Ubiegły tydzień z mroźnymi nocami i wyjątkowo słonecznymi dniami. Pogoda marzenie na choćby najmniejszą wędrówkę i tak po śniadaniu w środę wpadliśmy na pomysł:- Pojedźmy do Górecka Kościelnego i nad Szum, do rezerwatu. Spakowaliśmy plecaczek z termosem, po kanapce, a Mimie puszkę z jedzeniem. Psina bardzo lubi z nami jeździć, choć już staruszka, pysk posiwiały, ale dzielnie maszeruje. To już kolejny raz, kiedy będziemy nad Szumem, ale droga do celu ładna, samo miejsce również, a szlak akuratny dla nas. Zimą wyczytałam komunikat, że szlak będzie zamknięty ze względu na niebezpieczeństwo ze strony starych, spróchniałych drzew stojących przy ścieżce. Niektóre już zwaliły się podczas wichury, inne trzeba usunąć. Ale o tym przypomniałam sobie na parkingu u wejścia na szlak. Tymczasem zaparkowaliśmy w Górecku Kościelnym przy kościele i poszliśmy w dół, wśród starych dębów, kapliczek drogi krzyżowej, do kaplicy na wodzie. Zdjęcia są niepiękne, prześwietlone, bo kto robi zdjęcia w południe przy ostrym świetle:-)
poniedziałek, 24 marca 2025
Nad Szumem ... Roztocze Środkowe ...
poniedziałek, 15 marca 2021
Roztocze w koronie ...
Od stycznia klarował nam się wyjazd na roztoczańskie spotkanie dobrych dusz. Ostatecznie padł termin na 12 marca i pełni nadziei oczekiwaliśmy do ostatniej chwili, czy jakieś nowe obostrzenia nie popsują nam imprezy. Jeszcze w przeddzień słuchaliśmy z zapartym tchem komunikatu ministra zdrowia, bo liczba zachorowań nagle bardzo podskoczyła, ale Roztocza na szczęście zakazy nie objęły. Jechaliśmy trochę na okrągło, bo pszczelarz tradycyjnie musiał wstąpić do sklepu pszczelarskiego po jakieś akcesoria, a po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na małe zakupy. Pogoda nie nastrajała optymistycznie, przed nami czarne niebo i ściana deszczu, akuratnie zbliżył sie front z opadami ... a co tam, najwyżej przesiedzimy spotkanie w chacie, będziemy gadać, śpiewać, potem znowu gadać ... Za jakiś czas chmury odeszły na południowy wschód, a my przyjechaliśmy do Obroczy prawie w słońcu. To nic, że chłodno, w końcu to marzec:-)
Dobra dusza tego spotkania, Justyna, już czekała, a po nas jak po sznureczku zaczęli pojawiać się kolejni znajomi. Zawsze powtarzam, że to swoisty fenomen, ludzie z różnych stron Polski przyjeżdżają, żeby się spotkać, wspólnie posiedzieć, pośpiewać, powędrować, zmęczyć się, a potem wrócić do siebie pokonując wcale niemało kilometrów. W chacie cieplutko, klimatycznie, więc i posiedzenia nocne trwają długo po północy. Trzeba zaliczyć parę godzin snu, bo rano wyruszamy na szlak.
Na Roztoczu jeszcze mnóstwo śniegu, a jeśli nie śniegu, to zalodzone leśne drogi wcale nie ułatwiają wędrówki. Oj, ja głupia, ja głupia, zostawiłam raczki, zostawiłam kijki, bo po co to, tylko potem przeszkadzają, plączą się, po równym nie potrzeba. Okazało się, że przydałyby się jak nic, chociaż kijki, żeby równowagę utrzymać, a tak ... musiałam palcami stóp trzymać się butów:-)
Szliśmy niebieskim szlakiem, to schodząc w dół, to wdrapując się na górki, które wcale takie niskie nie były. Kiedy obejrzałam się do tyłu, widoki całkiem jak z mojego Pogórza, i góreczki w oddali, i połoninki wyżej.
A jak Guciów, to i słynna zagroda ... niestety, zamknięta, więc obejrzeliśmy sobie z zewnątrz. Stare zabudowania, strzechy na domach, kapliczki, sprzęty, koła młyńskie, kamienny krzyż, a w oddali brama z białego wapienia z pobliskiego kamieniołomu.



