niedziela, 5 kwietnia 2020

O czwartej nad ranem ...

... ale nie będzie to tekst o bluesie SDM-u:-)
Wstałam o tej ciemnej jeszcze porze, bo coś kiepsko śpię ostatnio, nawet spokój Pogórza nie pomaga.
Jak wstałam ja, to i ze mną psy wyraziły chęć wyjścia na podwórze. Przygotowałam im miski, wystawiłam na taras i zatrzymałam się na chwilę. Z lasu poniżej drogi, znad Makówki rozległo się dziwne szczekanie z wyciem... co te psy z Makowej tak szczekają, ale coś za blisko, może przejechał pojazd na syrenie? psy tak reagują na dźwięk syreny, wyją jak potępione. Ucichło, za chwilę znowu mrożące krew w żyłach wycie, najpierw jeden głos, potem dołączyły następne ... auuuu, auuuuu i znowu cisza. Stałam na tarasie i nasłuchiwałam, znowu to wycie, ale coraz bliżej ... do licha, przecież to wilki, a myślałam, że one wyją tylko w zimie, w największe mrozy:-)


Zjeżyły mi się włosy na karku ze strachu, zagarnęłam psy do chatki, a wczoraj rozmawiałam z Anią od storczyków. Ponoć wokół wioseczki krążą wilki, ktoś widział z okna domu 3 sztuki, zaginął im pies, kuternogi Paździocha nie widać u nas, a zawsze przychodził coś przekąsić. Przecież nie tak dawno na śniegu widzieliśmy mnóstwo świeżych tropów, wilki są w okolicy, ale żeby tak blisko chatki ... za pół godziny wyszłam znowu, nic, cisza, pewnie przeniosły się gdzieś dalej.
A kiedy znowu wyjrzałam na taras już o świcie, strach zmniejszył się, ptaki rozpoczęły koncert i świat wokół wydawał się o wiele przyjaźniejszy.


Oprócz tego Ania powiedziała mi, że w okolicy Kanasina ktoś z jej znajomych widział niedźwiedzicę z dwójką młodych. To, że jest tam niedźwiedź, to wiedzieliśmy, a teraz doszło jeszcze potomstwo, będzie spore zagęszczenie.
Boję się o psy, ale jak je utrzymać na podwórzu, Mima jeszcze trzyma się obejścia, ale Amik to włóczykij.



Skoro wstałam tak wcześnie, to wzięłam się za ciastka amoniaczki, maczane w białku i cukrze, zanim mąż obudził się, w chatce pachniało już wanilią:-)


Trochę było za zimno, żeby od rana brać się za prace w obejściu, więc kręciliśmy się po okolicy autem. Nad Wiarem w Trójcy wypatrzyliśmy rozłamaną ogromną wierzbę, w środku wypróchniałą. Takie próchno jest potrzebne do odymiania pszczół podkurzaczem, nazbieraliśmy cały worek, wystarczy na dłuższy czas. Nad dolinami krążą orliki, ptactwo w zalotach, nawet kowalik wyszykował już dziuplę dla swojej wybranki i wydziera się teraz na czubkach drzew, usiłując ją zwabić ... elegancko wylepiona, o średnicy nie pozwalającej obcym wejść do niej.
Szpaki przymierzają się do budek z pni, które zawiesiliśmy w zeszłym roku.


Nocne mrozy na otwartej przestrzeni zwarzyły zawilce, białe kwiatki pożółkły, w zaciszu lasu czy głębokim jarze uchowały się w dobrej kondycji ...


Kiedy uspokoił się zimny wiatr, w słońcu było całkiem przyjemnie.
Ludziom ciężko wytrzymać w domu, do lasu nie wolno, ale łąkami można wędrować:-) dwójka rowerzystów wybrała się na Kopystańkę, ze sporym utrudnieniem pokonując od naszej strony "zapotoczne" łąki. Dwójka innych turystów poszła również łąkami w tamtym kierunku ... siedzieliśmy z mężem w zaciszu, pod ciepłą ścianą chatki i obserwowaliśmy ich szybki marsz pod górę ... oo! to młodzi ludzie, my zrobilibyśmy już ze trzy przystanki:-)
Trochę przesadzałam zioła, trochę wyciągałam chwasty z grządek, wynosząc je na kompostownik. Ma być cieplej, a przede mną mnóstwo przyjemnych zajęć w obejściu, wtedy człowiek zapomina o czyhającym niebezpieczeństwie.
Trochę zdjęć zza szyby auta ...






