Przejechaliśmy boczną trasą z Dangesti do Curtea de Arges, a właściwie ominęliśmy to miasto.
Droga 7C to druga, po Transalpinie, najwyżej położona droga w Rumunii - trasa Transfogarska.
Została zbudowana w latach 1970-74 za czasów Nicolae Ceauşescu. Początkowo miała znaczenie militarne. Podczas jej budowy wykorzystano miliardowe sumy pieniędzy i 6 milionów kilogramów dynamitu, 40 budujących ją żołnierzy straciło życie.
Przecina najwyższe góry Fogaraskie, po drodze przemyka tunelami, licznymi serpentynami i wznosi się coraz wyżej.
20 km od Curtea, na ogromnej górze znajdują się ruiny zamku Poienari, najbardziej prawdopodobna siedziba okrutnika Vlada Palownika ...
... makabryczna oprawa dla przyciągnięcia uwagi turystów ... wbici na pal ...
... szubienica, pieniek katowski z toporem, dyby, a wszystko splamione krwią, dla zwiększenia efektu ...a nocą jest oświetlony i rozlegają się jęki i krzyki męczonych ludzi ... okropności...
Żeby tu się dostać, trzeba pokonać około 1480 schodów, można się solidnie zasapać, ciekawe, ile to pięter? Miśka dzielnie wchodziła, a my za nią ...
Z tej wysokości roztaczają się niezwykłe widoki, na samą drogę, wiadukty wiszące w powietrzu i dolinę rzeki Arges...
Zbocza pokryte zrudziałą roślinnością, przypuszczam, że to wcale nie z powodu jesieni, tylko jest tam strasznie sucho. No i pogoda nam się poprawiła, bo obawiałam się, że będzie tak samo jak na poprzedniej trasie.
Na parkingu, jak zwykle, mnóstwo psów, suki z sutkami do ziemi, gdzieś w zaroślach nowe mioty nieszczęsnych stworzeń, wszystko głodne, wychudłe. Te psy nie znają karmy psiej, kupowaliśmy chleb, kromki były największym przysmakiem ...
I jeszcze po drodze, po drugiej stronie doliny, pomnik "stalowego rycerza", z błyskawicą w dłoniach, nie mam pojęcia, kiedy powstał i co oznacza, może to też zamysł "słońca Karpat"?
Jechaliśmy wzdłuż linii brzegowej jeziora Vidraru, a potem zaczęły ukazywać się góry Fogaraskie ...
Droga zaczyna wspinać się zakosami do góry, dobra widoczność ...
Po południowym stoku Fogaraszy spływa potok, bardzo mizerny w tym roku, napisy farbą na kamieniach sięgają coraz wyżej, imiona dziewczyn, jakieś wezwania w stylu "Besarabia do Rumunii" ...
Tylko jeden stragan, a na nim skórki wieprzowe a jakże! jest późno, wszyscy schodzą na zimę w doliny ... droga ta jest oficjalnie zamknięta od 15 września do 15 czerwca, ale to też zależy, czy nie utrzymuje się w czerwcu śnieg, albo nie zeszły lawiny i trzeba wszystko odsypywać ...albo wcześniej nie posypało ...
Po przejeździe przez tunel długości prawie 1 kilometra jesteśmy już po północnej stronie gór, a tutaj stacja kolejki linowej, i niesamowite widoki w dół, na serpentyny ...
Niektóre stragany opustoszały, już mały ruch turystyczny, może jeszcze na weekend ktoś przyjedzie ... to tutaj posmakowałam słynnego, rumuńkiego nugata ... w waflu biała masa, napakowana orzechami, i tak słodka, że nie można tego z niczym porównać.
I tutaj ślady pożaru na stokach skał ...
Spłonęły całe połacie kosodrzewiny ... tak się zastanawialiśmy z mężem, czy to ludzka niefrasobliwość, czy uderzenie pioruna, czy jakaś iskra poleciała z tych lin ... jest bardzo sucho, chyba nikomu nie chciało się wspinać tak wysoko, aby wywołać pożar ... pasterzy już nie widać, chyba zeszli w doliny.
