niedziela, 11 marca 2018

Same dobre wieści:-) ...

Jeszcze w piątek rano mąż przed wyjazdem sprawdził, czy pojawiła się woda w kranie ... nic, ani kropli ... Za to po południu, kiedy tylko weszliśmy do chatki, a ja szamotałam się z różnymi węzełkami, wybiegł z łazienki z radosnym okrzykiem - Jest, jest! wróciła woda!
I od razu życie stało się piękniejsze, łatwiejsze, radośniejsze:-) ... eh! żyć, nie umierać ...
Prawdę mówiąc, czekaliśmy na tę chwilę z utęsknieniem, temperatury dodatnie w dzień, śniegi zeszły z dachu, każdym zagłębieniem terenu płynęły strumyczki wody z topniejącego śniegu, chlapa pod nogami niesamowita.
Na łąkach pojawiło się stadko dzików, skoro pokrywa śniegu zmniejszyła się drastycznie, to i można pobuchtować na skraju lasu ...


Z lornetką w ręku obserwuję te zwierzęta co jakiś czas, są ogromne. Może to same odyńce?
Kiedy słońce pod skosem zaświeci, widać błyszczące lusterka wody, łąka spływa w dół, do potoku.
Wzięłam się w sobotę za sianie nasion, przede wszystkim pomidorów i papryki. Z papryką to trochę późno, ale może nadrobi stracony czas, w poprzednich latach w połowie lutego już były zasiane, a w tym walczyliśmy z mrozem:-)
Jak zwykle wykorzystałam przezroczyste pudełka do pakowania ciast, wypaliłam w dnie dziurki i pojemniki do kiełkowania jak należy. Wysiałam też nasiona różnych bylin, roślin miododajnych, a także kwiatów i ziół ...


Mąż poszedł na pasieczysko, na pierwszy w tym roku przegląd uli. Choć śnieg leżał jeszcze wokół, w temperaturze sporo powyżej 10 stopni pszczoły zaczęły wyfruwać na oblot po zimie.



Nie myślcie sobie, że pszczoły cieszą się słońcem, wiosną i tak radośnie fruwają w powietrzu. Tu jest o wiele poważniejsza sprawa:-) Przez całą zimę siedziały w ulu, zimowały, a produkty przemiany materii zbierały się w ich odwłoku, nie zanieczyszczając ula.
Teraz trzeba się tego pozbyć ... czasami wręcz widać było, jak tuż po wylocie pszczoła wyrzucała z siebie żółte odchody ... no i ślady na śniegu ...


Pszczoły przetrwały zimę we wszystkich ulach, zostały dokarmione, a zimowy osyp wysprzątany.
Już teraz mąż szykuje dla nich karmę, tzw. ciasto, którym będzie je dokarmiać w miarę potrzeby.
Mróz zahamował kwitnięcie leszczyny, będą zbierać pyłek na pierwszy pożytek.
No i pszczelarz nie zabezpieczył się dokładnie do przeglądu uli, bo nie myślał, że będą tak żywotne, i dwie go użądliły:-)
A zatem sezon pszczelarski uważam za otwarty!
Z każdym dniem śniegu ubywa, a skoro i nocami jest dodatnia temperatura, to niknie wręcz w oczach.

Obserwowaliśmy spod pasieki, jak Amika atakował kruk.
Sąsiad wyrzucił na łąki jakieś kości, pies je wyczuł, zaczął się zbliżać ... no, jak to, konkurencja zbliża się do jedzenia ... i kruczysko zakrążył w powietrzu, i o mały włos Amik zostałby potraktowany dziobem, gdyby nie zdążył kłapnąć pyskiem ...


Pod śniegiem doskonale przezimowała kępa przebiśniegów i od razu zwiedziały się o tym pszczoły ...


Co niektórzy wyjeżdżają daleko na poszukiwanie wawrzynka wilczełyko, gdzieś w Góry Kaczawskie, albo w Sudety ... u mnie jeden rośnie pod chatką, ten jest najładniej rozkwitnięty. Inne dopiero wychyliły się spod śniegu ... pozdrawiam Poszukiwaczy:-)



W każdym obniżeniu zbiera się woda, każdym rowkiem spływają strumyki, niekiedy całkiem spore, a nasz potok szumi potężnie z dołu, jakby wicher szedł po lesie.
Wysoka woda na Wiarze wyrzuciła na brzeg wielkie tafle kry, poskładane w stosy jak płyty chodnikowe ... przez przejazd nie ośmieliłabym się przejechać ...



Wczoraj przyleciała do karmnika na orzechy nieznana mi parka ptaków, czerwona kropa na czole i muśnięta czerwienią pierś, ptak wielkości czyża. Co to może być, wiecie?



Jakie piękne są teraz świty.
Dziś stałam na schodach jeszcze w szarościach ranka, a ptaki już zaczynały swoje koncerty.
Jedne przez drugich, które głośniej, które ładniej ... w tle szum potoku ... szkoda, że nie umiem nagrać tych odgłosów:-)


Właściwie to cieszę się, że zima w odwrocie. Wiosna u bram, nie zaszkodzi jej nawet jakieś tam załamanie pogody, którym znowu starszą nas pogodynki :-)
Sanem dopiero zaczyna schodzić kra gdzieś z głębi gór, wody też sporo w korycie, żeby się tylko pomieściła.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, wszystkiego dobrego, pa!


czwartek, 8 marca 2018

Na desce pisane ...

Udało mi się zajrzeć do jarosławskiego muzeum na ostatni chyba dzień wystawy ikon.
Pochodzą one z cerkwi nieistniejących, byłych lub też nieczynnych w Radymnie, Tuczempach, Pełkiniach, Leżachowie, Dusowcach, Teniatyskach, Kniaziach.
Zostały przekazane do muzeum przez Urząd Celny w Przemyślu oraz Urząd Skarbowy w Jarosławiu.
Oto niektóre z nich ...











