Trochę też pokosiłam trawę, ale w końcu kosa odmówiła posługi, za którymś razem nie odpaliła, i trzeba czekać na fachowe potraktowanie jej. Za to w trawach odkryłam pięknego zmrocznika, w kolorze "pink", dobrze, że go nie uszkodziłam ...
Podróż za Tarnów przebiegła migiem, jak jeszcze zakończą budowę autostrady, to będzie jeszcze szybciej:-) ... tylko widokowo słabo, wśród tych ekranów, zadrzewień, no i ta prędkość ...
W samej Jamnej na Pogórzu Ciężkowicko-Rożnowskim, mieliśmy zaklepany nocleg w bacówce, trochę ciasno, bo dostała nam się "jedynka", ale dwie noce można przebidować. W końcu na takich imprezach nie śpi się tylko śpiewa przy ognisku do białego rana:-) Mamy już spore grono znajomych, spotykamy się przecież od dobrych kilku lat, zresztą łączą przede wszystkim wspólne śpiewy.
W pierwszy wieczór zaśpiewali Sprzedawcy Dymu, zespół który powstał na "zasobach ludzkich" z innej grupy, a mianowicie Formacji Opowieści Kameralnych ... twarze znane, piosenki znane, a więc bawiliśmy się doskonale ...
Potem Chwila Nieuwagi, zespół z Rybnika ... ich znamy od dawna, jak jeszcze łączyło ich tylko śpiewanie, a potem zrodziło się uczucie, pobrali się, i teraz mają już 2-letnią Anielkę:-) Zresztą obserwujemy, że już niejeden duet śpiewający tak "skończył":-)
Nutki śląskie, śpiewanki po czesku ... przesympatyczni, młodzi ludzie ... bo po głównym koncercie można porozmawiać przy wspólnym stole, ognisku.
Tego zespołu nie znaliśmy z nazwy ... Bractwo Wiecznego Natchnienia ... ale skoro tylko zaczęli śpiewać, to poleciały znajome nutki ... bo Jurek Krużel nie zasypia gruszek w popiele, w jego audycji "Mikroklimat" można poznać wszystkich:-)
Usłyszelibyście, i zobaczyli potem ich skrzypka, co ten człowiek wyprawiał z tym instrumentem, co wydobywał z tych kilku strun i smyczka ... Widać było po wszystkich wykonawcach w każdy wieczór, że wspólne śpiewanie sprawia im wiele radości, są uśmiechnięci, bez zadęcia, lubią się wszyscy. Ta atmosfera ze sceny spływa na ludzi, zresztą cały czas widownia jest w kontakcie słownym ze śpiewającymi, ale bardzo sympatycznym ... czasami jakiś rzucony tytuł owocuje piosenką poza programem:-)
Blady świt zagnał nas na odrobinę odpoczynku, bo przecież nie będziemy siedzieć w dzień na miejscu, trzeba trochę ruszyć w teren. Pogoda dopisała cudnie, bo w zeszłym roku było siąpiąco, grzechem byłoby nie skorzystać.
Wybraliśmy się dosyć wcześnie do "Skamieniałego Miasta" w Ciężkowicach ... bocznymi drogami, przez rozrzucone po zboczach pagórów wioseczki, dotarliśmy tam przed południem ... i dobrze, bo nawet może uda nam się tutaj coś zjeść po zejściu ze szlaku.
Kiedy zeszliśmy na dół, odechciało nam się nawet jedzenia ... na parking zajechało ze 6 autokarów wycieczkowych, po drugiej stronie drogi podobnie, wysypało się z nich mrowie ludzi, wejście na szlak zostało zakorkowane ... uciekaliśmy stamtąd w popłochu, a głód zaspokoił koszyk piknikowy, który zawsze przygotowany wożę w bagażniku. To i zajechaliśmy m.in. na punkt widokowy w Bruśniku, z ogromną wieżą, spojrzeliśmy w cztery strony świata z wysokości, a potem u jej podnóża, w wiosennych okolicznościach przyrody, wśród kwitnących rumianami łąk przekąsiliśmy co- nieco ... jakiś dowcipniś przekręcił drogowskaz z kierunkiem na wieżę w drugą stronę, troszkę nam zeszło jej poszukiwanie ...
Tatr nie zobaczyliśmy, było troszkę przymglone.
Do wieczornych koncertów zostało jeszcze troszkę czasu, to i mała drzemka nam się należała, a ja jeszcze wyskoczyłam na obrzeża lasu, gdzie zauważyłam kwitnącego storczyka, buławnika, i smółkę, i jakieś trawy jak proso ...
Wieczorem znowu śpiewanki z udziałem Włodka Mazonia ...
... potem stara niezniszczalna gwardia, grupa SETA z turystycznymi. kultowymi hitami, które śpiewane są, jak Polska długa i szeroka ...
W tym roku będą obchodzić 40-lecie swej działalności spiewaczej, oj! chyba szykuje się spora impreza na giełdzie piosenki w Szklarskiej:-)
Potem Wojtek Jarociński ze swoim repertuarem, na codzień śpiewa z Wolną Grupą Bukowina, więc nie obyło się bez "Rzeki", " Majstra Biedy" i innych, bo przecież nie pozwolilibyśmy oklaskami zejść mu ze sceny ...
... potem dołączyła do Wojtka Basia Sobolewska ze Stanisławem Szczycińskim z grupy "Mikroklimat", zgrabnie wymienili się na scenie i to byli już ostatni wykonawcy tego wieczoru ...
Naśpiewaliśmy się z nimi prawie do północy, potem dalej śpiewanki pewnie do białego rana, ale my już poszliśmy grzecznie odpoczywać, bo wyjeżdżaliśmy z Jamnej wczesnym rankiem. Spokojnymi drogami, Beskidem Niskim, bo aż tak zjechaliśmy w dół, zajechaliśmy na nasze Pogórze podlać roślinki, a potem do domu.
Pozdrawiam Was serdecznie, z echem muzyki "krainy łagodności", szumiącej jeszcze trochę w głowie, dzięki za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!











