Zjechaliśmy w dół, dziwne uczucie, zupełna równina, a za plecami te ogromne góry ...
Objechaliśmy całe Fogarasze, wylądowaliśmy w miejscowości Bran .... zupełna komercja, drogo, jak licho ... nawet kemping nazywa się "Vampire", z ogromną kroplą krwi pod "V" ... noc nieprzespana, samochody jeździły nad głową, psy szczekały do rana i deszcz dudnił pół nocy o namiot ...
W Branie znajduje się zamek, wypromowany przez Rumunów jako Drakuli, mimo że hrabia spędził tutaj tylko jeden dzień ... i można kupić wino "krew Wampira" ... kubeczki, koszulki, obcięte, skrwawione dłonie, zęby wampirze i wiele innych drobiazgów ...
Od rana na murach ruch, tłok, grupy z przewodnikami drepczą cierpliwie ...
I jeszcze Rasnov ze swym "chłopskim zamkiem", wybudowanym przez mieszkańców okolicznych wsi, na wypadek najazdu tureckiego. Powstał na podwalinie dawnego zamku krzyżackiego, którzy zostali wypędzeni z Siedmiogrodu, a prawdopodobnie przyjął ich u nas Konrad Mazowiecki ... głowy za to nie dam, ale gdzieś wyczytałam taką wiadomość.
A sam napis pod murami niczym amerykańskie Hollywood z Los Angeles.
Fogarasze w porannym słońcu, z drugiej strony, wyglądają równie pięknie ...
Kuszą nas jeszcze góry Bucegi z drugiej strony ... dziś duże zamglenie ...
... ale zostawiamy je na inny raz, przed nami sporo kilometrów do przejechania, bo jedziemy oglądać niezwykłe zjawiska geologiczne, a Vlada Palovnika zostawiamy za sobą pewnie na dłuższy czas.
I wszędzie te kominy, słupy, ogromne opuszczone zakłady ... świadectwo wielkości "Słońca Karpat" ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pa!
czwartek, 27 września 2012
wtorek, 25 września 2012
W południowych Karpatach rumuńskich ...
To było dziwne zestawienie.
Wokół przeogromne góry, a w dolinie zniszczone bloki mieszkalne, plątanina słupów elektrycznych, kominów i zrujnowanych zakładów przemysłowych.
Z miasta Petrosani skierowaliśmy się do Campu Lui Neag, a stamtąd do cabany Buta w górach Retezat.
Ruszyliśmy w góry za drogowskazem, wskazywał odległość 15 km.
Na początku jako tako, i nawierzchnia szutrowa z niewielkimi dziurami ... zaczął znowu padać deszcz, a droga zamieniła się w skalne gołoborze ...
Matko kochana, czy ja zawsze muszę wyszukać takie miejsca, gdzie serce przestaje mi bić ze strachu?
Przed nami bardzo stromy podjazd, śliskie kamienie, jak "czołg" zatrzyma się, to odpadniemy ...
Mąż mówi, że jeśli będzie tak dalej, to musimy zawrócić ... wypłaszczenie terenu, widać dachy schroniska, dzięki Ci, Boże, dotarliśmy ...
Schronisko prowadzi małżeństwo, mówią tylko po rumuńsku, ale jakoś trochę na migi, trochę pokazując na palcach, dogadujemy się o nocleg, nawet Miśka zyskuje ich sympatię i pozwalają jej spać w pokoiku.
Siedzieliśmy długo w noc na schodkach chatki, chmury rozeszły się, powyżej pasterze mieli swoje zagrody, poszczekiwały psy, dzwoniły delikatnie dzwoneczki owiec, a później gospodarz wyjął trembitę lub coś podobnego i zagrał na niej "Ciszę".
