Ze ściśniętym sercem słuchałam ostatniej niedzieli słów ojca Szymona, który łamiącym się chwilami głosem opowiadał o tamtych wydarzeniach, jako że był w ich samym centrum. Przed oczami miałam ogromne zdjęcie dwóch uśmiechniętych braci zakonnych, młodych mężczyzn, pełnych zapału i dobrych myśli na przyszłość ...
W początkowych latach swego życia zakonnego przebywali także tutaj, na kalwaryjskim wzgórzu. Jeden urodził się w Zawadzie k. Tarnowa, drugi w Rychwałdzie k, Żywca.
Kiedy utworzono w 1988 roku misję w wysoko położonej. andyjskiej wiosce Pariacoto, pojechał tam o. Zbigniew Strzałkowski i o. Jarosław Wysoczański, w następnym roku dojechał o. Michał Tomaszek. Oprócz pracy we wsi wyjeżdżali do 70 innych osad, wioseczek rozrzuconych wśród gór, a niełatwą drogę pokonywali pieszo, konno lub na osiołku, Oprócz szerzenia chrześcijaństwa przychodzili z pomocą mieszkańcom, dostarczali żywność, sprowadzili lekarza na stałe, uruchamiali agregaty prądotwórcze, przemyślnymi instalacjami wprowadzali wodę do wsi, a także uczyli przetwórstwa. Na cześć polskich misjonarzy jedną wieś nazwano Cracovia.
Na tym terenie działali maoistowscy terroryści pod nazwą "Świetlisty Szlak", którzy niszczyli ze szczególną zawziętością wszelkie przejawy życia kulturalnego, inicjatywy. Władze państwowe, nie dając sobie rady z nimi, wycofało stamtąd posterunki wojskowe, policji, a ludzi zostawiając na pastwę grasujących band.
Przyszli do wsi po raz pierwszy w lutym 1990 roku, zabili kilka osób, wysadzili w powietrze budynki, a ojcowie zakonni zaczęli dostawać pogróżki.
Pamiętnej nocy 9 sierpnia 1991 roku przyszli do klasztoru w kominiarkach,
... "Otoczyli klasztor i weszli do środka. Ich przywódca Jorge oskarżył misjonarzy o prowadzenie działalności, która usypia świadomość rewolucyjną wśród Indian. Zarzucił również misjonarzom, to że upokarzają ludzi przez rozdawanie im żywności, która pochodzi od kapitalistów. Następnie związali ojca Zbigniewa i Michała i samochodami misjonarzy wywieźli ich za wioskę. Po drodze terroryści rozlali benzynę i podpalili most, aby nikt ich nie ścigał. Zatrzymali się i bestialsko dwoma strzałami w tył głowy zabili zakonników oraz alcalde (wójta) Pariacoto Justino Leona Maza. Na ciele zabitego ojca Zbigniewa zostawili kartkę z napisem: „Tak umierają sługusy imperializmu. Niech żyje EGP” (EGP to Exercito Guerillero Popular – Ludowe Wojsko Partyzanckie – fanatyczny odłam „Świetlistego Szlaku”). Jako swoją wizytówkę na kartce narysowali sierp i młot. Następnie podpalili samochody i uciekli. Po drodze terroryści przypadkowo spotkali alcalde pobliskiej wioski Cochabamby – Dario Padilla Champi, którego również zamordowali. Kolejnego misjonarza terroryści z Sendero Luminoso zamordowali 25 sierpnia 1991 roku niedaleko miejscowości Santa w diecezji Chimbote. Był to Włoch, kapłan diecezjalny Aleksander Dordi" ... /T.Cukiernik Podróże/
Jeszcze w maju tego roku o. Jarosław, pochodzacy z Dolnego Śląska, wyjechał do Polski na urlop. To uratowało mu życie, o bestialskim mordzie współbraci dowiedział się z radia, jadąc samochodem.
