybkimi krokami, a wraz z nim brygada remotująca ...
W bólach skończyli walkę z instalacją c.o., coś źle podpięli, zalali kawał domu, potem płaszcz wodny nie chciał grzać wody w zasobniku, tylko zagotował wodę w rurach ... palimy w kominku, palimy, gorąco w domu jak w piekle, woda nadal zimna, jeszcze tylko jakaś przepinka, spinka ...no wreszcie ... popłynęła gorąca woda ... wczoraj skończyli robotę.
Fajne to jest, w zimie kominek z płaszczem wodnym grzeje cały dom i wodę w zasobniku, w razie potrzeby przełącza się na piec gazowy, gdyby nas nie było w domu; a w lecie grzeje wodę tylko piec gazowy ...
A dzisiaj lepiłam gipsem dziury po ich borowaniach ścian, gipsem budowlanym, który strasznie szybko wiąże ... parę szpachelek i już trzeba mieszać nowy ... przyszedł mąż z pracy, to mówię, że biegam i biegam w zawody z czasem, żeby zdążyć wylepić masę gipsową przed związaniem .... aaaaa! to trzeba dodać odrobinę mleka, żeby spowolnić! ... no, rychło w czas się o tym dowiedziałam.
Jutro będę zamurowywać dziury w łazience ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, pa!
poniedziałek, 6 maja 2013
Wino z kwiatów mniszka ...
Zapodaję przepis na winko mleczowe, może zdążycie uskubać złocistych kwiatków i zrobić nastaw z dobrodziejstwa natury ...
W I N O Z M L E C Z U
Przygotować winne drożdże do rozmnożenia, najlepsze rasy białej, np. madera ...
1 litr kwiatów mniszka /oskubane płatki, bez zielonych koszyczków, zebrane z dala od dróg/ zalać wrzącą wodą, aby przykryła, i parzyć na małym ogniu, nie doprowadzając do wrzenia;
Odstawić do chłodnego miejsca.
Na drugi dzień zagotować 3 litry wody z 1,5 kg cukru i wlać do zaparzonych płatków mniszka.
3 cytryny wyszorować i pokroić w cieniutkie plastry, /pestki wyrzucić, bo gorzkie/, i dodać do wywaru kwiatowego.
Wymieszać wszystko razem, przykryć i odstawić na 3 dni do chłodnego miejsca.
Potem wszystko przecedzić, odcisnąć dobrze i dodać matkę drożdżową, dać do butla, zacznie pięknie pracować ...
po 6 tygodniach zlać znad osadu i odstawić na 3 miesiące.
Zebrane kwiatki zostawiam na godzinę w koszyku, aby różne stworzonka zdążyły sobie wyjść z nich, i robię nastaw przynajmniej z 3 porcji, bo jedna to jakoś mało, gubi się w butlu, a rozmnożone drożdże winne wystarczają na 30 litrów nastawu, tak, że można szaleć.
Aromat i smak naprawdę przepyszny, wino zdrowe, bez chemicznych dodatków ...
Spróbujcie!
Pozdrawiam serdecznie.
W I N O Z M L E C Z U
Przygotować winne drożdże do rozmnożenia, najlepsze rasy białej, np. madera ...
1 litr kwiatów mniszka /oskubane płatki, bez zielonych koszyczków, zebrane z dala od dróg/ zalać wrzącą wodą, aby przykryła, i parzyć na małym ogniu, nie doprowadzając do wrzenia;
Odstawić do chłodnego miejsca.
Na drugi dzień zagotować 3 litry wody z 1,5 kg cukru i wlać do zaparzonych płatków mniszka.
3 cytryny wyszorować i pokroić w cieniutkie plastry, /pestki wyrzucić, bo gorzkie/, i dodać do wywaru kwiatowego.
Wymieszać wszystko razem, przykryć i odstawić na 3 dni do chłodnego miejsca.
Potem wszystko przecedzić, odcisnąć dobrze i dodać matkę drożdżową, dać do butla, zacznie pięknie pracować ...
po 6 tygodniach zlać znad osadu i odstawić na 3 miesiące.