Ta sunia mieszka przy schronisku, wychodzi z turystami w góry, jest bardzo łagodna ... przykleiła się do nas od razu, zaprzyjaźniła z Miśką, spały razem pod naszymi nogami, kiedy patrzyliśmy na rozgwieżdżone niebo.
Rumuni rozmawiają bardzo głośno, ekspresyjnie, może nasze spokojne głosy ją przekonały, spała całą noc na chodniczku przy naszych drzwiach.
Rankiem, po pogodnym niebie ani śladu, już walą kłęby chmur, góry chowają się w bieli. Rumuńscy turyści nie wychodzą w góry, zaczyna się biesiada, grillowanie, my tym bardziej nie pójdziemy w niepewne.
Poranna kawa, pakowanie i w drogę ...
Przyjemne miejsce, dobry punkt na wyjście w góry, niestety, tylko ta pogoda ...
Po drodze znowu pada deszcz, zjeżdżamy poniżej pułapu chmur, jakby trochę lepiej, wokół letnie zagrody pasterzy, teraz już puste ...
Jest dosyć wcześnie, nawet do przejechania mamy niewielki odcinek, przemieszczamy się w góry Parang, może za tym wysokim pasmem pogoda będzie trochę lepsza. Chcemy przejechać widokową trasę Transalpinę, posiedzieć na przełęczy Urdele, a potem poszukać miejsca na nocleg gdzieś niżej. Po drodze jemy jeszcze w jakimś zajeździe słynną, rumuńską zupę, tym razem to ciorba de fasole, do tego pokrojona czerwona cebula i biały chlebek, pyszne! /resztę chleba dostał bezpański pies, który był goniony od bramy, nie gryzł kromek - połykał je, a pracownik przy bramie bardzo złym okiem na mnie spojrzał/
Wyjechaliśmy ponad granicę lasów, a tu biało, jesteśmy w chmurach - widoczność na 2 metry, droga bez białego pasa.
Pomna tych bezdenych przepaści z boku, pomna tego braku barierek ochronnych, siedziałam obok męża, wbita ze strachu w fotel, z zaciśniętymi dłońmi, w żołądku zrobił się supeł - a miało być tak widokowo ...
Modliłam się w duchu, żebyśmy jak najszybciej zjechali z tych 2 tysięcy metrów w przyjaźniejsze doliny, oczy piekły od wypatrywania drogi, prześwietlone jakimś dziwnym blaskiem.
Kiedy jest czyste niebo, widoki są niezrównane, nam w tym roku szczęście pogodowe nie dopisało.
Kiedy znaleźliśmy się na dole, jakoś nie chciało nam się rozbijać obozowiska, jechaliśmy dalej, do Calimanesti, a stąd do wioseczki Dangesti, skąd prowadzi droga do następnej cabany /12,5 km/.
To góry Cozia, a zarazem park narodowy.
Dwa prawie bliźniacze szczyty, "ozdobione" urządzeniami stacji przekaźnikowej ...
a pomiędzy nimi schronisko.
Rozlokowaliśmy się w pokoiku, a potem poszliśmy do schroniskowej świetlicy. Po tym, jak najadłam się strachu na Transalpinie, zamówiliśmy sobie piwo na dobre spanie, a przy okazji patrzyłam na rumuńskie wiadomości: Aj! aj! w miejscowości Pietrosita, pod górami Bucegi niedźwiedź zaatakował człowieka, który potem pokazywał ślad ogromnych pazurów na łopatce.
Mąż rozmawiał chwilę na zewnątrz z jakimś facetem, okazało się, że z drugiej strony masywu mają problem z ogniem, płonie całe zbocze ...
Rankiem wczesnym poszliśmy na pobliski szczyt, zawiało spalenizną ...
W pogotowiu stoją wozy strażackie, gdzieniegdzie tli się jeszcze poszycie, a całe zbocze przedstawia smutny widok ...
To jeszcze nie koniec problemów, w świetle poranka widać jeszcze zarzewie ognia poniżej, dymy unoszą się, jak dotrzeć tam po tej stromiźnie ...
