środa, 11 lipca 2018

Zamiast lepienia garnków - Julin ...


W niedzielę, w Medyni Głogowskiej odbywał się jarmark sztuki garncarskiej.
Już w zeszłym roku obiecałam sobie, że to ostatni raz, bo mieliśmy sobie dokupić gliniane koguciki do chatki. Więcej tu nie przyjedziemy.
No i skusił nas diabeł, i pojechaliśmy po południu ... mnóstwo ludzi, nagłośnienie takie, że w mózgu dudni, ani słowa zamienić. Mąż zjadł pajdę chleba z ogórkiem, ja z tatarskich potraw - czeburieka, kupiliśmy chlebek, obeszliśmy stragany i nawrotka do domu.
Ha! i zostałam napomniana z uśmiechem ... żadnych skorup i koszyków:-)
Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia i tym razem to już chyba ostatni raz byliśmy u garncarzy.
Po drodze przypomniało mi się, że Krystynka-Pellegrina z "Mojej chatty skraja" ... opisywała kiedyś to miejsce, pokazywała zdjęcia ... I rzeczywiście, był drogowskaz - Julin Pałac Myśliwski 6km.
Jeszcze w drodze spotkała nas śmieszna przygoda z gps, bo stale wpisywałam Julinek, no i wyświetlało mi trasę w okolice Warszawy. Dopiero gdy zobaczyłam drogowskaz, uprzytomniłam sobie, że przecież źle wpisywałam nazwę:-)
Do celu wiodła nas niezwykła aleja ...


Sympatyczny parking, ludzie na rowerach, wiodą tędy szlaki turystyczne. Wejściówka 1zł.
Na prawo od wejścia urokliwy budynek, tam mąż uiścił wejściówkę.


Rozległy plac ze starymi dębami, lipami, licha trawa ... jak może być inaczej, skoro tu same piaski.



Sam pałacyk myśliwski w drewnie. Ozdobiony balkonami, wspartymi na ozdobnościach, takież okna, słupy ... szyby w oknach stare. Kiedy spojrzałam pod kątem, widać było zafalowania, drobne pęcherzyki powietrza, inne niedoskonałości ... stare szyby mają charakter:-)


Pałacyk myśliwski został zbudowany w 1880 roku dla Romana Potockiego z bali jodły, sosny i świerku w stylu tyrolsko-szwajcarskim. Więcej można poczytać tutaj ...
Chodziliśmy sobie dookoła budynku, gdzieś tam na ławeczkach odpoczywali pojedynczy turyści, a my zachwycaliśmy się detalami ...




- Zobacz, skrobaczka do butów! kiedyś były przy każdym wejściu! -



A tu przez zamknięte okno zerknęliśmy do środka sieni ... parkiet, schody wiodące z holu w obie strony, nad nimi herb rodu Potockich - Pilawa ...


Właściciele spędzali tutaj sierpień, do południa polowanie, wieczorem bale. W jednym z okien zarysy kominka z ozdobnych kafli, zdjęcia nie sposób zrobić przez szybę z ukosa ...
Po wojnie właściciele zmieniali się jak w kalejdoskopie, m.in. był tu ośrodek sportu i turystyki ...


Pusty, zniszczony basen ... mąż obejrzał się dookoła ... Wiesz co, ja tu byłem, przywieźli nas tu kiedyś na treningi. Zawsze w klasie sportowej, od podstawówki, włóczyli ich po różnych zgrupowaniach po całej Polsce, a było to bardzo dawno:-)


- Zobacz, jakie umywalnie kiedyś były na koloniach, obozach, jakoś nikt nie zachorował! - wyczułam nutkę tęsknoty za minionym:-)
Tuż przy wyjściu, pod stareńkim dębem znaleźliśmy borowika.
- Hej, macie tu prawdziwka! - krzyknął mąż do stróża.
- E! Jemu to można tylko zdjęcie zrobić, na pewno robaczywy jak i wszystkie! -
Więc zrobiłam mu zdjęcie ku pamięci, okaz jak się patrzy:-)


Wiecie, co jest najbardziej smutne w tym wszystkim?
Że obiekt jest pustostanem oczekującym na remont, że nie ma funduszy. Dobrze, że jest stróż, który pilnuje i nie pozwala, aby dewastowano pozostawione dobra. Przy budzie pies, który naszczekuje, aby zwrócono na niego uwagę.
Jeszcze kapliczka przy stadninie koni ...


Tu można poczytać o jej historii.
Przy okazji, na tych piaskach znalazłam ciekawe roślinki, niebiesko kwitnące, drobniutkie cudeńka ...




To jasieniec piaskowy, z dzwonkowatych. A już jak jechaliśmy obwodnicą Leżajska, na skarpach drogi rosły całe kępy jasieńca, dla mnie to niezwykły widok.
A co na Pogórzu?
Przebudowują nam przejazd na Wiarze ...






Przy niskich stanach woda będzie płynąć przez otwory betonowych nakładek, a jak wysoka - to wierzchem ... a jak będzie niosła konary, tafle lodowe, całe drzewa? Woda jest nieobliczalna jak każdy żywioł, zobaczymy w praniu:-)



Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję, że zaglądacie, zostawiacie ślad, bywajcie w zdrowiu, pa!