Na miejsce przyjechał o. Szymon z Limy, powiadomiony z opóźnieniem, bo terroryści zniszczyli także jedyny telefon we wsi, ciała zabitych znajdowały się w zakładzie medycyny sądowej w mieście,przeprowadzano autopsję, bo taki był wymóg. Przy okazji jednemu z braci zrekonstruowano głowę, bo strzał oddany w jej tył zupełnie zniszczył czaszkę. Kiedy wieziono trumny z tymi młodymi ludźmi przez kolejne osady na miejsce wiecznego spoczynku do Pariacoto, sterroryzowani mieszkańcy andyjskich wioseczek nie ulękli się, wylegli tłumnie na drogi, wysłane kwiatami i żegnali ich ze łzami, i śpiewali pieśni, których nauczyli ich ci młodzi bracia. Ostania podróż trwała prawie do samego wieczora.
Słowa ojca Szymona zapadły we mnie głęboko, w nocy nie mogłam spać ... pomijając WSZYSTKO ... patrzę na to okropne zdarzenie matczynym sercem ... mam synów w podobnym wieku, w jakim zginęli ci młodzi ludzie ...
środa, 11 marca 2015
poniedziałek, 9 marca 2015
La kukaracza ...
Na pewno znacie ten film A.Kondratiuka "Gwiezdny pył", gdzie główne role grają Iga Cembrzyńska i Krzysztof Chamiec. W jednej ze scen siedzą pod ścianą chaty i zaśpiewują się razem "la kukaraczą.
Nie, my tak nie śpiewaliśmy, tylko w przerwie drobnych robót gospodarskich usiedliśmy sobie po raz pierwszy tego przedwiośnia pod chatką i wystawiliśmy twarze do słońca. Psy rozłożyły się w cieple na trawie, brzęczały pszczoły, cytrynki wyleciały na świat ... błogość ...
Nagle ciszę przerwał zjeżdżający w dół samochód terenowy, rejestracja łódzka ... OBCY się pojawił.
Podszedł do nas wesoły, młody człowiek w kapelutku ... my też mieszkamy na odludziu i jak ktoś się pojawi, to zastanawiamy się, kogóż to licho niesie! więc tłumaczę się: jestem od budowy gazociągu, mam tu wyciąć nad potokiem jakieś drzewa na trasie!
Wyjął mapkę i usiłował zorientować się, gdzie ruszyć w teren ... o, przecież my tubylcy, znamy wszystko w pobliżu jak własną kieszeń. Skierowaliśmy go łąkami wzdłuż starej nitki, znaczonej słupkami, one zawiodą go na sam potok i nie będzie musiał taplać się w błocie na drodze.
Nie było go dłuższy czas.
Wrócił, kręcąc głową, nie będzie cięcia drzew, akuratnie na trasie dwie zapory zbudowane przez bobry, a jedna między nimi w budowie, trzeba będzie pisać o zezwolenie na przejście do odpowiednich władz. No proszę, już i do nas dotarły!
A my w międzyczasie przywieźliśmy z zagajnika dwie sadzonki robinii, nie zapominając tym razem siekierki ... od razu posadziłam je za wierzbami, na wolnej przestrzeni.
Mróz w nocy jeszcze solidny, temperatura potrafi spaść do -7 stopni, tym samym świt budzi się zupełnie biały ...
Jeszcze księżyc wisi ogromny nad Horodżennem, a już słońce zaczyna rozświetlać "zapotoczne" łąki.
Szybko robi się ciepło, szron tylko w miejscach zacienionych, tylko wtedy można spokojnie przejechać po zmarzlinie, bo potem to już robi się taka "kałabania" we wjeździe do nas, że istnieje obawa, że w końcu ugrzęźniemy ...
Ech, przydałoby się wykorytować, wysypać drobnym kamieniem z Wiaru, byłby spokój z wiosennymi błotami na lata. Jest ta robota w planie, ale musi poczekać na swoją kolejność.
Kiedy słońce nagrzeje ule, zaczynają budzić się pszczoły. Mąż cały czas chodzi, nasłuchuje, sprawdza, jak przezimowały ... jeden ul budził jego niepokój, niby jesienią taki mocny, a teraz ledwo pojedyncze pszczoły latają ... wziął swoją lekarska słuchawkę i osłuchuje, niby brzęczą, ale jakoś niemrawo. Okazało się, że ten ul ostatni wyszedł z cienia i słońce nie zdążyło go nagrzać, za sporą chwilę pracował już pełną parą ...