Lubimy zrobić sobie wycieczkę na powrocie do domu, nadkładając drogi aż pod Dynów.
Pod koniec zeszłego roku otwarto nowy most na Sanie na trasie Sielnica-Słonne, ależ ładna droga ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, trzymajcie się zdrowo, pa!





niedziela, 29 marca 2020

Złocisty skarb natury ...

Dane nam było pojechać w ten weekend na Pogórze.
Trzeba było zajrzeć do pszczół. Obawiałam się, że może przez zimę gryzonie przegryzły folię, uciekła woda z torfowiska i pszczoły nie mają wody. Z obawą zbliżyliśmy się w pobliże uli, na szczęście torfowisko przetrwało w nienaruszonym stanie, wilgotne, a w mchu pszczoły pobierały wodę, a to znaczy, że matki czerwią. Zresztą pszczoły wracały do ula obładowane złotym pyłkiem, wokół brzęk na cebulicach i miodunkach, a w sąsiedztwie kwitnąca wierzba.
Dla bezpieczeństwa w czasie suszy przeciągnęliśmy 1000-litrowy zbiornik w pobliże, napełniliśmy wodą, która skapuje powoli na deseczkę i spływa do torfowiska.
To była droga przez mękę, z pięcioma przystankami, bo my słabi, spoceni, żeby tylko wiatr nie owiał, ale zadowolenie z wykonanej roboty jest:-)


Pięknie ten zbiornik nie wygląda, ale mam zamiar obsadzić go różnymi kwitnącymi pnączami i trochę przysłonić.


Przez to moje choróbsko okropnie zbrzydły mi apteczne syropy, przypomniałam sobie o ziołowych cukierkowych tabletkach "Tymianek i Podbiał". A może można zrobić syrop z podobnych składników, przecież teraz kwitnie podbiał, tymianek dam suszony z torebki. I rzeczywiście, w necie jest mnóstwo przepisów, z dodatkiem cukru, miodu, macierzanki, alkoholowe nastawy dra Różańskiego. Wybrałam ten przepis, który pozwala już w następny dzień używać go, a więc pogotować na wolnym ogniu zmieszany podbiał z tymiankiem, potem odcedzić, dodać miód, zagotować i gotowe do spożycia. Dobry specjał, smakowity, aromatyczny, nawet dzieciaki chętnie używają:-)


Podbiał bardzo lubi nieużytki, miejsca rumoszowate, ruderalne, świeżo wzruszone, znaleźliśmy takie   na trasie budowy gazociągu, z dala od drogi. W pobliżu szumiał bystry strumyk, na wysokiej skarpie widać było zabudowania dawnego folwarku. Mąż za bardzo nie lubi mojego zbieractwa, bo ja mam dużo cierpliwości, mogłabym tam siedzieć i zbierać, i zbierać. W tych odgłosach przyrody, kląskaniu ptaków, w specyficznym jakby żywicznym zapachu rozkwitłego podbiału ... a dużo jeszcze trzeba? a może już wystarczy?


Przepędziłam go, żeby mi nie przeszkadzał ... idź, zobacz na te zabudowania, może coś ciekawego!
Wrócił zachwycony ... wiesz, jakie to miejsce? jaka solidna konstrukcja budynków! duże wypłaszczenie, z drogi nie widać ... gdybyśmy byli młodsi i mieli dużo pieniędzy, kupilibyśmy to, po remoncie byłoby piękne agro:-)
Skarpy przy starych wiejskich drogach niebieszczą się od przylaszczek, przecudny widok ...



Zrobiliśmy odwrotną pętelkę doliną Jamninki, nad Wiarem i w lesie zielono od czosnku niedźwiedziego ...



