Owszem, trwają jeszcze obloty do resztek kwiatów, czasami może spadź się pojawić, ale u nas już trwa dokarmianie na zimę ze sporym dodatkiem ziela wszelakiego, zebranego z łąk, leczenie przeciwko różnym chorobom czy szkodnikom, odymianie. Pszczoły w dobrej kondycji muszą przetrwać zimę.
W zeszłym tygodniu, przed dokarmianiem i leczeniem, odebraliśmy ostatni miód, a szło nam całkiem sporo, bo wyfasowałam nowy sprzęt, ułatwiający pracę ... taki sobie odsklepiacz. Niby nic, a plaster nie ślizga się po blasze do pieczenia, jak było do tej pory, i ramkę jest gdzie odstawić, a miodek z odsklepin spływa sobie do swobodnie do pojemnika:-)
Nie dało się pracować na wolnym powietrzu, jak do tej pory. Owady czują już koniec sezonu, bronią się przed rabunkiem, jaki dokonywany był przez nas w ulach:-) musieliśmy schować się do piwnicy przed rozzłoszczonymi pszczołami, bo do nich dołączyły również osy w ilościach ogromnych.
Kiedyś, na jednej z imprez bacówkowych pod Honem poznaliśmy Piotra, też pszczelarza, zawiązała się sympatyczna znajomość i to PiotrekF sprzedał nam pomysł na oryginalny sposób zapełnienia słoików miodem. Szybko podchwyciłam i wykorzystałam w tym roku:-)
Ponieważ wczesny miodek na bazie mniszka szybko krzepnie, można napełnione do połowy słoiki pozostawić w pozycji leżącej, a potem dolać innym rodzajem miodu, w odmiennym w kolorze ... tutaj kontrastem jest ostatni, spadziowy ...
Pogórzańskie lato, zamknięte w słoiku ... bardzo słodki pomysł:-)
Wyjątkowo w tym roku obrodziły pomidory, i to takie ogromne, że hej! Już z najdojrzalszego i najdorodniejszego pozyskałam nasiona na przyszły rok ...
Byliśmy również w Medyni Głogowskiej po zamówione u pani artystki ozdobności, "łasekutki" jak to mówimy ... gliniana pszczółka i kogut ... solidne, masywne, szkliwione, do zawieszenia na chatce i pszczelim domk
u.
Przyjemnie rozmawiało się z panią, zadowolona ze swojej pracy, wyroby schodzą od ręki na różnych jarmarkach, ciężko nastarczyć ... oprócz tego organizują warsztaty ... a obok na podwórku już pachniało dymem, na środku palił się powolny ogień, a zapiekanka dusiła się, a jakże! w glinianym garnku.
Oprócz prac przychatkowych wybrałam się też z blogowymi znajomymi, Anią i Stefanem, na poszukiwanie kruszczyka sinego, storczykowatego, który kwitnie w sierpniu ... ten niestety przekwitł już ...
... gdzieś pod osłoną liści znalazł się jeszcze kwitnący ...
... ale Stefan wsparł moje mizerne próby i usiłowania zrobienia ładnego zdjęcia swoimi:-) dzięki:-)
Ten niecodzienny kwiat kojarzy mi się z uśmiechniętym, trochę niesamowitym pyszczkiem:-)
Jeden okaz rośnie tuż przy drodze leśnej, tędy ściągane są kloce ... chroni go tylko obdarte z kory, rachityczne drzewko, ale czy długo ochroni przed potężnymi kołami leśnych maszyn?
Przy okazji wdepnęliśmy na górę Filipa ... już prawie przekwitła ... świerszcząco, pachnąco, ale nigdzie nie znaleźliśmy modliszki ...
Zebrałam troszkę nasion omanu i koniczyny kłosowej, może uda mi się coś wyhodować i niedługo pochwalę się swoją murawką:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!
















