Jak nie pada, to zbiera się na deszcz, i tak codziennie.
Ziemia nasączona wodą jak gąbka, każdy ślad wyciska mokrość, w piwnicy woda po kostki, potok poniżej szumi jak szalony, rzeki wypełnione wodą do granic wytrzymałości, San przybrał 3 metry ...
Straszono nas czerwcową suszą i upałami, mamy sytuację zupełnie odwrotną, w polu nie wyschnie, a raczej zgnije od nadmiaru wody. Już widać pożółkłe rośliny w zastoiskach na polach, moja sałata też zgniła, a grządki są na pochyłości ... to będzie trudny rok.
Wczoraj w siąpiącym deszczy kończyłam koszenie sadu, taki kawałek za grządkami na stromym zboczu ... podagrycznik urósł jak krzew, grube łodygi, które trudno poddawały się żyłce kosy, a wysokie prawie jak ja:-)
A wracając do barowej pogody, to wykorzystujemy ten czas na pobliskie wycieczki, chociażby tylko zza szyb auta świat pooglądać.
Tym razem w sobotę ruszyliśmy na południe, nisko wiszące chmury obiecywały kolejną ulewę na popołudnie. Zatrzymaliśmy się w Krościenku przy cerkwi na wzgórzu, widocznej z daleka z głównej drogi. Widoczna dlatego, że wycięto wianuszek okalających ją starych drzew ... dla mnie właśnie takie otoczenie dodaje uroku cerkiewkom czy kościołom.
Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy ma ładne położenie w widłach potoków Stebnik i Strwiąż, a przechodziła różne koleje losu jako że teren ten przypadł po wojnie Sowietom. Po korekcie granic w 1951 roku wrócił do Polski, wytrybowany z mieszkańców, ze wszystkiego, co tylko dało się zabrać i wywieźć, łącznie z wycięciem lasów. Szykowała się jeszcze jedna wymiana w 1952 roku, miały być zabrane okolice Hrubieszowa w zamian za Niżankowice, Chyrów, Dobromil, i linię kolejową Przemyśl-Zagórz. Do tej wymiany nie doszło, bo zmarł Stalin, a przez długi czas jeździło się pociągiem do Zagórza przez teren ZSRR, ten maleńki przygraniczny wycinek Ukrainy, żołnierze sowieccy wchodzili do pociągu i pilnowali wszystkich drzwi, nie wolno było otwierać okien. W ramach tej pierwszej korekty z 1951 roku mieszkańców Sokalszczyzny przesiedlono w Bieszczady ...
Napisała o tym Grażyna na swoim blogu " I tu, i tam" w poście z wycieczki sentymentalnej do Czarnej. Ze znanych osób przesiedlona została także z Krystynopola jako dziecko poetka, która obecnie mieszka w Toruniu, Wiesława Kwinto-Koczan, jej wiersze śpiewają znane zespoły "z krainy łagodności".
Wracając do cerkwi w Krościenku, w 1956 roku została przejęta przez greckich emigrantów, użytkowana jako owczarnia i magazyn obornika miejscowej spółdzielni produkcyjnej, tak wyczytałam w necie. Zniszczone zostało wnętrze, drzwi, podłogi, a mizerne resztki ikonostasu znajdują się w Muzeum w Łańcucie.
Z ciekawostek, obok cerkwi nagrobek w kształcie trumny, z napisu cyrylicą odczytałam tylko początek "świaszczennik ..." czyli ksiądz, z drugiej strony daty z XIX wieku. Nieco dalej nagrobki z napisami po grecku, dziecięca mogiłka z datą 1956 rok, kilkumiesięczne dziecko zmarło tuż po przybyciu emigrantów ...