Z tego masywu roztaczają się przepiękne widoki na południe, na dolinę Oltu ...
Świat jeszcze spowity w porannej mgle, na nasz czas to dopiero szósta, jeszcze słońce nie wstało ...
Bardziej na wschód góry Fagarasze, z najwyższym szczytem Rumunii - Moldoweanu /2544/, a na zachodzie skaliste odnogi masywu Cozia ...
Po takim poranku wypiliśmy pyszną kawę w schronisku, potem gorąca ciorba i można ruszać dalej w drogę.
Podobało nam się tu, bardzo przyjazne miejsce, dobry dojazd, i na pewno tu wrócimy, nie zobaczyliśmy zabytkowych monastyrów ...
Jechaliśmy dalej przez wioseczki, osady, drogi byle jakie, kamieniste, ale bardzo przyjaźni ludzie, wskazują nam kierunek do Curtea de Arges i machają z uśmiechem na pożegnanie ...
C.D.N. ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dzięki za odwiedziny, za pozostawione słowa, wszystkiego dobrego, pa.
Wokół przeogromne góry, a w dolinie zniszczone bloki mieszkalne, plątanina słupów elektrycznych, kominów i zrujnowanych zakładów przemysłowych.
Z miasta Petrosani skierowaliśmy się do Campu Lui Neag, a stamtąd do cabany Buta w górach Retezat.
Ruszyliśmy w góry za drogowskazem, wskazywał odległość 15 km.
Na początku jako tako, i nawierzchnia szutrowa z niewielkimi dziurami ... zaczął znowu padać deszcz, a droga zamieniła się w skalne gołoborze ...
Matko kochana, czy ja zawsze muszę wyszukać takie miejsca, gdzie serce przestaje mi bić ze strachu?
Przed nami bardzo stromy podjazd, śliskie kamienie, jak "czołg" zatrzyma się, to odpadniemy ...
Mąż mówi, że jeśli będzie tak dalej, to musimy zawrócić ... wypłaszczenie terenu, widać dachy schroniska, dzięki Ci, Boże, dotarliśmy ...
Schronisko prowadzi małżeństwo, mówią tylko po rumuńsku, ale jakoś trochę na migi, trochę pokazując na palcach, dogadujemy się o nocleg, nawet Miśka zyskuje ich sympatię i pozwalają jej spać w pokoiku.
Siedzieliśmy długo w noc na schodkach chatki, chmury rozeszły się, powyżej pasterze mieli swoje zagrody, poszczekiwały psy, dzwoniły delikatnie dzwoneczki owiec, a później gospodarz wyjął trembitę lub coś podobnego i zagrał na niej "Ciszę".
Ta sunia mieszka przy schronisku, wychodzi z turystami w góry, jest bardzo łagodna ... przykleiła się do nas od razu, zaprzyjaźniła z Miśką, spały razem pod naszymi nogami, kiedy patrzyliśmy na rozgwieżdżone niebo.
Rumuni rozmawiają bardzo głośno, ekspresyjnie, może nasze spokojne głosy ją przekonały, spała całą noc na chodniczku przy naszych drzwiach.
Rankiem, po pogodnym niebie ani śladu, już walą kłęby chmur, góry chowają się w bieli. Rumuńscy turyści nie wychodzą w góry, zaczyna się biesiada, grillowanie, my tym bardziej nie pójdziemy w niepewne.
Poranna kawa, pakowanie i w drogę ...
Przyjemne miejsce, dobry punkt na wyjście w góry, niestety, tylko ta pogoda ...
Po drodze znowu pada deszcz, zjeżdżamy poniżej pułapu chmur, jakby trochę lepiej, wokół letnie zagrody pasterzy, teraz już puste ...
