I co było z tym zrobić?
Wyjazd! okoliczności sprzyjały, pogoda jako-tako, zachmurzone, zamglone, ale może wiatry przewieją?
Kolega pożyczył nam mapy, trochę poczytaliśmy w internecie i wyruszyliśmy po raz pierwszy na stronę ukraińską, dopiero uczyłam się tamtych stron, pasm, szczytów, dojazdów, skąd, dokąd?
Nie ma przelicznika kilometrów na czas, drogi bardzo dziurawe, tak, że podróż przeciąga się mocno w czasie.
Na pierwszy rzut wybraliśmy Gorgany, a konkretnie miejscowość Bystrica, a dawniej polska Rafajłowa.
Chcieliśmy wydostać się na Przełęcz Legionów, gdzie pomiędzy szczytem Taupiszyrka a Połoniną Czarną legioniści wybudowali w październiku 1914 roku, w ciągu 53 godzin, trasę z 14 mostów i wielu rusztowań, co pozwoliło przeprowadzić siły uderzeniowe przeciwko wojskom rosyjskim.
Na Przełęczy krzyż z napisem:
Młodzieży polska, patrz na ten krzyż!
Legiony polskie dźwignęły go wzwyż
Przechodząc góry, lasy i wały
Do Ciebie, Polsko i dla Twojej chwały!
a po zakarpackiej stronie, godzinę drogi stąd cmentarz poległych legionistów ...
Tam chcieliśmy ...
Wzdłuż drogi prowadzącej do Bystrzycy takie drewniane sadyby, porozrzucane wysoko po zboczach, drewniane ogrodzenia, gdzie pasie się różnej maści bydełko ...
Pogoda bardzo niepewna, chmury wiszą nisko, mgła nie pozwala zobaczyć za wiele ...
Drogą rozrytą przez pojazdy leśne posuwaliśmy się powolutku do przodu, obok płynie Bystrzyca ...
Wody już mętne, bo wyżej zaczęło padać, deszcz spływał w koleiny coraz głębsze, błotniście, a my sami. Zawróciliśmy, co poczniemy bez pomocy? na takie wyprawy najlepiej w kilka samochodów, a my oczywiście tylko "pomacać" teren.
Żal nam było, ale rozsądek wziął górę, chyba było już niedaleko, bo droga zaczęła się wznosić mocno, poczekamy do następnego lata.
Z powrotem tą dziurawą drogą do większej miejscowości noclegu poszukać, do Jaremczy, potem Worochty, matko! jakie historyczne nazwy! ostatecznie wylądowaliśmy w Tatarowie, między nimi.
Przystojny Hucuł zaprosił nas na gorące jedzenie, a za ścianą były noclegi, bardzo to wygodne, a my byliśmy trochę niewyspani, bo o północy była pobudka.
Rozpadało się na dobre, co będzie jutro?
Ranek zachmurzony, mglisty ...
Po drodze cerkiew o bardzo błyszczących kopułach, nawet zastanawialiśmy się, co to za blacha, że tak błyszczy, jest złota, srebrna, a nawet niebieska. I zauważyliśmy pierwszych, wędrujących turystów, zdjęcia zza szyby "czołgu" trochę zamazane ...
Celem dzisiejszym jest Howerla, najwyższy szczyt Czarnohory i Ukrainy, 2058 m n.p.m.
Brama parku, trzeba się zarejestrować, wykupić wstęp, zapisy, podpisy, szlabany, pięciokrotne sprawdzanie, nawet paszporty i wreszcie można podjechać 8 km na Zaroślaka, to ichnia tzw. turbaza, dla
sportowców, a przy okazji dogodne wyjście na szczyt, to na zdjęciu powyżej.
Rozłożyły się kramy z rękodzielnictwem, kawą, piwem, suszoną rybą, kwasem chlebowym, miodem i
grzybami, obok obiekt z lat 70-tych, paskudny ... właśnie ta turbaza ...
Początek szlaku, węźlaste korzenie świerków, przez cały las, niebezpieczne, bo śliskie.
U dołu pieni się Prut, pod Howerlą znajdują się jego źródła.
Wśród mijających nas turystów często słyszeliśmy ŁYŻNIKI i uśmiech, no i przypomniało mi się z lekcji rosyjskiego, że to narciarze. Tak, mieliśmy kijki, a nie było nart ...
Ponad granicą lasów mgły, może chmury raczej ...
... i nic nie widać, tylko ostro do góry, bardzo ostro ...
Howerla, z rumuńska - hovirla, góra trudna do przejścia ...