Udziela mi się ta troska o pszczoły, jestem na etapie poszukiwań roślin miododajnych, trzeba posadzić krzaki, żeby ścianą zasłoniły naszą pasiekę od zachodnich wiatrów. Część przeniosę z ogrodu przy domu, bo jest za gęsto, trochę jest samosiejek, a resztę dokupimy, jak ruszą szkółki ogrodnicze.
Z patyków leszczynowych zrobiłam płotek przy wejściu na taras, bo tam takie nieuporządkowane było, zielsko rosło, potem ciężko wykosić, żeby malw nie zniszczyć ...
Kiedyś rosło tam wiele cebulowych, które kwitły najwcześniej, ale dobrały się do nich myszowate, została tylko mizerna kępka krokusików botanicznych pod jaśminem ...
Poszłam łąkami nad potok, zobaczyć na własne oczy, co też te bobry tam nawyczyniały, a przy okazji zobaczyć, czy nie zakwitły już przylaszczki na wyniosłym i zacisznym cypelku nad potokiem.
Widzicie to niebo?
Przylaszczek jeszcze nie ma, dopiero pojawiły się pąki ...
,,, a bobry, jak to bobry, budują wytrwale ...
Jestem z lekka zszokowana ogromem zniszczenia, jakie poczyniły letnie, wielkie wody w potoku. W miejscu, gdzie przechodzi stary gazociąg, zaczęła osuwać się skarpa, więc zabezpieczono ją, a także koryto potoku, takimi kamiennymi "materacami". To metalowa siatka, wypełniona kamieniem, ale nie uchroniła zupełnie koryta potoku przed wymywaniem ...
Poniżej tego zabezpieczenia ogromny uskok, zrobił się najprawdziwszy wodospad ... i ściany tez wymyte przez wielka wodę, tamtędy szła kiedyś droga ...
Zwalone pnie, tamy bobrów, zwały kamieni ... zupełnie zmieniony obraz spokojnego zazwyczaj potoku. Ruszyłam z psami do góry, a towarzyszył mi widok domu, który ciągle czeka na "poniższych" sąsiadów ... jest piękny!
Kwitną przebiśniegi, odkryłam w zaroślach sąsiedzkich całe łany, i pszczoły tez je oblatują ... gdzieś wysoko leciały żurawie, nawołując z rzadka ... wykorzystują kominy powietrzne przy takiej pogodzie, które pozwalają im na długie szybowanie ... idzie dobry czas!
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!
I muszę się pochwalić moim złotówkowym zakupem, lekka jak mgiełka, włóczkowa sukienka z ufilcowanymi motywami kwiatowymi ...
... a żeby chociaż tylko mieć w szafie i popatrzeć od czasu do czasu na ten majstersztyk wykonania:-)
Nie, my tak nie śpiewaliśmy, tylko w przerwie drobnych robót gospodarskich usiedliśmy sobie po raz pierwszy tego przedwiośnia pod chatką i wystawiliśmy twarze do słońca. Psy rozłożyły się w cieple na trawie, brzęczały pszczoły, cytrynki wyleciały na świat ... błogość ...
Nagle ciszę przerwał zjeżdżający w dół samochód terenowy, rejestracja łódzka ... OBCY się pojawił.
Podszedł do nas wesoły, młody człowiek w kapelutku ... my też mieszkamy na odludziu i jak ktoś się pojawi, to zastanawiamy się, kogóż to licho niesie! więc tłumaczę się: jestem od budowy gazociągu, mam tu wyciąć nad potokiem jakieś drzewa na trasie!
Wyjął mapkę i usiłował zorientować się, gdzie ruszyć w teren ... o, przecież my tubylcy, znamy wszystko w pobliżu jak własną kieszeń. Skierowaliśmy go łąkami wzdłuż starej nitki, znaczonej słupkami, one zawiodą go na sam potok i nie będzie musiał taplać się w błocie na drodze.
Nie było go dłuższy czas.
Wrócił, kręcąc głową, nie będzie cięcia drzew, akuratnie na trasie dwie zapory zbudowane przez bobry, a jedna między nimi w budowie, trzeba będzie pisać o zezwolenie na przejście do odpowiednich władz. No proszę, już i do nas dotarły!