Naród zamknięty w domach potrzebuje słońca, ruchu, w zakolu rzeki rozłożyła się młoda rodzinka z dziećmi. Chłodno, oni w kurtkach, na kocyku piknikowym, termos z herbatą, kanapki w koszyku, dzieci rzucają kamyki do wody i mają dużo frajdy. Inni na rowerach, jeszcze inni na spacerze w lesie ... to mieszkańcy miasta, wieś ma swoje zajęcia w polu, na podwórku, w ogrodzie, więc tak źle nie odczuwa kwarantanny.
W wolnej chwili upiekłam ciasteczka z "topionego" ciasta, z marmoladą z derenia i róży, domownicy lubią, zwłaszcza ci mali.


Pod naszą nieobecność podwórze zaniebieszczyło się rozkwitłą cebulicą, gdzieniegdzie złoć ...



Wycieczkę w słowackie Bukovske Vrchy, na ciemiernikowe łąki musi zastąpić mój ogrodowy ciemiernik ...


... rumuńskie wyprawy pozostaną w sferze marzeń ... a miały być dzikie piwonie w Transylwanii ...


... i w górach Macin ...


Mam to szczęście, że mieszkam z wnukami. Wytoczono ciężkie działa do obrony:-)


Wyobrażam sobie tęsknotę dziadków, którzy są pozbawieni kontaktów z rodziną i bardzo im współczuję, ten mały podstępny wróg zdemolował nasze życie.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, słowa otuchy, bądźcie zdrowi, pa!





czwartek, 26 marca 2020

W trzecim tygodniu ...

... wychynęliśmy z naszego akwarium na świat, który nie był już taki sam, i już chyba nie będzie.
Dlaczego z akwarium?


Tak już pozostało z poprzednich lat, że kiedy pokazuję akwarium, czyli temat zastępczy, to znaczy że męczy mnie choroba i muszę zostać w domu:-)


Dopadła nas ciężka grypa, takiej jeszcze nie doświadczyliśmy. Kiedy spojrzałam w lustro, popatrzyła na mnie blada twarz o podkrążonych oczach, zapadniętych policzkach, a pieczołowicie wyhodowana oponka gdzieś zniknęła, Powoli wracamy do świata żywych, najgorszy jest brak sił, ani czytać, ani pisać, ani chodzić gdzieś dalej, wybaczcie moją nieobecność na Waszych blogach.


O wędrówkach na razie można pomarzyć, co najwyżej pogrzać w słońcu stare kości na ławeczce przy ciepłej ścianie chatki.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za przyjazną obecność, pozostawione słowa, zdrowia przede wszystkim życzę i dużo optymizmu, wszystkiego dobrego, pa!

poniedziałek, 9 marca 2020

Po drugiej stronie Makówki ...

Gdyby tak spojrzeć z góry na dopływy naszego potoku, to układają się jak unerwienie liścia. Zazwyczaj niezbyt długie, nawet nie kręte, wypływają ze zboczy wzniesień na zalesionym terenie, płyną głębokimi jarami, wpadają do Gruszowskiego, a z nim do Wiaru.
Najbliżej nam do Makówki, potoku, którego to nazwa kojarzy się z położoną poniżej Makową, to najdalej do niego docieraliśmy lasem, szukając rydzów czy borowików nad samym brzegiem.
Kiedyś poszukałam jego źródeł ... odgrzebałam zasypany listowiem i zmurszałymi gałęziami wypływ wody z gliniastej ściany, popłynęła krystaliczna woda ...


Tak sobie pomyśleliśmy sobotnim rankiem, że tym razem przeszukamy las za Makówką, nigdy tam nie byliśmy, zrobimy kółko i wrócimy do chatki. Ranek obudził się prześliczny, zanim słońce dotknęło promieniami łąk za potokiem, ptactwo urządziło sobie niezły koncert. Trochę słuchałam ich, jak wyniosłam psie miski, zmarzłam jednak na tarasie, więc uchyliłam okna.