Szklaną gablotę wypełniają małe ikony, pochodzące z Rosji ...






Szczególną uwagę zwraca ozdobiony polichromiami, drewniany Boży Grób, wykonany w 1717 roku ...


Po raz drugi spotkałam się z takim artefaktem.
Pierwszy widziałam w cerkwi w Radrużu ...





Tymczasem na Pogórzu, pewnie i nie tylko tu, pogoda płata nam niesamowite figle.
Na zmrożoną ziemię spadł ulewny deszcz, pokrywając ją szklaną glazurą.
Po deszczu uniosły się z dolin mgły gęste jak mleko, a dziś już całkiem wiosennie.
Tylko rano na drogach był horror, niby 3 stopnie w powietrzu, a na asfalcie szklanka, i liczne ślady w rowie, na poboczu.
A wody jak nie było, tak nima:-)






Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a jak u Was? wiosennie?

P.s. W którymś z niedawnych postów pokazywałam Wam ptaszysko, które żerowało na resztkach sarnich nad Sanem ...



Otóż Krzysiek Leśny Mikunda z Warmii rozszyfrował ten zakrzywiony dziób, szpony i sporą sylwetkę ... to orzeł bielik, prawdopodobnie dwulatek:-)

wtorek, 6 marca 2018

Jak pionierzy ...

No i przyszła "kryska na Matyska".
Wystarczyła jedna najmroźniejsza noc, żeby przekreśliła moje starania.
I co z tego, że w chatce ciepło, jak mróz przelazł jednak przez kamienny fundament i tam najprawdopodobniej złapało wodę w rurce. W końcu to żadna nowość dla nas, trzeba poczekać na odwilż i woda znowu popłynie.
Niby podocieplaliśmy wszystko, obłożyliśmy styropianem, a jednak ... jak słyszę, wiele osób boryka się z tym problemem przy obecnym mrozie.
Na razie przynosimy śnieg, topimy na kuchni i wystarcza do bytowania, a do picia woda ze sklepu:-)


Pełnia księżyca tak rozjaśniała noce, iż kiedy wychodził zza góry, oświetlając na początku tylko wąwóz drogi, wydawało się, że to auto zjeżdża w dól i oświetla drzewa. Śnieg wręcz świecił na niebiesko i jasno było prawie jak w dzień. Rankiem wisiał jeszcze długo nad widnokręgiem, z jednej strony słońce, z drugiej strony on.



Wreszcie wczoraj z lekka słupek rtęci zaczął zbliżać się do zera, a w południe to nawet o pół stopnia przekroczył. W przejrzystości wymrożonego jeszcze poranka zauważyłam ciekawe zjawisko.
Na tle ciemnozielonego lasu, czy to w kierunku Kopystańki czy też Kanasina powietrze drgało jak nad rozgrzaną pustynią, Jakie licho? pewnie mam jakieś omamy wzrokowe, a może to szyba zniekształca obraz, ciepłe powietrze wewnątrz ... wyszłam na śnieg.


Jednak to nie złudzenie.
Olbrzymie białe przestrzenie odbijały promienie słońca i nagrzewały zimne jeszcze powietrze, bo było -8 i powodowały jego drgania. Pierwszy raz widziałam takie zjawisko, potem uniósł się lekki opar i już tego nie było.
Zresztą ptaki wykorzystują słońce na wszelkie sposoby, żeby ogrzać się po nocy.
Para kwiczołów długo siedziała na jemiole, mając za plecami poduchę ze śniegu, która grzała im plecy odbitym ciepłem ...


Z kolei stada dzwońców i czyży oblepiają czubek najwyższej czereśni, dają koncert świergolenia w pierwszych promieniach słońca, a potem zlatują gromadą do karmnika.


Widać już wiosenne ożywienie wśród ptactwa. Grubodzioby zmieniają kolor dzioba na perłowoszary i wydają krótki trel, kowaliki nerwowo nawołują, sikorki podzwaniają radośnie, a z kolei dzięcioły tłuką w pnie, wydając werbel jak w perkusji, no i nawołują się. Zielonosiwy jakoś tak chichotliwie, słyszę je z lasu i z sadu ... na poboczu drogi rozkopały mrowisko w poszukiwaniu pożywienia ...


Patrzyłam, jak para kruków latała nad lasem "synchronicznie".podejrzewam, że to były zaloty ...



Na śnieżnych przestrzeniach krzyżują się ścieżki tropów zwierzęcych, tworząc abstrakcyjne rysunki. Kiedy pod odpowiednim kątem pada światło, widać, ile tych stworzeń przechodzi ...


Nawet zastanawiałam się, czy nie zadać Wam zagadki, czyje to tropy?


Ale nie chciałam trudzić:-)  ... to ślady kulawego Paździocha, który po którejś z potyczek z dzikiem ma przykurcz jednej nogi, i kuśtyka tak już długo na trzech łapkach:-)


Opornie przychodzi do nas to przedwiośnie, śniegu mnóstwo, ale jak patrzyłam na prognozy, pod koniec tygodnia ma być nawet sporo ponad dziesięć stopni.


Na razie spadają z gałęzi ciężkie czapy śniegu, gałęzie prostują się z ulgą, potem przyjdzie czas na ten leżący na ziemi.


Wczoraj wypatrzyłam na łąkach samotną postać wędrowca, chyba na rakietach albo na nartach sunął, bo nie zapadał się w śniegu. Zanurzył się w las, a za nim spokojnie w drugą stronę ruszyły łanie, jedna za drugą, bez popłochu ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!