poniedziałek, 5 września 2011

U Vlada Palovnika, w górach Transylwanii ...

Ziarnko kiełkowało już długo, przy okazji poszukiwania w internecie czegoś na temat remontu naszego "czołgu" natknęliśmy się na opisy i zdjęcia krainy, jakiej jeszcze nie widziałam. Grupa zapaleńców zbiera się i jedzie w dzikie góry rumuńskie, aby tam pokonywać trasy w ciężkich warunkach terenowych, zwłaszcza dwie trasy cieszyły się dużym wzięciem, Transalpina i Tranfogarska, ze względu na ciężkie warunki atmosferyczne już 15 września zamykany jest na amen tunel pod górą, a otwierany dopiero w czerwcu, osypują się skały, kamienie, błoto, śnieg i czasami nie wiadomo, co czeka dalej.


Kiedyś były to drogi szutrowe, tudzież błotniste, a teraz wszystko pokrywa asfalt, offroadowcy wyrażają swój głęboki żal, że zepsuli im wspaniałą zabawę, bo co to za przyjemność jeździć po asfalcie, przenieśli się w inne tereny, albo w góry Ukrainy.
Wyruszyliśmy w połowie nocy piątkowej, już w Miejscu Piastowym zatrzymał nas wypadek drogowy, korek, trzeba było objazdem przez Krosno, szybko przez Słowację i świtem powitały nas góry Tokaju na Węgrzech.
Kierunek Oradea, rumuńscy celnicy sprawdzają tylko dowód osobisty i dokumenty samochodu, od razu zmienia się wygląd miasteczek, dróg, mnóstwo wałęsających się psów i wcale wszystko nie przebiega tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Tłok w miastach, następny wypadek po drodze i staliśmy w wielokilometrowym korku, a czas płynął, późnym popołudniem powitały nas góry, wyruszyliśmy z miasta Sebes na Transalpinę ...


... najpierw drogą wijącą się w głębokiej dolinie, wykute w skale przejścia, rozkopane wszystko, żeby zebrać wodę sączącą się pod asfalt i powodującą osuwiska ...


... cudne lasy dookoła, buki już lekko zmieniają kolory, spadają liście i furkocą za samochodem ...


W środku przepastnego lasu wychodzą krowy na drogę, pewnie zgubiły się, nie, okazuje się, że kawałek dalej jest tymczasowa koliba, gdzie siedzą pasterze, jak oni pozbierają potem te zwierzęta w stado?
Bystre potoki górskie złapane są w tamę, przy drodze piękne jeziorka, trochę wędkarzy, mało ludzi, mąż tylko wetchnął: Ale bym tu posiedział!



Pogoda była przepiękna, chociaż rano miałam obawy co do widoczności w górach, bo siąpił deszcz, potem zbierały się chmury, ale przy tych odległościach wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie ...


Chyba konie też pomagają przy pracy, a może są przy stadach bydła, ten ostatni osobnik był strasznie "zmęczony", ledwie smyczył się za swoimi towarzyszami ...


... przy drodze oślica karmi swoje wyrośnięte dziecko, nie przejmując się przejeżdżającymi samochodami.
Cały czas wokół lasy, no gdzie te przepiękne połoniny, cośmy to naoglądali się w internecie? nagle droga zaczęła piąć się ostro pod górę, serpentyny, ostro, ostro i nagle wyjeżdżamy poza granicę lasu ...




Pasterze wypasają swoje owieczki, w towarzystwie wielkich psów.
Tak, to już! Ale zaczyna lekko ściemniać się, chmury od zachodu wyglądają groźnie ...





Jesteśmy na przełęczy Urdele, 2145 m n.p.m. ...


,.. a te góry, to pasmo Parang ...


Trzeba było uczcić to wydarzenie, kubkiem ciepłej herbaty z termosu, zaczynało wiać, temperatura spadała szybko ...