Wyraźnie widać szybko przesuwającą się granicę światła i cienia, tak samo w kierunku Kopystańki.


Słońce długo nie świeciło, już widać zbierające się chmury na niebie, ale co nam to przeszkadzało?
Będziemy blisko chatki, nawet jak przyjdzie deszcz, to wrócimy do ciepłego pieca. Jakoś ostatnio nie chce nam się ruszać dalej autem, więc penetrujemy najbliższe okolice, jakże ciekawe.
Znowu wcześniej zebraliśmy się na wędrówkę, wyszliśmy na drogę sąsiednim polem, żeby oszukać psy, bo wypatrywały z okna:-) a przekroczywszy drogę, poszliśmy łąkami na południe.
Czasami warto odwrócić się za siebie ...


Jeszcze widać sąsiedzkie gospodarstwo, nasza chatka skryła się poniżej, a w oddali okazała królowa Pogórza. Kluczyliśmy różnymi zagajnikami, jedne bardziej zarośnięte, inne przetrzebione, ale generalnie bardzo mokro, z ziemi każdym porem sączyła się woda, gdzieś wyżej wybijały okresowe źródełka, które potem wyschną. Przed nami otworzył się widok na kalwaryjskie wzgórze ...


W miejscu, które mieszkańcy nazywają Dwa Lasy, skręciliśmy na zachód miedzy stare drzewa. Zapachniało zbutwiałymi liśćmi, wilczomlecze wypuściły młode odrosty, gdzieś zaniebieszczyły miodunki i cebulice, a jaskrawą żółcią zaświecił podbiał i jakiś dziwny grzyb ...





Schodziliśmy lasem coraz niżej i niżej, mnóstwo leżących połamanych drzew, pni i gałęzi, których nikt tu nie sprząta, niby blisko wsi, a dziko ...


Miedzy drzewami otworzył się kolejny widok, tym razem na Makową ...


Wyszliśmy na otwartą przestrzeń, jakby wypłaszczenie, jeszcze niedawno rosły tu krzaki, ale teren został uporządkowany, krzaki wycięte, tym samym można bardzo miło posiedzieć w słońcu. Nie schodziliśmy do samej wsi, ale znowu łąkami zakrążyliśmy nad stromy brzeg potoku ... z widokami ...




... potem znowu wyżej, w miejsce, gdzie jakby osuwała się ziemia.
Znowu wszędzie ciurkały strumyczki wody wypływające nie wiadomo skąd, teren grząski, dziurawy, jakby aktywny, że można osunąć się razem z nim ...



Znowu weszliśmy w las, kolczaste drapaczyska łapały nas za nogi, sznurowadła od butów, kolczaste zarośla broniły dostępu, ciężko się szło ... czasami w krzakach zaróżowił się rozkwitły wawrzynek wilczełyko ...


Z doliny słychać było szum płynącej wody, może po kaskadach z kamieni, może po pniach drzew, ale słychać było wyraźnie ... to miejsce nazywają Popowa Dolina, kiedyś, kiedy szukaliśmy ziemi do kupienia, proponowano nam tutaj pole:-)


Zanim dotarliśmy od południa nad brzeg Makówki, drogę przegrodził nam jeszcze jeden głęboki jar, którego nie znaliśmy. Nad brzegiem całe łany przebiśniegów, nieśmiałe przylaszczki ...




... dnem płynęła, i owszem, woda, ale pełno białego, drobnego rumoszu wapiennego.
A kiedy przyszliśmy nad brzeg Makówki, zapomnieliśmy się ... gdzie nasz rydzowy las? jedno wielkie pobojowisko, ogromne pniaki po wyciętych olbrzymach, stosy gałęzi, plątanina, że nie można przejść, to strasznie przygnębiające ... to zbrodnia na naturze, czy ktoś odpowie za ten rabunek? ... dlatego widzę światła z Makowej, nie ma drzew ...
Bardzo zmęczeni wróciliśmy do chatki, niby niedaleko, ale ciężko się chodziło ... ogromnie się sterało Dziadostwo wędrówką:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, przede wszystkim zdrowia życzę, pa!