A my w międzyczasie przywieźliśmy z zagajnika dwie sadzonki robinii, nie zapominając tym razem siekierki ... od razu posadziłam je za wierzbami, na wolnej przestrzeni.
Mróz w nocy jeszcze solidny, temperatura potrafi spaść do -7 stopni, tym samym świt budzi się zupełnie biały ...
Jeszcze księżyc wisi ogromny nad Horodżennem, a już słońce zaczyna rozświetlać "zapotoczne" łąki.
Szybko robi się ciepło, szron tylko w miejscach zacienionych, tylko wtedy można spokojnie przejechać po zmarzlinie, bo potem to już robi się taka "kałabania" we wjeździe do nas, że istnieje obawa, że w końcu ugrzęźniemy ...
Ech, przydałoby się wykorytować, wysypać drobnym kamieniem z Wiaru, byłby spokój z wiosennymi błotami na lata. Jest ta robota w planie, ale musi poczekać na swoją kolejność.
Kiedy słońce nagrzeje ule, zaczynają budzić się pszczoły. Mąż cały czas chodzi, nasłuchuje, sprawdza, jak przezimowały ... jeden ul budził jego niepokój, niby jesienią taki mocny, a teraz ledwo pojedyncze pszczoły latają ... wziął swoją lekarska słuchawkę i osłuchuje, niby brzęczą, ale jakoś niemrawo. Okazało się, że ten ul ostatni wyszedł z cienia i słońce nie zdążyło go nagrzać, za sporą chwilę pracował już pełną parą ...
Udziela mi się ta troska o pszczoły, jestem na etapie poszukiwań roślin miododajnych, trzeba posadzić krzaki, żeby ścianą zasłoniły naszą pasiekę od zachodnich wiatrów. Część przeniosę z ogrodu przy domu, bo jest za gęsto, trochę jest samosiejek, a resztę dokupimy, jak ruszą szkółki ogrodnicze.
Z patyków leszczynowych zrobiłam płotek przy wejściu na taras, bo tam takie nieuporządkowane było, zielsko rosło, potem ciężko wykosić, żeby malw nie zniszczyć ...
Kiedyś rosło tam wiele cebulowych, które kwitły najwcześniej, ale dobrały się do nich myszowate, została tylko mizerna kępka krokusików botanicznych pod jaśminem ...
Poszłam łąkami nad potok, zobaczyć na własne oczy, co też te bobry tam nawyczyniały, a przy okazji zobaczyć, czy nie zakwitły już przylaszczki na wyniosłym i zacisznym cypelku nad potokiem.
Widzicie to niebo?
Przylaszczek jeszcze nie ma, dopiero pojawiły się pąki ...
,,, a bobry, jak to bobry, budują wytrwale ...
Jestem z lekka zszokowana ogromem zniszczenia, jakie poczyniły letnie, wielkie wody w potoku. W miejscu, gdzie przechodzi stary gazociąg, zaczęła osuwać się skarpa, więc zabezpieczono ją, a także koryto potoku, takimi kamiennymi "materacami". To metalowa siatka, wypełniona kamieniem, ale nie uchroniła zupełnie koryta potoku przed wymywaniem ...
Poniżej tego zabezpieczenia ogromny uskok, zrobił się najprawdziwszy wodospad ... i ściany tez wymyte przez wielka wodę, tamtędy szła kiedyś droga ...
Zwalone pnie, tamy bobrów, zwały kamieni ... zupełnie zmieniony obraz spokojnego zazwyczaj potoku. Ruszyłam z psami do góry, a towarzyszył mi widok domu, który ciągle czeka na "poniższych" sąsiadów ... jest piękny!
Kwitną przebiśniegi, odkryłam w zaroślach sąsiedzkich całe łany, i pszczoły tez je oblatują ... gdzieś wysoko leciały żurawie, nawołując z rzadka ... wykorzystują kominy powietrzne przy takiej pogodzie, które pozwalają im na długie szybowanie ... idzie dobry czas!
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!
I muszę się pochwalić moim złotówkowym zakupem, lekka jak mgiełka, włóczkowa sukienka z ufilcowanymi motywami kwiatowymi ...
