poniedziałek, 9 października 2017

Po starych ścieżkach Pogórza ...

Natchnieniem była książka Stanisława Krycińskiego "Tam gdzie diabły, hucuły i ukraińce".
Zanim przejdzie do części bieszczadzkiej, opisuje tereny nam bliższe, przede wszystkim Dobrej Szlacheckiej czy Ulucza. I tak czytając powtórnie tę pozycję, napomknęłam któregoś dnia, że może znowu byśmy się tam wybrali, pogoda taka sobie, raz słońce, raz deszcz, a i od życia człowiekowi też coś się należy, a nie tylko deski, impregnaty czy grzebanie w ziemi.


Z mapą wybraliśmy małą pętelkę, żeby nie jechać tą samą drogą, a zatem Bircza, Kuźmina, a za nią skręt w prawo na Kreców.  Od razu niemiłe zaskoczenie, droga zamknięta dla ruchu jako wewnętrzna, pewnie tylko dla obcych, bo są tam i domy mieszkalne, i letniskowych coraz więcej. Byliśmy tu przecież kilka razy, stąd wyruszaliśmy na poszukiwanie nieistniejącej wsi Lachawa,  odpoczywaliśmy nad stawami, gdzieś powyżej była pracownia ikon ... raz kozie śmierć, wjechaliśmy na zakaz i przejechaliśmy nie niepokojeni przez nikogo przez całą dolinę. Podworskie stawy zarosły, znikły znaki ścieżek kulturowych, gdzieniegdzie tylko na pniach drzew widniał ich zatarty ślad.

To zdjęcie z poprzednich wyjazdów
Zmieniło się mocno, poza tym idzie tam budowa gazociągu, tej samej nitki co i u nas, ciągną ją z obu stron, gdzieś w połowie spotkają się.
Chyląca się ku ziemi stareńka kapliczka w Rogatynce świeżo odnowiona, a kamienie przykryte tynkiem i pomalowane. Szkoda czasami oryginalnego, starego wyglądu, bo mam słabość do kamieni, ale może lepiej tak, niż miałaby się rozsypać i zniknąć ...


Droga wiedzie nas przez Tyrawę Solną, Mrzygłód, do Dobrej Szlacheckiej ... kiedy byliśmy tutaj ostatnio, trwał remont w cerkwi, wnętrze zapełnione rusztowaniami, dziś odbudowana trwa na wzgórzu ...


Przechodzimy przez zabytkową dzwonnicę-bramę, która też kiedyś była cerkiewką, miała własny ikonostas, i kaplicę, ponoć starsza niż sama cerkiew ... to jedyny taki zabytek w Polsce ... cerkiew bramna ...


We wnętrzu panie sprzątały, ktoś wygrabiał liście, piesek grzał się w słońcu, czas zwolnił ...


Kiedy wyszliśmy na plac przed kościołem, oczami wyobraźni zobaczyłam podrostka w krótkich portkach, z podrapanymi kolanami, Stanisława Krycińskiego, jak przyjechał tu pierwszy raz na wakacje, zobaczył cerkiewki, spalone domy, usłyszał opowieści o grasujących bandach, choć wojna się skończyła ... tak go zauroczyły te tereny, że pozostał im wierny na wiele lat, organizując obozy Nadsanie, a potem odnawiając cmentarze.
Może mieszkał w tym domu ...


Kawalątek za Dobrą Ulucz, a tam wzgórze Dębnik i kolejna perełka wśród pogórzańskich cerkiewek.
U wejścia stara kapliczka, potem pomocne poręcze prowadzą ostro pod górę ...


Po kilku minutach zadyszki otwiera się widok, wśród wiekowych lip, jaworów ... na cmentarz, a pośrodku cerkiewka grecko-katolicka pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Zawieszona między niebem a ziemią, odgłosy ziemskiego życia prawie tu nie dochodzą ... wrażenie potęguje zapadający mrok, bo chmura przysłoniła niebo i zaczęło siąpić ... Najpierw myślano, że to właśnie ta cerkiewka jest najstarsza, jednak badania dendrologiczne drewna, z którego jest zbudowana dowiodły, że cerkwie w Radrużu i Gorajcu na południowym Roztoczu są starsze.




Przy cerkwi odchodzi droga w głąb lesistych stoków pasma Krztowa, do Borownicy i dalej łączy się z drogą z Birczy do Dynowa. Tuż przy drodze ciekawa kapliczka   Matka Boska z wilkami ...


Zatrzymaliśmy się w Borownicy, gdzie przy drodze wystawa upamiętniająca mord w 1945 roku, po drugiej stronie pomnik i ponad 60  nazwisk pomordowanych przez UPA ... wstrząsające ...











Chmury odeszły, słońce jaśniutko rozświetliło tę ponurą scenerię. Ponad 70 lat wstecz działy się w tej krainie straszne rzeczy, oby nigdy nie powtórzył się ten czas dla nikogo.
W jesiennych złocistościach, wśród przepastnych lasów zjechaliśmy do Lipy, a tam kolejna cerkiewka na wzgórzu, w otoczeniu starych nagrobków, z urokliwymi widokami na rozległą dolinę ...