Jest dosyć wcześnie, nawet do przejechania mamy niewielki odcinek, przemieszczamy się w góry Parang, może za tym wysokim pasmem pogoda będzie trochę lepsza. Chcemy przejechać widokową trasę Transalpinę, posiedzieć na przełęczy Urdele, a potem poszukać miejsca na nocleg gdzieś niżej. Po drodze jemy jeszcze w jakimś zajeździe słynną, rumuńską zupę, tym razem to ciorba de fasole, do tego pokrojona czerwona cebula i biały chlebek, pyszne! /resztę chleba dostał bezpański pies, który był goniony od bramy, nie gryzł kromek - połykał je, a pracownik przy bramie bardzo złym okiem na mnie spojrzał/
Wyjechaliśmy ponad granicę lasów, a tu biało, jesteśmy w chmurach - widoczność na 2 metry, droga bez białego pasa.
Pomna tych bezdenych przepaści z boku, pomna tego braku barierek ochronnych, siedziałam obok męża, wbita ze strachu w fotel, z zaciśniętymi dłońmi, w żołądku zrobił się supeł - a miało być tak widokowo ...
Modliłam się w duchu, żebyśmy jak najszybciej zjechali z tych 2 tysięcy metrów w przyjaźniejsze doliny, oczy piekły od wypatrywania drogi, prześwietlone jakimś dziwnym blaskiem.
Kiedy jest czyste niebo, widoki są niezrównane, nam w tym roku szczęście pogodowe nie dopisało.
Kiedy znaleźliśmy się na dole, jakoś nie chciało nam się rozbijać obozowiska, jechaliśmy dalej, do Calimanesti, a stąd do wioseczki Dangesti, skąd prowadzi droga do następnej cabany /12,5 km/.
To góry Cozia, a zarazem park narodowy.
Dwa prawie bliźniacze szczyty, "ozdobione" urządzeniami stacji przekaźnikowej ...
a pomiędzy nimi schronisko.
Rozlokowaliśmy się w pokoiku, a potem poszliśmy do schroniskowej świetlicy. Po tym, jak najadłam się strachu na Transalpinie, zamówiliśmy sobie piwo na dobre spanie, a przy okazji patrzyłam na rumuńskie wiadomości: Aj! aj! w miejscowości Pietrosita, pod górami Bucegi niedźwiedź zaatakował człowieka, który potem pokazywał ślad ogromnych pazurów na łopatce.
Mąż rozmawiał chwilę na zewnątrz z jakimś facetem, okazało się, że z drugiej strony masywu mają problem z ogniem, płonie całe zbocze ...
Rankiem wczesnym poszliśmy na pobliski szczyt, zawiało spalenizną ...
W pogotowiu stoją wozy strażackie, gdzieniegdzie tli się jeszcze poszycie, a całe zbocze przedstawia smutny widok ...
To jeszcze nie koniec problemów, w świetle poranka widać jeszcze zarzewie ognia poniżej, dymy unoszą się, jak dotrzeć tam po tej stromiźnie ...
Z tego masywu roztaczają się przepiękne widoki na południe, na dolinę Oltu ...
Świat jeszcze spowity w porannej mgle, na nasz czas to dopiero szósta, jeszcze słońce nie wstało ...
Bardziej na wschód góry Fagarasze, z najwyższym szczytem Rumunii - Moldoweanu /2544/, a na zachodzie skaliste odnogi masywu Cozia ...
Po takim poranku wypiliśmy pyszną kawę w schronisku, potem gorąca ciorba i można ruszać dalej w drogę.
Podobało nam się tu, bardzo przyjazne miejsce, dobry dojazd, i na pewno tu wrócimy, nie zobaczyliśmy zabytkowych monastyrów ...
Jechaliśmy dalej przez wioseczki, osady, drogi byle jakie, kamieniste, ale bardzo przyjaźni ludzie, wskazują nam kierunek do Curtea de Arges i machają z uśmiechem na pożegnanie ...
C.D.N. ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dzięki za odwiedziny, za pozostawione słowa, wszystkiego dobrego, pa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































