Trwa przeplatanka, kończy się niedziela, zaczyna świętowanie, kończy się świętowanie, przychodzi niedziela. I tak jeden tydzień, potem drugi tydzień, wszystko pracuje na pół gwizdka, urzędy jedne działają, inne nie, szkoły jedne otwarte, inne nie W końcu ludzie są już tak zmęczeni, że ufff! z ulgą witają normalny rytm życia:-)
Krążyliśmy i my, między domem "stacjonarnym" a Pogórzem, wybierając różne warianty dojazdowe.
Aby było i dłużej, i ładniej, w końcu gdzie się śpieszyć?
Odwilż zabrała na nizinach śnieg, było go trochę więcej w górach.
Pogoda też w kratkę, raz mokro, raz sypało śniegiem, a na niebie rozgrywały się spektakle z chmurami w roli główne j ...
Bywały i zachody słońca, że trudno przejść obojętnie. Zwłaszcza, że ma się takie widoki na wprost okna i zmiany następują z każdą chwilą. Trzeba by ustawić aparat fotograficzny na statywie, włączyć mu jakiś automat czasowy, a potem z tych zdjęć zmontować filmik ... jak u braci Kłysewiczów:-)
Męczyło mnie jakieś paskudne przeziębienie, męczy mnie jeszcze i dziś, ale trudno było wysiedzieć cały dzień w chatce. Ruszaliśmy więc w objazd po ładnych miejscach, bliższych i dalszych, w słońcu ...
.... i w śnieżnej zawiei ...
Szaleństwa nocy sylwestrowej dotarły do mnie w odgłosach lekkiego pukania gdzieś w oddali, zachodni wicher zabierał huk wystrzałów fajerwerków i niósł je daleko, na Ukrainę, a może mi się tylko śniło?
W Woli Węgierskiej tuż przy drodze zauważyłam zjawisko doskonałej symbiozy:-)
W wypróchniałym pniu wierzby urosła całkiem spora brzózka. Chyba zbytnio nie ma się czego chwycić korzeniami, więc ciężar pnia przechyla ją coraz bardziej do ziemi, ale korona drzewka wznosi się do góry. I tak trwają sobie, trochę jak ciekawostka:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!
P.s. Nie mogłam się oprzeć ... moja mała ojczyzna ...