Najpierw przez naszą wioseczkę jechał dwukrotnie wyścig Tour de Pologne. Była nawet premia górska na ostrym podjeździe, także na zakrętach pod Kalwarię Pacławską. Wyświetliłam sobie program przejazdu, wybrałam odpowiedni czas i oglądałam wszystko w bezpośredniej relacji w tv, było za gorąco, żeby wspiąć się pod górkę i popatrzeć na kolarzy przez ułamki sekund. Osobliwe to uczucie, patrzeć na znajomy każdy metr drogi i słyszeć w oddali warkot helikoptera, który przekazywał obraz. I co słyszę z ust komentatora Piotra Sobczyńskiego, kiedy mówił o naszej wioseczce? ... działkowcy wyszli kibicować kolarzom ... działkowcy, no urwać się można! my tu mieszkamy, panie redaktorze:-) Przejechali kolarze, odleciał helikopter, i tylko koleżanka Lidka zapytała w sms-ie, kto będzie teraz sprzątał te pozostawione śmieci:-) Pojechaliśmy za kilka dni, czyściutko, za to pojawiło się jakby więcej rowerzystów na drodze, więcej samochodów, ale może to tylko dlatego, że wakacje. Na szczęście jesteśmy na uboczu, duży ruch nas omija.
Ciemną nocą patrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo, perseidy dawały znać o sobie czasami przez krótki rozbłysk, a czasami spadały długą linią, znacząc pylisty ślad na nieboskłonie. Bezmiar nieba, a człowiek taki malutki, jaki ruch tam trwał. Ciągłym światłem świeciły przesuwające się wolniutko satelity, migały kolorowymi światłami przelatujące samoloty, a dopiero chwilę za nimi dźwięk. Pod kapliczkę zjechali się ludzie, stamtąd można widzieć cały nieboskłon, a tym samym doskonale spadające gwiazdy. Tak samo na Kopystańce widzieliśmy krótkie mignięcia światła, też byli tam ludzie, aby zobaczyć bez przeszkód ten niezwykły widok.
Przez upały woda w naszej górskiej rzece, jakim jest Wiar, nagrzała się odpowiednio, bez wstrząsu termicznego można zanurzyć stopy. Dla dzieciaków to raj, mnóstwo kamyczków, można budować zapory, tamy, rzucać "bomby", puszczać "kaczki" z płaskich kamyczków, chlapać się do woli, a potem nawet spływać na dmuchańcu, po troszkę głębszym głównym nurcie pod skalną ścianą. Jasiek szalał po wodzie, Tosia, jak to dziewczynka, ostrożnie, delikatnie, najlepiej przy mamie.
Nad Wiarem można i tak: leżak w wodzie, stopy chłodzi woda, szumi wręcz usypiająco, w ręce książka:-) ... oj, można, można, ale bez dzieci - westchnęła Agnieszka, tak, mama zawsze jest na posterunku.