Zebrane kwiatki zostawiam na godzinę w koszyku, aby różne stworzonka zdążyły sobie wyjść z nich, i robię nastaw przynajmniej z 3 porcji, bo jedna to jakoś mało, gubi się w butlu, a rozmnożone drożdże winne wystarczają na 30 litrów nastawu, tak, że można szaleć.
Aromat i smak naprawdę przepyszny, wino zdrowe, bez chemicznych dodatków ...
Spróbujcie!
Pozdrawiam serdecznie.
Bawimy się w ogrodników ...
Majówkowy czas spędziłam, zapamiętale grzebiąc w ziemi.
Sadzonki doczekały się swego miejsca na grządkach, nasionka zostały wysiane, a także przekopałam spory kawał ziemi, żeby rozpiąć nad nim tunel foliowy.
Pod agrowłókniną już rosną ogórki, musiałam je wysadzić, bo zaczęły kwitnąć, a na jednej sadzonce pojawił się już mały ogóreczek ... co będzie, to będzie, jeśli będzie źle, wysiejemy następne.
Pogoda sprzyjała, było gorąco, psy leżały pod śliwami, popatrując, co też zajmuje mi tak dużo czasu ...
Jeden dzień był szczególnie upalny ... myśleliśmy, że może uwiniemy się szybciutko z ustawieniem szkieletu foliaka, a potem pójdziemy hen! na łąki ... ale przeliczyliśmy się.
Mnóstwo kształtek, wiązki rur, instrukcja i dopasowywanie ... poty lały się z czoła strugami ... ale oto efekt końcowy ...
Przekopana ziemia, oczyszczona z zielska, została wzbogacona kilkoma workami próchnicy kompostowej ... pozostaje nam jeszcze rozpiąć folię, zabezpieczyć ziemią i można sadzić pomidory i paprykę.
Nie nadarmo tak prażyło, zza lasu wyszły czarne chmury, grzmiało nad Kopystańką ... dwoje ludzi poszło łąkami do góry, w samą burzę, może doszli do zabudowań Kopyśna, żeby skryć się pod dachem ... bo za chwilę rozpętała się ulewa ... najprawdziwsza, wiosenna, z błyskawicami, grzmotami przewalającymi się echem po górach ...
Zauważyłam, że Amik bardzo boi się burzy, schował się w skos pod dachem i z niepokojem patrzył w okno ... głaskanie uspokajało go, a Miśce to nie przeszkadzało, spała w najlepsze.
Bardzo przydał się ten życiodajny deszcz, było bardzo sucho ... mam wrażenie, że ta woda z nieba każe wręcz rosnąć roślinom, kiełkować nasionom, samo podlewanie nie daje takich efektów.
To cały nasz kompleks uprawowy, obok rośnie górka kompostowa, trochę dalej, w wiadrze moczą się pokrzywy na podlewanie roślinek ...
Odwinęlam z siatek ochraniających drzewka w sadzie, mój Boże! kiedy one urosną? ... co troszeczkę wyciągną ramionka do góry, przychodzą sarny i oszczypują delikatne pędy ...
Poszłam zobaczyć nad potok mój dębowy zagajnik ... obraz nędzy i rozpaczy ... przyszły dziki, rozryły te kopane miejsca, niektóre drzewka obok z gołymi korzeniami ... posadziłam je z powrotem, ale czy przyjmą się i na ile wytrwają? ... kilka ostało się, wypuściły listki ... teraz wiem, dlaczego leśnicy ochraniają swoje szkółki ogrodzeniem z siatki ...
Obserwowałam murarki, prawie wszystkie trzcinki już zapełnione, wokół jeden brzęk ...
... szukają sobie miejsc również w starych pniach, a największym powodzeniem cieszą się przestrzenie między deskami na tarasie ... noszą na swoich spodach brzuszków żółte płaty pyłku, inaczej niż pszczoły, które zbierają go do koszyczków na odnóżach ... osy również budują celulozowe, baniaste domki ... w pomieszczeniu gopodarczym wisi ich pod dachem kilka, dobrze, że nie są agresywne i można spokojnie wyjmować stamtąd narzędzia.