,... i poszukać miejsca na nocleg, ściemniało się gwałtownie, zjechaliśmy trochę niżej.
Tutaj można rozbijać namiot, gdzie się chce, nikt nikogo nie ściga z tego powodu, zjechaliśmy odrobinę z drogi na łąkę, rozkładamy namiot, aha! nie wbije szpilki w ziemię, choćby płakał, sama skała. Wiatr szarpie coraz mocniej, egipskie ciemności nie ułatwiają zadania, cisnęliśmy namiotem do bagażnika i nocleg w samochodzie. Tylko głowę przytuliłam do poduszki, zasnęłam ...
Poranek obudził się przepiękny, za oknem samochodu, przesuwały się jakieś cienie, to pasterze przepędzali swoje stado na "naszą" łąkę, a potem wracali. Mówili coś do nas, uśmiechali się, ale zrozum tu człowieku ten niechrześcijański język, odpowiedzieliśmy tym samym, rozkładając szeroko ręce: Nie rozumiemy!


Oddalają się do swojej koliby, starsze kobiety z długimi kijami, szczuplutkie, żylaste, nadążyć za nimi byłoby ciężko, został tylko pies, który z równym entuzjazmem zjadł kawałek kiełbasy, jak i sernika z malinami. A ten krzyżyk to kolejna ofiara wypadku, takich przemnóstwo przy drogach, bo rzeczywiście jeżdżą jak wariaci, ryzykancko ...


A dużo poniżej, w miejscowości Ranca, buduje się górski ośrodek, narciarski też, bo stał wyciąg z tej strony gór, jak tu w zimie dojechać tą wstążeczką asfaltu, przyklejoną do przepaścistego zbocza, bez barier ochronnych?
Zawróciliśmy w góry, wysoko na Urdele, wczoraj mało widzieliśmy, bo szły chmury i było ciemnawo, a dzisiejszy poranek przepiękny ...


... tylko patrzeć ...


... omglone, głębokie doliny ...



Stado owiec z góry wygląda jak garść pestek dyni rzuconych na strome zbocze ...


Górskie jeziorko cudnej urody, wypływa z niego potok, który potem wije się przez całą dolinę, z góry strach pochylić się nad przepaścią, żeby zrobić mu zdjęcie ...


Czyją ręką namalowany jest ten obraz? chwilami wydają się te góry nierealne ...


A ja cały czas piję herbatkę, w takich okolicznościach przyrody ...


Już są poustawiane zakazy, nie wolno tak niszczyć połonin! żądni wrażeń offroadowcy mają w nosie przyrodę ...
Trawa na połoninach równiutko przystrzyżona przez owieczki, krowy, jest wypasana przez cały sezon, te górskie łąki mają zupełnie inny wygląd niż u nas ...


Ktoś ułożył kamyki na skale, jak w Himalajach ...


Zjeżdżamy w dół, opuszczamy te urokliwe miejsca, surowe w swym pięknie, do zbocza przytulony dom, ma piękną bryłę, dach pokryty ichnim gontem, aż żal, że tak niszczeje ...


Przez dolinę z maleńkimi osadami mkniemy dalej, potoki spiętrzone w jeziorka, domki wypoczynkowe nad nimi, senny poranek, nikt nigdzie się nie spieszy, można tu wypocząć, o ile ktoś poszukuje takich miejsc.
Z głównej drogi wjeżdżamy w następną trasę, Transfogarską, jedziemy przez maleńkie wioseczki, widzieliśmy wóz zaprzężony w woły, z jarzmem na rogach, i smagłych mieszkańców zbierających owoce leśne, jeżyna czarna obrodziła, dzika róża też. A w małych domach widać wpływy tureckie, okna w kształcie maleńkich minaretów, ozdobione, podcienie wsparte na kolumienkach, zupełnie inaczej niż u nas i chyba bieda. A może są szczęśliwsi, żyją prosto, jedzą prosto, zajmują się swoimi pracami ...


Droga przyczepiona do stromych zboczy ...


Momentami zamykałam oczy ze strachu ...


Na górze ruiny zamku, Drakula tu mieszkał, tak mówią ...


... potok płynie przez jakąś zmyślną ścianę, jak mur zamkowy.
Długo kręcimy brzegiem ogromnego zbiornika wodnego, a potem wjeżdżamy w Góry Fogarskie ...


Wysokie, groźne, strome ...


Droga przebiega pod takimi konstrukcjami betonowymi, płynie z nich woda, wyłapuje spadające skały ...


Widok z góry, wszędzie piknikujący Rumuni, lud koczowniczy, przez 5 dni zamknięci w domach ruszają w czasie wolnym na łono natury, aby chociaż zjeść posiłek na trawie ...