Jeszcze przejazd przez Malawę, gdzie świeżo odnowionym wystrojem odznaczała się również cerkiewka pw. Teodosija Peczerskiego, która w powojennych czasach służyła jako magazyn nawozów sztucznych. Teraz cieszy oko smukłą sylwetką, w otoczeniu starych drzew.


Przy drodze, na głębokim łuku, kolejna  kapliczka ...


Tymczasem na Pogórzu rozpanoszyła się jesień, z każdym dniem coraz bardziej kolorowo. Przewaga buczynowych lasów maluje zbocza stoków, na razie złocistości, potem rudości ... niedzielny poranek mroźny i słoneczny, a potem ni stąd, ni zowąd nadciągnęły chmury i rozpadało się znowu.





Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!



czwartek, 5 października 2017

Las niebezpiecznie zbliżył się do okien:-)

Jeszcze nie tak dawno widywałam je daleko, na "zapotocznej" łące.
Jakiś czas temu przebiegł nam drogę przed Rybotyczami i zatrzymawszy się w krzakach za drogą, obserwował nas, kiedy my wolniutko przejeżdżaliśmy, wypatrując za nim.
Innego spotkałam przy drodze na nadsańskich łąkach ... biegł poboczem, nawet za bardzo nie uciekał ... ki diabeł? sama sobie nie wierzyłam ...
W zeszłym tygodniu wyszedł w środku dnia na łąki tuż za naszą drogą, a wczoraj rankiem pojawił się na podjeździe przed domem u naszych sąsiadów ... wilki ...


Pewnie przyciągają je sąsiedzkie kozy, meczenie małych koźlątek ... strach wypędzać je na pastwisko ... i wspomnę tu tylko dosadne słowa mieszkańca naszej wioseczki: Chcieliście, k...a, naturę? To ją macie!
A powiedział to sporo lat temu, w kontekście do mojej opowieści, jak to żmija wpełzła do naszej chatki i psy ją wywęszyły w jednym kącie:-)
I tak nawiązując do tych spotkań z dziką naturą, obserwowaliśmy ostatnio liska, który ni stąd, ni zowąd pojawił się na podwórzu, ale idąc od strony drogi. Ciekawe, jak tu wszedł, może też przecisnął się pod bramą, jak Paździoch? Zaciekawił nas dlatego, że idąc wzdłuż ogrodzenia, usiłował znaleźć wyjście, właśnie w miejscu, gdzie jeszcze dzień temu było:-)


Dołożyliśmy jeszcze dwa słupki, żeby przybić ostatnie, niezbyt piękne deski, które inaczej walałyby się z kąta w kąt i tylko przeszkadzały. Lisek szukał, szukał, wspinał się, ale nie mógł przedostać się na drugą stronę ...


Przesuwał się coraz bliżej końca ogrodzenia ...


... ale wcale nie obszedł tych desek ...


... tylko wśliznął się pod ostatnią, mając dosłownie centymetry, żeby spokojnie pokonać przeszkodę.
Śmialiśmy się, jaka jest siła przyzwyczajenia u zwierzaka, tak samo, jak u moich psów. Kiedy zmieniam im miejsce wystawienia misek z jedzeniem, bo np. leje z nieba, to są prawie zagubione:-)
Zdjęcia zrobione ostatniej soboty, kiedy po nocnych przymrozkach zawitał całkiem ciepły dzień, snuło się babie lato, a wszelkie latające stworzenia obsiadły kępę kwitnących "marcinków" ...



Motyle opuściły swoje kryjówki, bzygi posilały się w towarzystwie pszczół, a jeszcze coś podobnego do murarek obsiadło kwiaty. Na kalwaryjskim wzgórzu zadudniło od tysięcy silników, kiedy to zewsząd zjechało się towarzystwo na zakończenie podkarpackiego sezonu motocyklowego ...


Niechybny to znak, że zawitała jesień:-)
Ze swoimi mgłami, przymrozkami, żurawiami, a i lasy zaczynają z lekka kolorowieć.





Góra Filipa wyłania się z mgły jak, co najmniej, ruiny średniowiecznego fortalicjum ...


... a ciepła jeszcze ziemia i Wiar parują w mroźnym powietrzu ...



To chłodne powietrze i na mnie odcisnęło swoje piętno, człowiek spocony przy robocie, chłodny wiaterek owieje, i znowu dziabnęło mnie w krzyżu:-) Z lekka połamana snuję się po domu, ale przecież trzeba rozruszać się, siedzenie w fotelu wcale nie pomaga:-) ... tymczasem zakwitł oczar, delikatne żółte kwiatuszki na nagiej gałązce ...




Pozdrawiam Was serdecznie, wszystkiego dobrego, pa!