Wreszcie polar został zrzucony z grzbietu precz, a my nieprzyzwyczajeni do takich temperatur chyba po raz pierwszy wyszliśmy na poranną kawę na taras.
- To gdzie mnie dzisiaj zabierzesz? - to mąż.
- Może pójdziemy na Kopystańkę? -
- Za gorąco. -
- To jedźmy do Zagórza, do ruin klasztoru, nigdy tam nie byliśmy - oświeciło mnie.
I w ten przecudny poranek ruszyliśmy do Zagórza, od lat młodości traktowanego po macoszemu, bo zawsze przejazdem. Czy to pociągiem, bo kiedyś jeździł takowy z Przemyśła przez Chyrów do Zagórza, czy to do Łupkowa albo gdzieś dalej w Beskid Niski.
Zanim dojechaliśmy na miejsce, skróciliśmy sobie jeszcze drogę do Birczy przez wzgórze Chomińskie, z nową wieżą widokową, a widoki "na świata cztery strony", jak śpiewa SDM.
Po zjeździe serpentynami ze Słonnego chcieliśmy jeszcze wyskoczyć na ruiny zamku Sobień, ale na parkingu zobaczyliśmy, że młodzi ludzie po zejściu z góry intensywnie wycierają buty o trawę, co niewiele im pomogło. - Co? błoto? - Ano błoto. - A to jedziemy dalej!
Cały czas miałam wrażenie, że ruiny klasztoru karmelitów znajdują się po drugiej stronie Osławy, no i jak tam dotrzeć, brodem? ale to tylko moje wyobrażenie, bo rzeka ładnie meandruje w dolinie i wcale nie trzeba jej było pokonywać wpław:-)
Wspięliśmy się na wzgórze drogą ze stacjami drogi krzyżowej, wszędzie świergot ptasi, pachniały jaśminy, świeżo skoszona trawa, a widoki takie wymyte, czyste i dalekie.
Z daleka wśród tej zieleni wyróżniała się skalna ściana dawnego kamieniołomu, a za nią pasmo Gór Słonnych ...
A oto i wyłoniły się zza zakrętu ruiny na wzgórzu. a odgłos pracujących koparek i ciężarówek wożących urobek znaczyły, że coś tam się dzieje budowlanego.
Budynek karmelu otaczają potężne mury obronne z otworami strzelniczymi, na ścianie zgrabnie umieszczony opis, jakby tu był od zawsze. Wspinający się po murze bluszcz dopełnił obrazu, ozdabiając go młodymi listkami, a także przez małe okienka przewijając się na druga stronę.
Jak z każdy takim miejscem, i z tym związana jest legenda, i jest zjawa, czyli duch mnicha, a w historii przewijają się i konfederaci barscy, i legendarny grób Nieczui.
Potężne stare mury budzą w człowieku respekt ...
Niektóre mury zabezpieczone położoną warstwą solidnego betonu, ale w mężu ciągle odzywa się dusza budowlańca i zerknąwszy z góry stwierdził ... powinni pozbyć się tej zieleni z murów, one robią najwięcej szkody.
Są tam i tajemnicze lochy, może krypty albo piwnice.
Wspięliśmy się po solidnych schodach na wieżę, stamtąd ładny widok na Zagórz ...
... i biało odcinająca się cerkiewką w Wielopolu ...
A u podnóża ruin bystro toczy swe wody Osława ...
Z góry doskonale widać chyba niedawno utworzony ogród klasztorny ...
... gdzie można przysiąść na ławce i podziwiać widoki, choćby pozostałości klasztoru w całej okazałości ...
Wróciliśmy na nasze Pogórze spokojniejszą drogą, bo zaczął się wariacki ruch.
Po raz pierwszy przejechaliśmy obwodnicą Sanoka, potem na północ i naszymi starymi utartymi szlakami przez Międzybrodzie, Tyrawy Solną i Wołoską, a potem przecinając Góry Sanocko-Turczańskie z ulgą przywitaliśmy chłodną chatkę ... i stęsknione psy:-)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo w komentarzu, bywajcie w zdrowiu, pa!