Odwiedził mnie bieszczadzki osiedleniec, Henry z rodziną ... jest Niemcem, w typie długowłosego, chudego hipisa, ona drobniutka blondynka, i dwójka jasnowłosych dziewczynek, ciekawych świata z mnóstwem pytań; posiadają ziemię w okolicach Zatwarnicy ... niedobry sąsiad spalił im dom podczas, gdy wyjechali na urlop ... czytałam o tym zdarzeniu jakiś czas temu na forum bieszczadzkim.
Pomieszkuje teraz gdzieś niedaleko, na Pogórzu, i szuka swojego miejsca, najlepiej z chatą do remontu ... niestety, w naszej wioseczce nie ma takowych do sprzedania ... po herbatce i sympatycznej rozmowie pojechali dalej szukać swego szczęścia ... podobało im się u nas, że odludzie, i potok blisko, i las, i widoki ...
Pracowicie spędziłam te dni na Pogórzu, trud wynagradzały koncerty ptasie, nawoływania podniebnych drapieżców, werbel dzięciołów o pnie drzew, a sen morzył mnie, kiedy jeszcze nie zdążył zapaść zmrok.
Trawa rośnie w zastraszającym tempie, za chwilę czas wyciągać kosy ze schowków, ale zanim to uczynię, muszę zebrać mnóstwo kwiatów mniszka, oskubać je i postawić w balonie na wino ... po zeszłorocznym nie została kropelka ... smakowite, aromatyczne, doskonałe nawet rozcieńczone wodą mineralną ... i mówią starzy ludzie, że lecznicze ... na wszystko ...
Czas wyruszyć również na zbiór paluchów sosnowych na syrop, co roku odświeżam zapas, a w zimie jak znalazł ...
A sobotnie i niedzielne popołudnie i wieczór spędziliśmy pod Kopcem Tatarskim, gdzie odbywał się Podkarpacki Jarmark Turystyczny ... koncerty z "krainy łagodności", wspólne śpiewanki i miłe spotkania z ludźmi były, ale o tym w następnym wpisie ...
I jeżyka z pachnącego sianka kupiłam na straganie ... widzicie ten kapelusz? najprawdziwszy rumuński, od ciobana z gór ... woła nas Rumunia ... bardzo ... chociaż ścisk w rozlicznych obowiązkach niesamowity, wydrzemy z nich ze 3 dni ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, niech wiosenne słońce rozświetli Wasze zmartwienia i troski, dobrego życzę, pa!
I jeszcze Kanasin, w słoneczny dzień ...
... i ukryty w chmurach, o poranku po deszczu.
Sadzonki doczekały się swego miejsca na grządkach, nasionka zostały wysiane, a także przekopałam spory kawał ziemi, żeby rozpiąć nad nim tunel foliowy.
Pod agrowłókniną już rosną ogórki, musiałam je wysadzić, bo zaczęły kwitnąć, a na jednej sadzonce pojawił się już mały ogóreczek ... co będzie, to będzie, jeśli będzie źle, wysiejemy następne.
Pogoda sprzyjała, było gorąco, psy leżały pod śliwami, popatrując, co też zajmuje mi tak dużo czasu ...
Jeden dzień był szczególnie upalny ... myśleliśmy, że może uwiniemy się szybciutko z ustawieniem szkieletu foliaka, a potem pójdziemy hen! na łąki ... ale przeliczyliśmy się.
Mnóstwo kształtek, wiązki rur, instrukcja i dopasowywanie ... poty lały się z czoła strugami ... ale oto efekt końcowy ...
Przekopana ziemia, oczyszczona z zielska, została wzbogacona kilkoma workami próchnicy kompostowej ... pozostaje nam jeszcze rozpiąć folię, zabezpieczyć ziemią i można sadzić pomidory i paprykę.
Nie nadarmo tak prażyło, zza lasu wyszły czarne chmury, grzmiało nad Kopystańką ... dwoje ludzi poszło łąkami do góry, w samą burzę, może doszli do zabudowań Kopyśna, żeby skryć się pod dachem ... bo za chwilę rozpętała się ulewa ... najprawdziwsza, wiosenna, z błyskawicami, grzmotami przewalającymi się echem po górach ...
Zauważyłam, że Amik bardzo boi się burzy, schował się w skos pod dachem i z niepokojem patrzył w okno ... głaskanie uspokajało go, a Miśce to nie przeszkadzało, spała w najlepsze.