Po wizycie w Krościenku pojechaliśmy dalej, małe zakupy w Ustrzykach Dolnych i kierunek Równia, a w niej cerkiew z XVIII wieku pw. Bogurodzicy. Położona na wzgórku, dojeżdża się do niej wąską drogą przez mostek, ponoć dzień temu woda przelewała się wierzchem po opadach. W skarpie zauważyłam dziury, może jaskółki albo inne ptaki miały tam gniazda ... nawet nie chcę myśleć, co się z nimi stało przy tej wysokiej wodzie.
No i spotkało się dwóch panów o podobnych zainteresowaniach, dołączyłam i ja. Pan opiekujący się cerkwią zaprowadził nas wszędzie, pokazał wszystkie ciekawostki, nawet wąziutkim przejściem, wśród belek wspierających jeden z dachów, przecisnęliśmy się na wąziutki chór. Jako że mam lęk wysokości, tylko raz zerknęłam w dół i wycofałam do przedsionka z trzęsącym się, mdlącym żołądkiem:-) Widzieliśmy belkę poszarpaną pociskiem, który wpadł przez okno, dziury w ścianach po ikonostasie i bocznych ołtarzach, pięć wzorów krzyży, które można tu zobaczyć, kilka desek po ikonostasie, malowanych jakimś specjalnym wapnem, przechylający obelisk nagrobny przy wyciętej ogromnej lipie. Okazało się, że pod nim znajduje się krypta, ziemia osuwa się coraz bardziej, zapada, to i wysoki obelisk traci pion, to ten widoczny na zdjęciu powyżej, po lewej stronie.
Nad ołtarzem głównym wielki barokowy krucyfiks, jaśniejszym kolorem drewna odcinają się wymienione podczas remontów belki. Od 1972 roku cerkiew oddano kościołowi katolickiemu, wcześniej odbywały się też msze wbrew władzom.
Ściany zewnętrzne cerkwi impregnowane są co cztery lata surówką ropy naftowej, jak przed wiekami czyniono tutaj z drewnianą zabudową. Wydobywano ją pewnie z jakichś naturalnych wypływów, a impregnowane drewno ma ciemny kolor, no i specyficzny zapach. Przy okazji dowiedzieliśmy się o występujących tutaj trzech rodzajach ropy naftowej ... pamiętam czasy z początków budowy naszej pogórzańskiej chatki, też marzeniem było wysmarować ją taką surówką:-)
Długo nam zeszło na pogaduchach, obejrzeliśmy każdy zakamarek, a człowiek był sympatyczny i z dużą wiedzą. Przyjeżdża tu dużo ludzi, potomkowie wysiedlonych, Grecy, Węgrzy, Ukraińcy ... pan jeszcze wskazał na ten krzyż, który widać tu wyraźnie na tle trawy. Właściwie to nikt nie wiedział, skąd on tutaj ...
Niedawno przyjechał z daleka człowiek, który jako dziecko bywał na cmentarzu, powiedział, że pamięta jeszcze białą emaliowaną tabliczkę z napisem, tylko nie wie, w jakim języku była. Bo sam krzyż jest ciekawy, lity, odlany w całości z żelaza, żadne tam blachy, pustki w środku ... na ramionach prawie zatarty wzór dębowych gałązek, liści ... Cerkiew odwiedziło też dwóch Węgrów, jeden trochę mówił po polsku, powiedział, że takie krzyże spotyka się na Węgrzech, a zatem należy wnioskować, że jest to krzyż madziarski, ale o nieznanej proweniencji.
Są to wieści przekazane nam przez pana opiekującego się cerkwią, a ja je Wam przekazuję:-)
W drodze powrotnej spotkała nas ściana deszczu. Potem trochę suchej drogi, zanim przyjechaliśmy do chatki, dotarła tu i ta chmura, zlało niesamowicie.
A teraz, kiedy pisze te słowa aż strachem przejmuje mnie, co dzieje się za oknem, istne oberwanie chmury, potop jaki, czy co ... nie widać, co na łąkach, wodna kurtyna ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!
| Kapliczka w pniu starej lipy pod cerkwią w Równi |


