Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bagno Całowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bagno Całowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Życie ... moje i nie moje podglądanie ...

 Za widokowym oknem kowalik upodobał sobie gałązkę pnącza rdestówki. Co też on tam nie wyrabia, jak cyrkowiec robi przewrotki, rozkłada skrzydełka, strosząc się zalotnie, a przede wszystkim ćwierka swą miłosną pieśń głosikiem tak ostrym, że czasami bladym świtem mam ochotę go przegonić:-) Udało mi się wreszcie sfotografować tego kawalera, bo kiedy tylko sięgałam po aparat, odfruwał.

W starej jabłoni wyszykował dla swojej lubej gniazdko, obmurował wejście do dziupli tak, żeby tylko oni, państwo Kowalikowie mogli się tamtędy prześliznąć. Kowaliki od lat używają tej dziupli, tej zimy z lekka napoczął ją dzięcioł, zniszczył gliniane obmurowanie, usiłował nawet kuć w drewnie, pewnie i jemu spodobała się na gniazdowanie. Jeszcze w weekend mieliśmy nadzieję, że przytniemy jedną gałąź, porażoną jemiołą, ale kiedy zobaczyłam, że z dziupli wylatuje ptak, zostawiliśmy do następnego sezonu.


Z kolei na innych drzewach mamy budki, zrobione z wydrążonych pni jesionowych. Czasami zajmują je sikorki, czasami szpaki, kto pierwszy, ten lepszy:-) Tym razem obserwujemy parę szpaków, są na etapie moszczenia gniazdka, a znoszą tam różności. Jednego razu zobaczyłam szpaka na gałązce z czymś białym w dzióbku, jakby kawałeczek papieru, pomyślałam, że może to już wykluwają się pisklęta. Nawet napisałam o tym do Grażyny z "Tu i tam", ale orzekłyśmy, że to stanowczo za wcześnie na pisklęta, tajemnica wyjaśniła się wczorajszym rankiem.


Tym razem szpak przyleciał z czymś żółtym, wniósł to do budki i pofrunął dalej na poszukiwania zdobyczy. Przyleciał drugi, patrzę, a z budki fur! fur! wylatuje to coś żółtego ... poszłam pod drzewo sprawdzić, co to ... nie do wiary! Szpak przynosił zerwane kwiaty pierwiosnka, a charakterna gospodyni wyrzuciła je, bo pewnie psuły jej wystrój:-) Zresztą nie wiem, kto komu przynosił te kwiatuszki:-) To wcześniejsze białe to był chyba zawilec, albo zdrojówka rutewkowata, którą odkryłam w zaroślach tuż przy naszym podwórzu.


Pierwszy raz zobaczyłam tę roślinę na Słowacji, po drugiej stronie naszych Bieszczadów, potem w lasach pod Kalwarią, a teraz, kiedy oko wyostrzyło się na rośliny, znalazłam ją tuż pod bokiem:-) Podobna do zawilca, a jednak nie zawilec, na jednej łodyżce kilka kwiatków, inne listki, bardziej okrągłe, coś jak orlik albo rutewka, stąd pewnie drugi człon jej nazwy. Jak każda piękność - trująca:-)



Na łąkach pojawiły się sarny, spotkaliśmy też chmarę łań i jeleni, może wilki odeszły już gdzieś dalej. Zwierzyna jakby spokojniejsza, pasie się na nikłej jeszcze trawie, jednak odchodzi dostojnie i bez paniki trochę dalej, kiedy zatrzymujemy się zrobić im zdjęcie. 




Za to sarny z jelonkami tłumnie odwiedzają teraz nową spiżarnię, która nieoczekiwanie pojawiła się na podwórzu, najpierw przyszło 5 sztuk, potem 3 ... to cieszy. Tą nową spiżarnią są gałęzie z jemiołą, obcięliśmy porażoną jabłoń, która niebezpiecznie wisiała nad ulami, a sarny lubią ogryzać tego pasożyta. Drugiej jabłoni nie zdążyliśmy opędzlować, bo jak pisałam, już kowalik zajął dziuplę.



Tak, tak, tak było na początku tygodnia, śniegu spadło po kostki, w ciągu dnia topniał, ale Kopystańka długo była strojna w bieli:-) Kwiatki pochyliły się pod ciężarem śniegu, zieleniejąca ogrodzizna ledwie wystawała spod warstwy śniegu.




Po śniegach, deszczu, jak tylko ziemia trochę przeschnie, ogarniam powoli grządkowe prace, nie wszystko zdążyłam jesienią przekopać. Sporo już zrobiłam, pierwsze zasiewy za mną, cebulę siewkę posadziłam, tylko złośliwe ptaszyska wyciągają cebulki z ziemi, muszę okryć. Choć zmęczona wracam do chatki, przyjemnie jest popracować fizycznie, kiedy górą ciągną klucze żurawi, ptaki śpiewają dookoła, nawet nie denerwują wrzaskliwe sójki:-)


Zwały gałęzi po orzechu włoskim i śliwkach już spalone w ognisku, przy okazji opaliłam sobie trochę rzęsy i brwi, a ostatnio nawet końcówka warkocza przysmędziła się:-) trzeba podrzucać go ognia gałęzie, kiedy środek ogniska się wypali, no i wiuchnęło na mnie. Bolą mnie przede wszystkim ramiona, bark, od ściągania gałęzi, a także od kopania  grządek, a ile kilometrów przy okazji zrobiłam, to czuje się w nogach dopiero wieczorem.


W ciepłe dni pszczoły wracają do ula obładowane złocistym pyłkiem, bo kwitną wierzby, a także dereń. Kiedy jestem na grządkach, mają nade mną szlak komunikacyjny, kursują tam i z powrotem te pracowite stworzenia. Przysiadamy w wolnej chwili przy domku pszczelim od zachodniej strony, słońce grzeje twarz, a my patrzymy, jak uwijają się, noszą z poidła wodę, bo matki już czerwią.
Przylaszczki już w pełni kwitnienia, niebieszczy się w rzadko używanej części podwórza, zakrzaczonej, bardzo lubię tę porę wiosny.




W lesie nad Wiarem łany czosnku niedźwiedziego, miedzy nimi kwitną kokorycze, można spotkać pod drzewami łuskiewnik, a na nasłonecznionych brzegach drogi wychyla się skrzyp olbrzymi ... czas, który bardzo lubię, całą zimę czekałam:-)  Brakuje mi takiego beztroskiego wędrowania, nie wiem, co się dzieje z tym czasem, ciągle go brakuje:-) 






Justyna, która inicjuje spotkania roztoczańskie, przysłała mi wiosenne zdjęcia z Mazowsza, z Bagna Całowania, gody żab moczarowych, niebieskie żaby ... a swoją drogą - Bagno Całowanie, co za nazwa:-)






Wędrują teraz żaby, ropuchy do wód, żeby złożyć skrzek, coroczny cykl rozmnażania, giną setkami na drogach, uważajmy choć trochę, zwolnijmy, omińmy. Podobnie rzecz ma się z jeżami, już giną pod kołami ...



Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło, choć za oknem polatuje śnieg, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!