... a żeby chociaż tylko mieć w szafie i popatrzeć od czasu do czasu na ten majstersztyk wykonania:-)
środa, 4 marca 2015
Są już wszędzie ... na Siedlisku ...
Jamninka płynie wzdłuż drogi, wiodącej przez wysiedlone, dawne wsie, po których pozostała tylko nazwa ... Jamna Górna, Jamna Dolna, Trójca. Wygląda raczej jak wartki, górski potok, który jednak przy wielkiej wodzie pokazuje swoją siłę ... kręci, podbiera brzegi, aż w końcu zagraża drodze.
Wtedy przyjeżdża koparka, ryje nowe koryto, buduje nasypy i kieruje tam wody kapryśnej Jamninki ... do następnego razu.
Zatrzymaliśmy się przy takim miejscu.
Za nasypem szumi potok, a obok sączy się mniejszy, przegrodzony tamą z patyków. Obeszliśmy wokół utworzony zalew, wiele drzew precyzyjnie przyciętych spadło tam, gdzie chciały bobry, jedno jednak runęło na drogę ...
Słońce przygrzewało, sikorki dzwoniły nieprzytomnie w wiosennych zalotach, a my podziwialiśmy dzieła bobrów ...
Jeszcze trochę, a zazłoci się wokół od rozkwitłych kaczeńców, one lubią takie podmokłe rozlewiska, a już u podnóża ruin fortalicjum w Jamnie Dolnej będzie ich całe mnóstwo.
Poranki ostatnio nieco przymglone, ale potem wypogadza się w miarę i można ruszyć w teren.
Pisałam o Siedlisku ostatnio, przy okazji wpisu o Nowych Sadach ... tym razem pojechaliśmy zobaczyć, co też tam w trawie piszczy ... Żwirowa droga zakrążyła i zostawiła z tyłu średniowieczne grodzisko, a my wspinaliśmy się do góry ...
Ogromne połacie łąk zagospodarowane, ogrodzone i już nawet pasa się owieczki ... nawet ule stoją w zaciszu krzaków ... wprawne oko pszczelarza wszystko wypatrzy.Mimo, że całość ogrodzona żerdziami, na to jeszcze siatka, to i tak wszędzie zryte przez dziki ... jakoś przedostają się do środka.
Wiele pustych domów, niektóre w ruinie, kilka zadbanych ...
Tak sobie myślę, że są jeszcze miejsca oddalone od zgiełku świata, gdzie można kupić siedlisko do remontu ... trzeba tylko szukać, być cierpliwym, nie zrażać się szybko i być nastawionym na ogrom pracy, no i finanse ... To akuratnie miejsce to jest takie "na końcu świata", droga kończy się przy lesie, a dalej ciągną się ogromne przestrzenie leśne kalwaryjskiego wzgórza, i gdzieś w pobliżu jest granica z Ukrainą. O, tutaj też mieszkalibyśmy ...
Przyjazna pogoda końca zeszłego tygodnia pozwoliła na różne prace, sąsiad wycinał zakrzaczenia, wypalał je od razu, a zachodni wiatr niósł przyjemny zapach dymu. Zajrzałam na grządki, posadzony jesienią czosnek już wypuszcza zielone kiełki, jeśli ziemia obeschnie, posadzę zielony groszek, w zeszłym roku był całkiem niezły plon.
Już wczoraj deszcz przegonił mnie z ogrodu, gdzie przycinałam krzaki, teraz znowu pada, więc poodpoczywam sobie trochę, bo i zimno, i nieprzyjemnie się zrobiło.
Na Pogórzu kleszcze już atakują, pewnie siedzą w wyschłej trawie, zdejmowałam je z psów.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za miłe odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!
Wtedy przyjeżdża koparka, ryje nowe koryto, buduje nasypy i kieruje tam wody kapryśnej Jamninki ... do następnego razu.
Zatrzymaliśmy się przy takim miejscu.
Za nasypem szumi potok, a obok sączy się mniejszy, przegrodzony tamą z patyków. Obeszliśmy wokół utworzony zalew, wiele drzew precyzyjnie przyciętych spadło tam, gdzie chciały bobry, jedno jednak runęło na drogę ...