10 komentarzy:

Krzysztof Szady pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Krzysztof Szady pisze...

Marysiu!

Ach! ten piękny motylek....

A Witek dalej tęskni za BŚ?... bo my za Pogórzem...

Pozdrawiamy gorąco - g. i k.

Patrycja P. pisze...

Aż mi się przykro zrobiło, gdy przeczytałam, że nie ma funduszy na remont tego pałacyku. Budynek wygląda na bardzo klimatyczny i szkoda by było, gdyby go tak pozostawiono. Ciekawa wycieczka, pozdrawiam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzyś, czemu zmieniłeś komentarz:-) właśnie po jego przeczytaniu dodałam motylka, bo najzwyczajniej zapomniałam o nim; Tak, tęskni, za BŚ, a może jeszcze bardziej za studenckim życiem:-) no, ale to se ne vrati:-) ha, Pogórze przyciąga jak magnes, teraz jestem w domu kilka dni i już tęsknię:-) pozdrawiam.

Patrycja, i my byliśmy w wielkim zdziwieniu, że taka baza została porzucona, wśród lasów, niedaleko zalew, a buduje się nowe koszmarki; to budynek, a raczej budynki z przyległościami, dlaczego konserwator zabytków na takie coś pozwala; doprawdy, szkoda wielka; jeszcze tam wrócimy:-) pozdrawiam.

Aleksandra pisze...

A ja myślałam, że tylko w moich stronach niszczeją pałace. Szkoda, że nie dbamy o takie perełki. Wydawane są pieniądze na nie wiadomo co, a materialna historia znika.

Krzysztof Gdula pisze...

Aleja faktycznie niezwykła, a łąka w kwiatach cudna.
Mario, widziałem w Sudetach wiele pałaców i pałacyków w ruinie, część z nich już się nie da uratować, nawet gdyby znalazł się chętny. Bo brakuje ich, czemu raczej się nie dziwię. Ten ładny drewniany pałacyk kupić i… co dalej? Mieszkać tam? Urządzić miejsca noclegowe dla turystów, a może elegancki hotel dla pragnących ciszy lub potrzebujących ustronnego miejsca na spotkanie? Tyle że takie miejsca już są, a w tym świecie wszystko musi zarabiać. A przynajmniej pokrywać koszt (tutaj niemały) swojego utrzymania.
No i w rezultacie ładne budynki niszczeją. Nie raz stałem przed sudeckim pałacem wyobrażając sobie jego wygląd po restauracji. My tylko tyle możemy zrobić, ci zamożni nie chcą i tego. Może zniechęceni przepisami i myślą o wymaganiach konserwatora zabytków? Bo u nas może on napsuć krwi.

Maciej Beskidnick pisze...

Szkoda miejsca, ale jest szansa że nie zmarnieje. W miejscach bardziej uczęszczanych turystycznie pewnie już powstał by tam pensjonat, a tak to niestety pewnie brak pomysłu, a jak pomysł jest to "biznes plan nie rokuje"...
Ale fajnie że je odwiedziliście i nam pokazałaś.

Ula Momot pisze...

Dziękuję za wycieczkę.Pięknie jest.

mania pisze...

Czy ten paź królowej siedzi na czarnuszce? :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

OLa, czas powojenny narobił tyle zła, pozwalając na niszczenie tylu wspaniałych obiektów, wielka szkoda, a i dziś po macoszemu je się traktuje, ciągle brakuje pieniędzy; widziałam ostatnio, na co wydawane są pieniądze, jeden kacyk z rządu wieziony w wielosamochodowej eskorcie, z pompą, spektakularnie, albo inna miejscowość sparaliżowana, bo gość z rządu przyjechał do pałacu na obiad; pozdrawiam.

Krzysztof, aleja modrzewiowa, las stary, cienisty, ale nie ponury; o, tak, Sudety szczególnie bogate w te architektoniczne perełki, prawie w każdej miejscowości; myślisz, że nie byłoby chętnych na spędzenie wypoczynku w miejscu cichym i odosobnionym zamiast w hałaśliwej, modnej miejscowości? być może wchodzą tutaj jeszcze kwestie majątkowe, sporne, toczące się sprawy byłych właścicieli, tylko czy oni mają pieniądze na kosztowny remont; niedaleko mnie Czartoryscy odzyskali posiadłość, idzie remont; tak, rachunek ekonomiczny jest najważniejszy; tak, konserwator zabytków, jak zauważyłam, działa nie tu, gdzie trzeba, widzieliśmy w sobotę starą cerkiew, w której zamontowano plastikowe okna ze złotymi szprosami; pozdrawiam.

Maciej, zielona szkoła, obóz jeździecki, kolonie, a nawet pensjonat, byle nie szło wszystko w ruinę, bo przecież budynki nieużywane, bez życia o wiele szybciej niszczeją; ech, te biznesplany; pozdrawiam.

Ula, bardzo mi miło, że zainteresowałam miejscem, jest tam niezwykle i pewnie wrócimy na jesień; pozdrawiam.

Maniu, tak, to czarnuszka, raz wysiałam na grządce i teraz sama co roku wysiewa się, nawet wśród marchewek i kapust:-) pozdrawiam.