Bardzo przydał się ten życiodajny deszcz, było bardzo sucho ... mam wrażenie, że ta woda z nieba każe wręcz rosnąć roślinom, kiełkować nasionom, samo podlewanie nie daje takich efektów.
To cały nasz kompleks uprawowy, obok rośnie górka kompostowa, trochę dalej, w wiadrze moczą się pokrzywy na podlewanie roślinek ...
Odwinęlam z siatek ochraniających drzewka w sadzie, mój Boże! kiedy one urosną? ... co troszeczkę wyciągną ramionka do góry, przychodzą sarny i oszczypują delikatne pędy ...
Poszłam zobaczyć nad potok mój dębowy zagajnik ... obraz nędzy i rozpaczy ... przyszły dziki, rozryły te kopane miejsca, niektóre drzewka obok z gołymi korzeniami ... posadziłam je z powrotem, ale czy przyjmą się i na ile wytrwają? ... kilka ostało się, wypuściły listki ... teraz wiem, dlaczego leśnicy ochraniają swoje szkółki ogrodzeniem z siatki ...
Obserwowałam murarki, prawie wszystkie trzcinki już zapełnione, wokół jeden brzęk ...
... szukają sobie miejsc również w starych pniach, a największym powodzeniem cieszą się przestrzenie między deskami na tarasie ... noszą na swoich spodach brzuszków żółte płaty pyłku, inaczej niż pszczoły, które zbierają go do koszyczków na odnóżach ... osy również budują celulozowe, baniaste domki ... w pomieszczeniu gopodarczym wisi ich pod dachem kilka, dobrze, że nie są agresywne i można spokojnie wyjmować stamtąd narzędzia.
Odwiedził mnie bieszczadzki osiedleniec, Henry z rodziną ... jest Niemcem, w typie długowłosego, chudego hipisa, ona drobniutka blondynka, i dwójka jasnowłosych dziewczynek, ciekawych świata z mnóstwem pytań; posiadają ziemię w okolicach Zatwarnicy ... niedobry sąsiad spalił im dom podczas, gdy wyjechali na urlop ... czytałam o tym zdarzeniu jakiś czas temu na forum bieszczadzkim.
Pomieszkuje teraz gdzieś niedaleko, na Pogórzu, i szuka swojego miejsca, najlepiej z chatą do remontu ... niestety, w naszej wioseczce nie ma takowych do sprzedania ... po herbatce i sympatycznej rozmowie pojechali dalej szukać swego szczęścia ... podobało im się u nas, że odludzie, i potok blisko, i las, i widoki ...
Pracowicie spędziłam te dni na Pogórzu, trud wynagradzały koncerty ptasie, nawoływania podniebnych drapieżców, werbel dzięciołów o pnie drzew, a sen morzył mnie, kiedy jeszcze nie zdążył zapaść zmrok.
Trawa rośnie w zastraszającym tempie, za chwilę czas wyciągać kosy ze schowków, ale zanim to uczynię, muszę zebrać mnóstwo kwiatów mniszka, oskubać je i postawić w balonie na wino ... po zeszłorocznym nie została kropelka ... smakowite, aromatyczne, doskonałe nawet rozcieńczone wodą mineralną ... i mówią starzy ludzie, że lecznicze ... na wszystko ...
Czas wyruszyć również na zbiór paluchów sosnowych na syrop, co roku odświeżam zapas, a w zimie jak znalazł ...
A sobotnie i niedzielne popołudnie i wieczór spędziliśmy pod Kopcem Tatarskim, gdzie odbywał się Podkarpacki Jarmark Turystyczny ... koncerty z "krainy łagodności", wspólne śpiewanki i miłe spotkania z ludźmi były, ale o tym w następnym wpisie ...
I jeżyka z pachnącego sianka kupiłam na straganie ... widzicie ten kapelusz? najprawdziwszy rumuński, od ciobana z gór ... woła nas Rumunia ... bardzo ... chociaż ścisk w rozlicznych obowiązkach niesamowity, wydrzemy z nich ze 3 dni ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, niech wiosenne słońce rozświetli Wasze zmartwienia i troski, dobrego życzę, pa!
I jeszcze Kanasin, w słoneczny dzień ...
... i ukryty w chmurach, o poranku po deszczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)