Słońce przygrzewało, sikorki dzwoniły nieprzytomnie w wiosennych zalotach, a my podziwialiśmy dzieła bobrów ...
Jeszcze trochę, a zazłoci się wokół od rozkwitłych kaczeńców, one lubią takie podmokłe rozlewiska, a już u podnóża ruin fortalicjum w Jamnie Dolnej będzie ich całe mnóstwo.
Poranki ostatnio nieco przymglone, ale potem wypogadza się w miarę i można ruszyć w teren.
Pisałam o Siedlisku ostatnio, przy okazji wpisu o Nowych Sadach ... tym razem pojechaliśmy zobaczyć, co też tam w trawie piszczy ... Żwirowa droga zakrążyła i zostawiła z tyłu średniowieczne grodzisko, a my wspinaliśmy się do góry ...
Ogromne połacie łąk zagospodarowane, ogrodzone i już nawet pasa się owieczki ... nawet ule stoją w zaciszu krzaków ... wprawne oko pszczelarza wszystko wypatrzy.Mimo, że całość ogrodzona żerdziami, na to jeszcze siatka, to i tak wszędzie zryte przez dziki ... jakoś przedostają się do środka.
Wiele pustych domów, niektóre w ruinie, kilka zadbanych ...
Tak sobie myślę, że są jeszcze miejsca oddalone od zgiełku świata, gdzie można kupić siedlisko do remontu ... trzeba tylko szukać, być cierpliwym, nie zrażać się szybko i być nastawionym na ogrom pracy, no i finanse ... To akuratnie miejsce to jest takie "na końcu świata", droga kończy się przy lesie, a dalej ciągną się ogromne przestrzenie leśne kalwaryjskiego wzgórza, i gdzieś w pobliżu jest granica z Ukrainą. O, tutaj też mieszkalibyśmy ...
Już wczoraj deszcz przegonił mnie z ogrodu, gdzie przycinałam krzaki, teraz znowu pada, więc poodpoczywam sobie trochę, bo i zimno, i nieprzyjemnie się zrobiło.
Na Pogórzu kleszcze już atakują, pewnie siedzą w wyschłej trawie, zdejmowałam je z psów.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za miłe odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!
poniedziałek, 2 marca 2015
Pożegnaliśmy zimę ...
Myślałam, że uda nam się jeszcze trochę pojeździć na nartach, ale skoro zrobiło się ciepło, śnieg prawie znikł, pojechaliśmy sobie na wycieczkę pod zupełnie błahym pretekstem ... oddać karnety.
Na stoku smutno, kilkoro straceńców jeździło po błotnistej brei, spod śniegu spływała woda jak z roztopionego lodowca ... to żadna przyjemność.
Zrobiliśmy sobie kółeczko, małą pętlę, zjeżdżając w dolinę Jamninki.
Zawsze, kiedy wjeżdżamy w tę dolinę, mam nieodparte wrażenie, że zza zakrętu wyłonią się zaraz zabudowania wiejskie ... zostały tylko stare drzewa, znaczące dawne, ludzkie sadyby ...
Ożywiony ruch przy lasach, na przestrzeniach łąk ... aha! na łowy wyszli "zbieracze rogów".
Wiem, jelenie nie mają rogów, tylko poroża ... pamiętam, od kiedy zostałam upomniana gdzieś na początku mego wprawiania się w pisaniu bloga. Ale tutaj wszyscy wychodzą na "szukanie rogów".
W sobotę rano, tuż po szóstej, patrzę, a tu z Horodżennego, na wprost okna schodzi gość ... sprawdza przede wszystkim przy ogrodzeniu na "zapotocznej" łące, potem drogą przy zagajniku.
Za dłuższą chwilę trzech następnych osobników podchodzi tą samą trasą, ale z drugiej strony ... w niedzielę rano przez łąkę przebiegło spore stado dzików, coś je wypłoszyło ... no tak, znowu z dołu podchodzą następni amatorzy poroża. Mąż śmieje się, że o, tak! jelenie naskładały całe stosy przy ogrodzeniu, tylko brać ... zdarzy się, że ktoś znajdzie, tak jak my ...