,... goszczą się przy grillach, robione są sałatki, przypiekane to i owo, mało jest wędrujących z plecakami. I wszędzie kręcą się psy, zawsze coś zostanie do zjedzenia, bo resztki wyrzucane są obok ...


Z ogromnej wysokości spada woda ...


,... taki widok fascynuje ...


Zakupiliśmy różne sery, wędzone i takie o smaku bryndzy, słone, na stoisku leżały białe płaty, myśleliśmy, że to naleśniki, a to jakoś przyprawiona skóra wieprzowa, pocięta w paseczki do skosztowania, nie odważyliśmy się ...


Tunel długości kilometra, zamykany na zimę wielkimi stalowymi wrotami, wykuty w skale, ale wewnątrz pokryty betonem,  wszędzie sącząca, kapiąca woda ...


... i już jesteśmy z drugiej strony góry, droga opada zakosami w dół ...


Puszka od coca coli kursuje w obie strony ...


Zaczynają napływać chmury, ale gdzieś szybko wiatr je rozwiewa ...


U podnóża stacja kolejki, w tle znowu wodospad spada ze ściany ...
Byliśmy już głodni, stały wszędzie stoiska z jedzeniem, zaintrygowało mnie, co to jest ...


Nawijali białe płaty na takie stożki, potem grillowali, myśleliśmy, że to może jakieś mięso a może skórki wieprzowe? Ktoś podszedł, kupił, zaczął jeść, kupiliśmy i my, a to płaty ciasta na słodko, posypane cukrem i opiekane na ogniu, cukier karmelizował się, ciasto rumieniło i było to pyszne.


Zjechaliśmy na równinę, ostatnie spojrzenie na góry i czas wracać, trzeba dojechać bliżej granicy i noclegu poszukać ...


Misteczka, osady są oplątane siecią kabli,wzdłuż ulicy, w poprzek, w słońcu lśnią jak pajęczyny ...


Drżyj, Ameryko, pod bokiem wyrasta ci młoda konkurencja!
Wieczorny posiłek, w tle melodyjne dźwięki, to cykady. Tak jechaliśmy, jechaliśmy, aż zajechaliśmy na Węgry przed pólnocą, nocleg w samochodzie nad zbiornikiem wodnym, poranek znowu słoneczny, wstawaliśmy przed 6, tak jak w domu, i dalej  w drogę ...


Śniadanie przy polu prosa, u nas chyba nie sieje się już tego zboża ...


... a na polnej, piaszczystej drodze kwiatuszki, które my sadzimy w ogródkach.
W Tokaju zahaczamy o piwniczkę, jak nie kupić wina w zagłębiu winnym? Słowacja, wybraliśmy drogę na Medzilaborce, to miasteczko od Andy Warhola. Po drodze Krasny Brod,  ruiny monastyru bazylianów, zatrzymaliśmy się rozprostować nogi ...



... a obok wybudowany nowiuśki, kolorowy klasztor ...


... niczym zakłady Gerbera.
Przez Palotę, i już Beskid Niski, przez Cisną do Przysłupia na pstrąga smażonego, w oddali Smerek ...


Ostatnie letnie dni, duży ruch na obwodnicy. Po drodze wstąpiliśmy do naszej chatki na Pogórzu, był tam syn ze znajomymi, zabraliśmy nasze psy i do domu. Gutek pod naszą nieobecność dostał obróżkę z dzwoneczkiem, żeby ptaki odstraszać, i inne zwierzęta też, słychać go, jak łazi po ogrodzie.
Byliśmy mocno zmęczeni, sen przyszedł nie wiadomo kiedy, a pod powiekami obraz tamtych gór, wrócimy tam na pewno, to było rozpoznanie terenu. Pokonaliśmy te góry samochodem osobowym, osłuchaliśmy się piosenek z zaśpiewem tureckim, usiłowaliśmy zrozumieć, co mówią w radio i do nas, ale nijak nam to wychodziło, a  na początku obawiałam się, czy przejedziemy? ale nie jest źle, jeśliby ktoś chciał pojechać, to nie musi być 4x4.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za ciepłe słowa, słoneczka dużo życzę, i grzybów, pa.