Trawki fotografowałam, jałowce, kosodrzewinę, bo blisko, dalej nie było nic widać ...
Przedzieraliśmy się wąską ścieżką, wśród mokrych zarośli, przez moment odsłoniły się góry ...
Po tym ostry podejściu myśleliśmy, że to już ....
Ale to była Mała Howerla, ta właściwa jeszcze sporo przed nami ...
Katujemy się więc dalej do góry, inni już schodzą, ci, co przyszli z drugiej strony ...
Na samej górze krzyż z tabliczką, w 5-tą rocznicę powstania Ukrainy ...
... i nasz przedwojenny kamień graniczny polsko-czechosłowacki, takie kamienie wyznaczają starą granicą na połoninach aż na Popa Iwana ...
,.. wysmarowany na wszelkie możliwe sposoby obelisk ...
,... tryzub na marmurze. Co niektórzy śpiewają patriotyczne pieśni, robią zdjęcia z flagą, wykrzykują rozmaite hasła ...
,... zostawiają po sobie wszędzie ślady konsumpcji rozmaitej. Znowu wiatr troszeczkę przewiał chmury, ukazał się Pietros ...
Za chwilę świat zniknął znowu ...
Na samej górze kręcą się dwa psy, wychodzą z grupą na szczyt, jedzą bardzo wybrednie, bez chleba, sierść błyszcząca, potem z ostatnimi schodzą do bazy. Ten tutaj zmęczony, oczy mu leciały i zasnął ...
A tu człowiek wszedł ze swoim psem ... bez smyczy ... bez kagańca ...
Trzeba wracać, nogi zmęczone, a tu teraz ostro w dół ...
Zrobiłam z boku zdjęcie, żeby było widać nachylenie ...
O! tutaj już nie mówili na nas "łyżniki", tylko zazdrościli nam naszych kijków i pytali, skąd mamy takie "pałki", z nimi o wiele łatwiej się schodzi ... wychodzi także ...
... szlak "modry" biegnie prosto do góry, bez jednego zakosu, no, można wypluć płuca. Chyba dobrze, że były chmury i nie było widać, co nas czeka ... to widok z dołu, z granicy lasów, 800 metrów różnicy poziomów ...
Spod Howerli wypływa Prut i kaskadami spada w dół ...
Poniżej chmur odsłoniły się góry w oddali ...
Przy dobrej widoczności widać Gorgany, i pasmo Świdowca, i stronę rumuńską, my nie mieliśmy tego szczęścia, ale i tak dobrze, że nie lało.
Zanim weszliśmy do lasu, obejrzeliśmy się za siebie, już chmura przysłaniała szczyt ...
Najfajniejsze są proste sposoby, tu źródełko złapane w drewniane korytko, można pić krystaliczną wodę ...
Sesję miałam, zapozowało się, ha, ha ...
A na dole, na Zaroślaku słońce prześwietliło starą puszczę karpacką, podłoże otulone miękkim mchem, grzyby tam rosły jak pniaki, babuszki na przydomowych straganach wynosiły pełne kosze czerwonych kozaków, prawdziwków jak malowanie, suszonych, marynowanych, aż oko rwało przy naszym nieurodzaju.
Na straganach huculskie torby na ramię, ozdobione krajką, haftowany motyw na środku, też sobie taką kazałam, a jakże!
Nawet fartuszek do kuchni ...
Tą tabliczkę zobaczyłam dopiero po zejściu z Howerli, czy można te 4,1km iść grubo ponad 2 godziny?
Ano można, i to tak prawie na czworakach ...
Już na powrocie z drugiej strony takie widoki się odsłoniły ...
Wyobrażam sobie te góry przy dobrej widoczności ...
Zaczyna się powolutku ściemniać ...
W przydrożnej karczmie zjedliśmy bardzo tanio pyszny bogracz, a za chwilkę drogowskaz zaprowadził nas do jakiegoś przytulnego hoteliku, poza sezonem ludzi nie ma, cisza. Po wyprawie oczy same zamykały się ze zmęczenia ...
Jutro trzeba zbierać się w drogę powrotną ... cdn....
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za ciepłe słowa, pewnie powtarzam się w każdym wpisie, ale coż można innego wymyśleć? Dzięki ...
![]() | ||
| Taki totem stoi po Howerlą, myślałam, że to coś poważnego, a to na kiju znaczącym szlak praktycznie same śmieci |

























