W środku lata, spod warstwy liści wystawał mały rożek, mąż podniósł i okazało się, że jest całkiem spory ... to tak przy okazji wędrówki na "horodyszcze" nad Huwnikami. Zdobi teraz naszą chatkę, razem z innym, malutkim, który znalazłam podczas wyprawy na rydze, i jeszcze innym, znalezionym na pastwisku danieli ... skoro już je znaleźliśmy ...
Lody na Wiarze już dawno spłynęły, na jego początkowym odcinku wędkarze próbują złowić rybę, z wody ... woda na pewno zimna ...
Bolałam kiedyś nad kapliczką w Trójcy, która ostała się tylko jedyna, bo cerkiew została zburzona ... pięknie odnowiona cieszy oczy zadbanym wyglądem ...
Wszędzie kwitnie leszczyna, krzaki zwieszają żółte masy "robaczków" ... a kiedy mocniej zawieje wiatr, kurzy pyłkiem, jakby leszczyny dymiły ...
Cieszą nas te pierwsze pożytki pszczele, potem zakwitną wierzbowe kotki, poszycie ...
Kiedy kupiliśmy naszą ziemię, wypatrzyłam pod starymi śliwami maleńką sadzonkę bluszczu, Teraz to już potężne pnącze, na ziemi tworzy zimozielony dywan, wspięło się już na trzy śliwki ...
Oprócz tego, że ładnie wygląda, jest ostatnią rośliną lata, która również daje pożytek pszczołom.
Widzieliśmy w zeszłym roku w Rumunii, jak na początku października unosiły się nad kwitnącym bluszczem całe roje pszczół ...
Nasz bluszcz też posiada już kwiatostany, znaczy że jest dojrzały i będzie kwitł. Powyżej nas całe połacie lasu są opanowane przez to pnącze, w linii prostej nie dalej jak kilometr ... taką odległość pszczoły pokonują bardzo łatwo ...
Z zarośli przy przydrożnym krzyżu wyłuskaliśmy z zarośli dwie sadzonki sumaka octowca i przenieśliśmy do nas ... bardzo ciężko było wydobyć je rydlem z kamieni ...
... doczekamy kiedyś swoich kwiatostanów, potrzebnych do odymiania pszczół. Z akacjami spod Koniuszy nie udało nam się, bo potrzebna jest siekierka na odcięcie sadzonki od grubego korzenia rozłogów, a więc robota za kilka dni, żeby tylko siekierki nie zapomnieć.
Aha, udziela mi się pasja mężowska, zauważyliście? mam "fazę" na pszczoły.
No to teraz o serach ... zasmakował nam bundz z Zakopanego, zniknął bardzo szybko, a ponieważ posiadałam jeszcze zapasy podpuszczki, zakupiłam u babeczek z hali targowej 10 litrów prawdziwego mleka krowiego i zrobiłam własny ...
... jeden z ostrą papryką, tłuczonym kolorowym pieprzem i szczypiorem, drugi z czosnkiem i koperkiem, a trzeci bez dodatków ... mleko ma w tej chwili "zimowy" posmaczek, kiedy krowy wyjdą na pastwisko, sery będą jeszcze lepsze. Próbowałam już kilkakrotnie robić ricottę z pozostałej po serach serwatki, ale jeszcze ani razu mi się nie udało, coś pewnie źle robię ...
Pozdrawiam Was serdecznie w ten deszczowy wieczór, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo; wszystkiego dobrego, pa!
Na stoku smutno, kilkoro straceńców jeździło po błotnistej brei, spod śniegu spływała woda jak z roztopionego lodowca ... to żadna przyjemność.
Zrobiliśmy sobie kółeczko, małą pętlę, zjeżdżając w dolinę Jamninki.
Zawsze, kiedy wjeżdżamy w tę dolinę, mam nieodparte wrażenie, że zza zakrętu wyłonią się zaraz zabudowania wiejskie ... zostały tylko stare drzewa, znaczące dawne, ludzkie sadyby ...
Ożywiony ruch przy lasach, na przestrzeniach łąk ... aha! na łowy wyszli "zbieracze rogów".
