I od razu życie stało się piękniejsze, łatwiejsze, radośniejsze:-) ... eh! żyć, nie umierać ...
Prawdę mówiąc, czekaliśmy na tę chwilę z utęsknieniem, temperatury dodatnie w dzień, śniegi zeszły z dachu, każdym zagłębieniem terenu płynęły strumyczki wody z topniejącego śniegu, chlapa pod nogami niesamowita.
Na łąkach pojawiło się stadko dzików, skoro pokrywa śniegu zmniejszyła się drastycznie, to i można pobuchtować na skraju lasu ...
Z lornetką w ręku obserwuję te zwierzęta co jakiś czas, są ogromne. Może to same odyńce?
Kiedy słońce pod skosem zaświeci, widać błyszczące lusterka wody, łąka spływa w dół, do potoku.
Wzięłam się w sobotę za sianie nasion, przede wszystkim pomidorów i papryki. Z papryką to trochę późno, ale może nadrobi stracony czas, w poprzednich latach w połowie lutego już były zasiane, a w tym walczyliśmy z mrozem:-)
Jak zwykle wykorzystałam przezroczyste pudełka do pakowania ciast, wypaliłam w dnie dziurki i pojemniki do kiełkowania jak należy. Wysiałam też nasiona różnych bylin, roślin miododajnych, a także kwiatów i ziół ...
Mąż poszedł na pasieczysko, na pierwszy w tym roku przegląd uli. Choć śnieg leżał jeszcze wokół, w temperaturze sporo powyżej 10 stopni pszczoły zaczęły wyfruwać na oblot po zimie.
Nie myślcie sobie, że pszczoły cieszą się słońcem, wiosną i tak radośnie fruwają w powietrzu. Tu jest o wiele poważniejsza sprawa:-) Przez całą zimę siedziały w ulu, zimowały, a produkty przemiany materii zbierały się w ich odwłoku, nie zanieczyszczając ula.
Teraz trzeba się tego pozbyć ... czasami wręcz widać było, jak tuż po wylocie pszczoła wyrzucała z siebie żółte odchody ... no i ślady na śniegu ...
Pszczoły przetrwały zimę we wszystkich ulach, zostały dokarmione, a zimowy osyp wysprzątany.
Już teraz mąż szykuje dla nich karmę, tzw. ciasto, którym będzie je dokarmiać w miarę potrzeby.
Mróz zahamował kwitnięcie leszczyny, będą zbierać pyłek na pierwszy pożytek.
No i pszczelarz nie zabezpieczył się dokładnie do przeglądu uli, bo nie myślał, że będą tak żywotne, i dwie go użądliły:-)
A zatem sezon pszczelarski uważam za otwarty!
Z każdym dniem śniegu ubywa, a skoro i nocami jest dodatnia temperatura, to niknie wręcz w oczach.
Obserwowaliśmy spod pasieki, jak Amika atakował kruk.
Sąsiad wyrzucił na łąki jakieś kości, pies je wyczuł, zaczął się zbliżać ... no, jak to, konkurencja zbliża się do jedzenia ... i kruczysko zakrążył w powietrzu, i o mały włos Amik zostałby potraktowany dziobem, gdyby nie zdążył kłapnąć pyskiem ...
Pod śniegiem doskonale przezimowała kępa przebiśniegów i od razu zwiedziały się o tym pszczoły ...
Co niektórzy wyjeżdżają daleko na poszukiwanie wawrzynka wilczełyko, gdzieś w Góry Kaczawskie, albo w Sudety ... u mnie jeden rośnie pod chatką, ten jest najładniej rozkwitnięty. Inne dopiero wychyliły się spod śniegu ... pozdrawiam Poszukiwaczy:-)
W każdym obniżeniu zbiera się woda, każdym rowkiem spływają strumyki, niekiedy całkiem spore, a nasz potok szumi potężnie z dołu, jakby wicher szedł po lesie.
Wysoka woda na Wiarze wyrzuciła na brzeg wielkie tafle kry, poskładane w stosy jak płyty chodnikowe ... przez przejazd nie ośmieliłabym się przejechać ...
Wczoraj przyleciała do karmnika na orzechy nieznana mi parka ptaków, czerwona kropa na czole i muśnięta czerwienią pierś, ptak wielkości czyża. Co to może być, wiecie?
Jakie piękne są teraz świty.
Dziś stałam na schodach jeszcze w szarościach ranka, a ptaki już zaczynały swoje koncerty.
Jedne przez drugich, które głośniej, które ładniej ... w tle szum potoku ... szkoda, że nie umiem nagrać tych odgłosów:-)
Właściwie to cieszę się, że zima w odwrocie. Wiosna u bram, nie zaszkodzi jej nawet jakieś tam załamanie pogody, którym znowu starszą nas pogodynki :-)
Sanem dopiero zaczyna schodzić kra gdzieś z głębi gór, wody też sporo w korycie, żeby się tylko pomieściła.
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, wszystkiego dobrego, pa!