Wiem, jelenie nie mają rogów, tylko poroża ... pamiętam, od kiedy zostałam upomniana gdzieś na początku mego wprawiania się w pisaniu bloga. Ale tutaj wszyscy wychodzą na "szukanie rogów".
W sobotę rano, tuż po szóstej, patrzę, a tu z Horodżennego, na wprost okna schodzi gość ... sprawdza przede wszystkim przy ogrodzeniu na "zapotocznej" łące, potem drogą przy zagajniku.
Za dłuższą chwilę trzech następnych osobników podchodzi tą samą trasą, ale z drugiej strony ... w niedzielę rano przez łąkę przebiegło spore stado dzików, coś je wypłoszyło ... no tak, znowu z dołu podchodzą następni amatorzy poroża. Mąż śmieje się, że o, tak! jelenie naskładały całe stosy przy ogrodzeniu, tylko brać ... zdarzy się, że ktoś znajdzie, tak jak my ...
W środku lata, spod warstwy liści wystawał mały rożek, mąż podniósł i okazało się, że jest całkiem spory ... to tak przy okazji wędrówki na "horodyszcze" nad Huwnikami. Zdobi teraz naszą chatkę, razem z innym, malutkim, który znalazłam podczas wyprawy na rydze, i jeszcze innym, znalezionym na pastwisku danieli ... skoro już je znaleźliśmy ...
Lody na Wiarze już dawno spłynęły, na jego początkowym odcinku wędkarze próbują złowić rybę, z wody ... woda na pewno zimna ...
Bolałam kiedyś nad kapliczką w Trójcy, która ostała się tylko jedyna, bo cerkiew została zburzona ... pięknie odnowiona cieszy oczy zadbanym wyglądem ...
Cieszą nas te pierwsze pożytki pszczele, potem zakwitną wierzbowe kotki, poszycie ...
Kiedy kupiliśmy naszą ziemię, wypatrzyłam pod starymi śliwami maleńką sadzonkę bluszczu, Teraz to już potężne pnącze, na ziemi tworzy zimozielony dywan, wspięło się już na trzy śliwki ...
Oprócz tego, że ładnie wygląda, jest ostatnią rośliną lata, która również daje pożytek pszczołom.
Widzieliśmy w zeszłym roku w Rumunii, jak na początku października unosiły się nad kwitnącym bluszczem całe roje pszczół ...
Nasz bluszcz też posiada już kwiatostany, znaczy że jest dojrzały i będzie kwitł. Powyżej nas całe połacie lasu są opanowane przez to pnącze, w linii prostej nie dalej jak kilometr ... taką odległość pszczoły pokonują bardzo łatwo ...
Z zarośli przy przydrożnym krzyżu wyłuskaliśmy z zarośli dwie sadzonki sumaka octowca i przenieśliśmy do nas ... bardzo ciężko było wydobyć je rydlem z kamieni ...
... doczekamy kiedyś swoich kwiatostanów, potrzebnych do odymiania pszczół. Z akacjami spod Koniuszy nie udało nam się, bo potrzebna jest siekierka na odcięcie sadzonki od grubego korzenia rozłogów, a więc robota za kilka dni, żeby tylko siekierki nie zapomnieć.
Aha, udziela mi się pasja mężowska, zauważyliście? mam "fazę" na pszczoły.
No to teraz o serach ... zasmakował nam bundz z Zakopanego, zniknął bardzo szybko, a ponieważ posiadałam jeszcze zapasy podpuszczki, zakupiłam u babeczek z hali targowej 10 litrów prawdziwego mleka krowiego i zrobiłam własny ...
... jeden z ostrą papryką, tłuczonym kolorowym pieprzem i szczypiorem, drugi z czosnkiem i koperkiem, a trzeci bez dodatków ... mleko ma w tej chwili "zimowy" posmaczek, kiedy krowy wyjdą na pastwisko, sery będą jeszcze lepsze. Próbowałam już kilkakrotnie robić ricottę z pozostałej po serach serwatki, ale jeszcze ani razu mi się nie udało, coś pewnie źle robię ...
Pozdrawiam Was serdecznie w ten deszczowy wieczór, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo; wszystkiego dobrego, pa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































